Do zobaczenia

 

W chwili, gdy polskie kolarstwo przeżywa kolejny wielki, tym razem wręcz monumentalny sukces, mam do zakomunikowania niewesołą (przynajmniej dla mnie) wiadomość o zawieszeniu działalności bloga. Paradoks, prawda?

Z decyzją zwlekałem do ostatniej chwili, może podświadomie oczekując zrządzenia losu, które pozwoli mi nadal żwawo poruszać Reflektorem Bossa. Nie mogę jednak już dłużej ukrywać, że po prostu „nie wyrabiam się z czasem”.

Prowadzenie bloga w sposób, jaki sobie wcześniej założyłem i przez parę sezonów realizowałem, to praca na cały etat. Samo oglądanie transmisji kolarskich pochłania kilka godzin dziennie, a codzienne „zczytywanie” bieżących informacji z Twittera, śledzenie artykułów na najważniejszych zagranicznych i krajowych portalach to parę kolejnych. No i jeszcze trzeba wymyślić i napisać w atrakcyjnej formie treść (podkreślam: napisać, nie skopiować, przepisać czy przetłumaczyć) pomyszkować w sieci za fajnymi zdjęciami – ani się obejrzysz, a tu już późna noc. Nie mam takiej komfortowej sytuacji jak koledzy z portali, którzy mogą dzielić się zadaniami i wzajemnie wspomagać.

Czas na to wszystko musiał być ukradziony. Rodzinie, pracy, zdrowiu i aktywności fizycznej, innym moim pasjom, zainteresowaniom i zobowiązaniom. I one wreszcie solidarnie zastrajkowały, domagając się swoich praw. A ponieważ eksperymenty z czasoprzestrzenią i próby rozciągnięcia doby spełzły na panewce (Steven, ta złośliwa małpa nadal ma tylko 24 godziny), musiałem skapitulować i dokonać korekty trybu życia.

W tegorocznym „planie lekcji” czas na pisanie o kolarstwie został drastycznie zredukowany. A że robienie czegokolwiek pobieżnie, dla odfajkowania tematu nie leży w mojej naturze, postanowiłem zawiesić blogowanie. Zawiesić brzmi lepiej niż zamknąć czy zrezygnować. Bo never say never. Zdaję sobie sprawę, że nie jeden raz poczuję pokusę, by jednak coś napisać. Niech furtka pozostaje… no, może nie otwarta, ale przynajmniej lekko uchylona. Dlatego nie piszę żegnajcie, a do zobaczenia.

Oczywiście, zadbam o to, by dotychczasowa treść Reflektora nie zniknęła „z wizji”. Blog będzie nadal dostępny, choć nie mam jeszcze pewności, czy na tym samym serwerze.

Dziękuję wszystkim Czytelnikom towarzyszącym mi w wędrówkach przez kolarskie uniwersum, a szczególnie tym, którzy zostawili ślad swojego pobytu w postaci komentarzy. Dla autora każdy komentarz jest bezcenną wskazówką, że nie porusza się w próżni. Pisanie dla siebie samego nie miałoby przecież sensu.

Życzę Wam niezapomnianych kolarskich emocji.

Krzysztof Suchomski