Vuelta 2006 (2): Aby Kazachstan rósł w siłę

 

4 sierpnia 2006 roku miała miejsce światowa premiera filmu Borat: Podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej. Filmowy Borat stał się momentalnie najpopularniejszym na naszej planecie ambasadorem Kazachstanu. Nie wiem, czy fakt ten był dla kolarskiego Teamu Astany dodatkowym bodźcem i czy to chęć rywalizacji o sławę z Sachą Baron Cohenem tak uskrzydliła Vinokourova i jego towarzysza Kashechkina (w polskiej transkrypcji: Kaszieczkina). Złośliwi i zawistni krytycy, którym rosnący dobrobyt kazachskiego narodu najwyraźniej był solą w oku, wskazywali później, że to nie mentalnej sile, a innym, podejrzanym metodom zawdzięczali kolarze w błękitnych trykotach eksplozję fizycznych potencjałów.

Huczna wpadka dopingowa obu Kazachów na Tour de France 2007 skłaniałaby wprawdzie do wzięcia serio owych podejrzeń, lecz musimy też pamiętać o innych okolicznościach. W maju tego roku wybuchła właśnie tu, w Hiszpanii, największa od czasów Festiny afera dopingowa, znana pod kryptonimem Operacion Puerto. I w trakcie trwania Vuelty wydawała się mieć silne tendencje rozwojowe. Podejrzeniami objęta była czołówka hiszpańskich sportowców, w tym i kolarzy . Trafił więc swój na swego i nie ma co żałować gospodarzy, w myśl zasady, kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.

Oglądając ten emocjonujący wyścig, rzecz jasna nie miałem o tym tak dokładnej wiedzy. W zasadzie nic nie zakłócało mi wtedy przyjemności pasjonowania się wydarzeniami na trasie. A one przypominały w pewnym przybliżeniu filmy akcji z lat osiemdziesiątych, w których nieliczni, ale niezwykle sprawni bohaterowie wpadali na terytorium wroga, siejąc zgrozę i spustoszenie w jego szeregach.

Dni mijały, Alejandro Valverde w kolejnych miejscowościach przymierzał przy licznym audytorium, jak leży na nim złota koszulka lidera, a Vinokourov wciąż wywierał na nim presję, choć to nie on, a jadący w barwach mistrza Kazachstanu, Andrey Kashechkin, był de facto wiceliderem, tracąc do Murciano tylko 27 sekund.

Lider obronił swą pozycję na 33-kilometrowej czasówce w Cuenca, przegrywając z Vino zaledwie o 8 sekund, ale zarabiając 13 sekund nad jego rodakiem. Nadszedł wtorek, 12 września. Po dniu przerwy kolarze mieli wyruszyć na trasę krótkiego 16 etapu z Almerii do Obserwatorium Astronomicznego na szczycie Calar Alto (2161 m n.p.m.).

Trudy ścigania się po andaluzyjskich szosach wystraszyły siódemkę zawodników, którzy wycofali się przed startem, pragnąc zachować siły na zbliżające się mistrzostwa świata. Ósmym, który nie stanął na starcie był odwieziony w niedzielę do szpitala Alessandro Petacchi. Ale Jet, po przegranym finiszu na niedzielnym etapie, ze złości przyłożył pięścią w autobus ekipy i złamał nadgarstek. Tymczasem pogoda spłatała zawodnikom psikusa, zaskakując deszczem na ostatnich kilometrach. Zaczynamy śledzić akcję w połowie liczącego 21 km podjazdu na Calar Alto. Wcześniej długo prowadziła wyścig 11-osobowa czołówka, ale posypała się w trakcie dlugiej wspinaczki. Na czele kolarz Astany, Hiszpan Redondo, zajmujący 100. miejsce w GC , ok. 50 sekund za nim Landaluze z Euskaltel, a topniejący szybko peleton napędzany siłami kolarzy CSC traci w tym momencie ok. 2 minuty.

 

Efektowne zwycięstwo Baska, Igora Antona, miało być zapowiedzią wspaniałej kariery, co się niezupełnie później ziściło. Ten dzień utwierdził hiszpańskich fanów w przekonaniu, że ich nowy idol zmierza pewnie po zwycięstwo w wyścigu, a Hiszpania (która właśnie przystąpiła do Unii Europejskiej) rośnie w siłę. Kazachowie wydawali się pokonani. Kashechkin obsunął się na 4. miejsce w GC. Valverde prowadził teraz z przewagą 1:42 min. nad Vinokourovem i Sastre.

Ale już następnego dnia, 13 września, nastąpił jeden z najefektowniejszych ataków na pozycję lidera, jaki zdarzyło mi się widzieć. Trasa 17 etapu prowadziła z Adry do do Granady. 166 km, tym razem w typowo andaluzyjskiej pogodzie. Oglądamy decydujące momenty podjazdu na  położony kilkanaście km przed metą Alto de Monachil. Prowadzi samotnie Tom Danielson z Discovery, a między nim a grupką faworytów plączą się jeszcze jakieś niedobitki wcześniejszej ucieczki. Vino wysyła do ataku Kashechkina, za którym rusza Gomez Marchante.

Fenomenalny zjazd Vino i fantastyczna końcówka. Takie kolarstwo nie może się znudzić.

Piękna akcja Kazachów i Amerykanina Danielsona, lecz swoją drogą możnaby też spuentować etap cytatem z mistrza Krasickiego: Wśród serdecznych przyjaciół, psy zająca zjadły. Strata o 9 sekund za wysoka zadecydowała, że Valverde musiał oddać koszulkę lidera.

Rozgrzanym powodzeniem kolarzom Astany to nie wystarczyło. Chcieli jeszcze wprowadzić na podium Kashechkina i nazajutrz, na ostatnim górskim etapie z finiszem na Sierra de la Pandera, dopięli swego, bardzo dobitnie akcentując swoją dominację.

Jeszcze tylko stanowiąca 20. etap 27-kilometrowa jazda na czas,  dla dopełnienia chwały Kazachstanu wygrana przez również Vino i dzień później dwójka tyleż dumnych, co i obrotnych Kazachów mogła z podium w Madrycie zameldować swoim mocodawcom: Mission complete. Po kazachsku brzmi to wprawdzie zgoła inaczej, ale przyjmijmy, że idąc śladem Borata, astańska wierchuszka otworzyła się na jankeskie obyczaje.

Tak w dużym skrócie prezentuje się najlepsza w mojej ocenie Vuelta a Espana, i jeden z najciekawszych wyścigów współczesnej historii kolarstwa. Szkoda, że tegoroczna, mimo trudniejszej trasy i bardziej „wypasionej” obsady, w tak niewielkim stopniu ją przypomina.

Krzysztof Suchomski