Reflektor Bossa: Przygody Pana Michała – Reaktywacja

 

Wydawało się, że wsadzenie ksenonu w mrowisko przez rosyjskiego oficjela wywoła burzę, która będzie medialnym hitem tej wiosny. A tu ledwie popadało. Niczym dla nas dopingowe rewelacje, niczym kolejne wojny krymskie i inne zawieruchy – ile razy można? Jesteśmy ponad takie tam… Siadamy przed telewizorem na nasz swojski-polski serial. Z naszym ulubionym bohaterem.

A tenże bohater, jak na pierwszą szablę Rzeczpospolitej przystało, gromi wrażych synów i nie bierze jeńców. Ścina przeciwników jednego po drugim. Świst klingi i portugalski mistrz świata na własnej ziemi rozłożony. Szast-prast, i po następnym mistrzu, Martinie. Chlast! I po Contadorze, mołojcu przesławnym. Galop na Strade Bianche i skalp atamana Sagana przy siodle. Strach blady pada na drogi i gościńce. Któż się takiemu oprze?

Fama o wyczynach naszego bohatera rosła niczym fala tsunami. I na takiej fali dosurfowaliśmy sobie do plaż Morza Tyrreńskiego w samą porę, by zdążyć na start Wyścigu Dwóch Mórz. Pierwszej imprezy World Touru, którą miał wygrać Polak. Emocje emocjami, ale i kalkulacja wydawała się nie z sufitu wzięta. Jeśli rok wcześniej, na bliźniaczej trasie, Kwiato kończy tuż za podium, przegranym z Contadorem o sekundę, to dziś, gdy widać, że nabrał pewności i mocy, a w stawce brak Froome’a i Nibalego, czyż nie powinno być lepiej?



© RCS Sport
Tyle, że w kolarstwie kalkulacje jakże często biorą w łeb. Do pewnego momentu wszystko szło zgodnie z planem. Mistrz Polski założył koszulkę lidera i obronił ją na Cittareale. Aż przyszedł kryzys, rzecz w kolarstwie powszednia jak kromka chleba – każdemu się zdarzało, włącznie z legendami szos, a i Michałowi jeszcze pewnie nie raz przyjdzie coś takiego przeżyć. Teraz się nie powiodło, innym razem się uda.

Mamy kolarskiego asa, którego inne nacje zaczynają nam szczerze zazdrościć. Cieszymy się, razem i z osobna, ale nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy sobie nie ponarzekali. My, Polacy, powód zawsze sobie wynajdziemy. Wszak narzekanie to nasz sport narodowy. Jak śpiewał Wiesław Gołas (prawda, o czym innym, ale tu też pasuje):Jakby nam kiedyś tego zabrakło… Nie! Nie zabraknie!

Rafał Ziemkiewicz, należący do tych nielicznych żyjących publicystów, z którymi nie zawsze trzeba się zgadzać, ale których zawsze warto poczytać, „popełnił” na dniach tekst zatytułowany Wieczna niedojrzałość. Niedojrzałość Polaków, zdaniem autora, przejawia się miotaniem między skrajnościami, zero-jedynkowym oglądem rzeczywistości (choćby ta była nie wiem jak skomplikowana), niezdolnością do znajdowania (szukania, nawet) kompromisu. Dla bywalców internetowych portali musi to brzmieć znajomo. Ale RB nie przypisywałby swoim rodakom wyłączności w tego rodzaju zachowaniach. Gdyby taki opis przyłożyć do wizerunku sportowego kibica, to pod każdą szerokością i długością geograficzną pasowałby jak ulał.

Życzliwi doradcy, których Michał ma teraz w kraju tysiące, zawsze wiedzą lepiej, a zdanie samego zainteresowanego nie jest dla nich żadnym argumentem. Po co mu to było? Gdzie się pchał? Nie dla psa kiełbasa. Niech zapomni o górach i Tourach.

Mógł Pan Michał zgrywać kozaka na łatwiejszym i słabiej obsadzonym Paryż – Nicea? Mógł we Francji wygrać swój pierwszy wyścig WT? Bezsprzecznie. Wpadłby tam jak lis do kurnika. Na wyścigu, gdzie nawet najlepszych stać było ledwie na akcje w stylu „patrz, mamo, jestem w telewizji”, byłby jedynym potrafiącym powiedzieć „do widzenia, zobaczymy się na dekoracji”. Mógł, ale widać nie chciał. RB ceni go za ten wybór.



© RCS Sport
Wyścig Tirreno – Adriatico wygrał Alberto Contador. Jak na rewolwerowca przystało, odstrzelił rywali na królewskim etapie. Podobało się, ale znów nie wszystkim – nie ma tak dobrze. El Pistolero odpalił fajerwerki i już rodzą się znaki zapytania ze strony tych, co tak lubią sportowcom zajrzeć pod kołderkę, a nawet pod piżamkę.

Pomijając nie całkiem sensownie odkurzone przy tej okazji pojęcie marginal gains (jak sama nazwa wskazuje, przyrosty marginalne to nie skoki formy) i wracające jak fale przypływu sugestie o metodach rodem z Małego alchemika, RB sugeruje, by zgodnie z regułą Brzytwy Ockhama, trzymać się najprostszych i najbardziej oczywistych wyjaśnień. Elementarna sportowa mądrość mówi, że aby osiągnąć wyniki, trzeba po prostu „zapieprzać”. Od zarania trening był podstawą budowania formy. Tajemnica tkwi w intensywnie przepracowanych miesiącach przerwy startowej.

Działa tu równie oczywista zasada, że zawodnik mniej zdolny, ale lepiej przygotowany, zawsze wygra ze zdolniejszym, lecz mniej wytrenowanym. Pamiętna dominacja Sky wiosną 2012 roku w dużej mierze (choć nie wyłącznie) z tego wynikała. Kiedy rywale w trakcie sezonu zaczęli wchodzić na wysokie obroty, stopniowo zasypywali przepaść dzielącą ich od Brytyjczyków, by jesienią dać im wycisk. W kolejnych sezonach kolarskie sztaby wyciągnęły z tego słuszne wnioski. Zadziałała znana od dziesięcioleci w biznesie zasada benchmarku, czyli kopiuj, co się da, od najlepszych.

Hiszpanie byli wcześniej niewolnikami dogmatu metody startowej. Zresztą nie tylko oni. O otłuszczonych pośladkach na pierwszych wiosennych zawodach można poczytać w książkach byłych kolarzy, tak licznie ostatnio wydawanych (ciekawe dlaczego, prawda?). Teraz Valverde tryska formą w lutym, Contador w marcu, a na ich tle niedawni herosi Sky Teamu nabierają zwykłego, ludzkiego wymiaru. A kolarski świat wraca do równowagi. To chyba dobrze.

Wróćmy i my do równowagi w ocenie szans i możliwości naszego ulubionego bohatera. Nie miotajmy się między skrajnościami. Uwierzmy w jego zdrowy rozsądek, którego dowodów dał dotąd niemało. Zawierzmy doświadczeniu Patricka Lefevere i profesjonalizmowi jego ekipy. A Panu Michałowi przyda się trochę spokoju, wyciszenia przed najważniejszymi wiosennymi startami. Wracająca jak „wańka-wstańka” dyskusja o jego mniejszych czy większych predyspozycjach do jazdy pod górę nie jest nikomu potrzebna.

RB nie ma wątpliwości, że serial się nie kończy. Jeszcze w tym roku kolarz w koszulce Mistrza Polski znów odjedzie konkurentom, którzy będą mogli zaśpiewać sobie w drodze do mety: Widziałem orła cień…

Krzysztof Suchomski