Slaying the Badger

 

Miałem na dzisiejsze popołudnie inne plany. Jeszcze w południe pisałem na forum rowery.org, że filmy czekające w kolejce do Filmoteki Arcydzieł muszą uzbroić się w cierpliwość, czekać posłusznie, aż przyjdzie ich pora.  Tyle rzeczy teraz się dzieje. Muszę przecież dokończyć podsumowanie Tour de France, bo cóż ważniejszego od tego może być w kolarskim biznesie? I naraz rzucam to wszystko, gdy Kuba Zimoch daje cynk, że TEN film jest właśnie dostępny.

To jedna z najpiękniejszych opowieści w całej historii sportu. Opisywałem ją w kilku odcinkach MB?, kładąc akcent głównie na sportowy wymiar rywalizacji Bernarda Hinault i Grega LeMonda. Ale to przecież jest, poza wszystkim, piękna, epicka story. Mająca siłę nie mniejszą niż Rocky a rozmach nieomal Władcy pierścieni. Gotowy scenariusz na hollywoodzki szlagier – który kiedyś z pewnością powstanie. Na razie mamy film dokumentalny, nakręcony przez ESPN na podstawie (świetnej) książki Richarda Moore’a.

Opowieść spełnia wszystkie wymogi stawiane przed kandydatami na kasowy przebój made in Hollywood. Jest młody chłopak, dorastający na amerykańskiej prowincji i mający wielkie marzenia, wyrastające daleko poza rodzinną farmę. Jest wielki, wspaniały, pokryty patyną czasu Wyścig, o wygraniu którego marzy bohater. Wyścig, ma się rozumieć, najtrudniejszy z najtrudniejszych, bo jakże tu marzyć o innym. Jest porządna amerykańska rodzina, pojawia się śliczna dziewczyna (a potem wspaniała i wierna żona) i miłość jak z bajki. Jest wyjazd do Europy i dojrzewanie bohatera do wielkiego sukcesu. Dorastanie do wielkich wyzwań, do szansy zmierzenia się z Wielkim Mistrzem. Poznajemy galerię wspaniałych, krwistych postaci. Jest męska przyjaźń i a potem zdrada. Przychodzi sława, ale także interesy, knowania i spiski. Coraz większym emocjom towarzyszą coraz większe pieniądze.

Reguły gatunku są nieubłagane. W finale antagoniści muszą zmierzyć się w pojedynku twarzą w twarz. Jak rewolwerowcy na środku głównej ulicy. Przedtem nasz bohater musi pokonać liczne zasadzki i przeszkody. Areną pojedynku są góry i najtrudniejsze etapy Tour de France. A potem meta na Champs Élysées (publiczność kocha Paryż) i spełnia się Amerykański Sen.

Opisałem to w sposób, w jaki być może kiedyś opiszą tę historię amerykańscy recenzenci – po to, by ukazać jej niesamowity potencjał. Bez obawy, film ESPN jest dokumentem i choć nie stroni od ukazywania emocji towarzyszących wydarzeniom, daleki jest od kalifornijskiej cukierkowatości. Trzeba przyznać, że Luke Carter (reżyser) nie miał tu wiele do roboty. Wystarczyło zmontować materiał z telewizyjnych przekazów i udzielić głosu bohaterom tamtych wydarzeń. Historia pisała się sama, bo jako się rzekło, to czysty samograj, złoty samorodek, czekający, aż ktoś go podniesie i zaniesie do jubilera.

Los tak chciał. Wpadł nam w ręce film o ukazujący piękne i ważne momenty historii kolarstwa. Takiej okazji nie wolno przegapić. Musiałem to dzisiaj napisać, a Wy musicie to zaraz obejrzeć.

Krzysztof Suchomski

https://www.youtube.com/watch?v=elo5_iNEjRo&sns=tw