Kurtyna odsłonięta

 

Trasa Wielkiego Touru to w dzisiejszych czasach sam w sobie temat na zajmującą story. Nie wystarczy, jak kiedyś, po prostu ogłosić, pokazać, opowiedzieć. Najpierw odpowiednio buduje się napięcie poprzez serie mniej lub bardziej kontrolowanych „wycieków”. Dociekliwość i fantazja fanów to coś na co marketingowcy organizatorów i sponsorów zawsze mogą liczyć – amatorzy odwalą za zawodowców całą masę promocyjnej roboty, a co nie bez znaczenia, zrobią to za darmo.

Sam akt obwieszczający ostateczną wolę jaśnie panujących organizatorów też musi mieć swą oprawę, godną rangi wydarzenia. Zwykła konferencja prasowa czy publikacja nie wystarczy, w końcu Grand Tour to nie dyskoteka w osiedlowym domu kultury.

Ostatnie dni obfitowały w dwa najwyższej rangi wydarzenia z omawianej półki. Niejako w opozycji do logiki kalendarza, pierwsi odkryli swe zamiary organizatorzy Tour de France, po nich na scenę weszli animatorzy Giro d’Italia. Dlaczego ASO pospieszyło się, by zdążyć przed konkurentami? Może przewidywali, że po ujawnieniu trasy jublileuszowej, setnej Corsa Rosa, ich propozycja spotka się z co najwyżej letnim przyjęciem.

map_routeStając w medialne szranki jako pierwsi, skupili na sobie wszystkie światła i w momencie prezentacji uniknęli niewygodnych porównań. Jakie to ma znaczenie? Choćby takie, że udało się ASO sprytnie rozpowszechnić opinię, że przygotowała ciekawy Tour z trasą ” dla górali”. Wydający czy powielający takie osądy jeszcze kilka dni temu, dziś, po skonfrontowaniu ich z trasą przygotowaną przez RCS, pewnie woleliby się ugryźć w język (albo w klawiaturę). Trasa 104. wydania Wielkiej Pętli jest po prostu taka sobie. Unikamy jak możemy słowa łatwa, ale do trudnych z pewnością nie da jej się zaliczyć. Rzecz jasna, nie zapominamy przy tym, że skala trudności Le Touru nie z samej tylko komplikacji trasy wynika.

Marszruta, jak spojrzeć na mapę, dziwna i trochę sprawia wrażenie, jakby miasta etapowe dobierano, rzucając kostką. Jej najbardziej charakterystycznym elementem są długie, krzyżujące się transfery lotnicze. Góry w niej są, owszem. Postarano się nawet, by trasę poprowadzić przez Wogezy, Masyw Centralny i Jurę. Pierwszy rasowy górski podjazd, Tacę Pięknych Panien, zaplanowano już w piątym dniu imprezy. Sytuacją nietypową dla Touru jest umieszczenie aż trzech górskich etapów przed pierwszym dniem odpoczynku. Czy w tak wczesnej fazie wyścigu zmusi to faworytów do podjęcia poważnej rywalizacji, jest kwestią co najmniej dyskusyjną. Łatwo może się okazać, że starania organizatorów pójdą na marne. Faworyci, nie paląc się do tak wczesnego przejęcia odpowiedzialności za peleton, pobłogosławią ucieczki „szaraczków” i tyle będzie emocji.

izoardZarzucono udany i sprawdzony, naszym zdaniem, pomysł uatrakcyjnienia pierwszego tygodnia etapami imitującymi trasy wielkich klasyków. Szkoda z dwóch powodów: po pierwsze, ze względu na atrakcyjność, a po drugie z uwagi na wymagania, stawiane wyścigowym „tuzom” przez różnorodną, wymagającą wszechstronnych umiejętności mozaikę północnych etapów. Większa ilość gór w pierwszym tygodniu skutkowała też potraktowaniem po macoszemu Pirenejów. Ale i Alpy nie rzucają na kolana – raptem dwa etapy z solidniejszymi wzniesieniami. Dywaguje się teraz, czy 18. etap, kończący się podjazdem na Col d’Izoard jest w stanie spełnić rolę koła ratunkowego dla wyścigu (czytaj: porządnie rozerwać stawkę). Nie brzmi to najlepiej, prawda?

Dużo się też mówi i pisze o francuskich czasówkach. Równowagą dla rzekomego górskiego charakteru wyścigu miała być licząca ponad 40 km próba contre-la-montre na przedostatnim etapie w Marsylii. Organizatorzy zdecydowali jednak skrócenie jej prawie o połowę, gasząc w ten sposób uśmiech szykującego się do obrony tytułu Christophera Froome’a. Zabieg był jednoznacznie „anty-froomowy”, nie sądzimy jednak, by główny rywal Brytyjczyka, Nairo Quintana, mógł hucznie fetować przyszłoroczną arenę zmagań. Kolumbijczyk, lubiący podrzemać w pierwszej połowie wyścigu, by rozstrzygać go na podjazdach ostatniego tygodnia, będzie musiał mocno pogłówkować nad wypracowaniem innej strategii.

Dość różnorodna, a mniej wymagająca fizycznie marszruta to dobry sygnał dla Alberto Contadora, dla którego wydolność organizmu była w ostatnich latach najtrudniejszą barierą do pokonania. Wyraźnie wzrastająca w szykowanej edycji rola zjazdów też zadziała mocno na jego korzyść. Taki profil odpowiada także Romainowi Bardetowi, największej ostatnio nadziei Francji. Miejscowy idol zdążył już jednak skrytykować organizatorów za… zbyt długi etap jazdy na czas. Być może oczekiwał, że patriotyzm dżentelmenów z ASO wyrazi się w całkowitej likwidacji zbędnego w jego mniemaniu „antyku”. Vive la France!

trasa 104. Tour de France

giro-ditalia-2017-full-route-mapParę dni później Włosi, co nie jest żadną niespodzianką, przebili Francuzów skalą trudności trasy. Wybiegającej poza „włoski but”, ale nie poza granice kraju. Ciekawym pomysłem jest odwiedzenie na początku kolejno Sardynii i Sycylii. To rodzinne strony największych obecnie włoskich gwiazd, Vincenzo Nibalego i Fabio Aru. Wyraźnie wskazuje to na chęć zaakcentowania narodowego charakteru imprezy i próbę odrestaurowania tradycji wielkich włoskich pojedynków toczonych na szosach Italii. Nawiązań do lat świetności ciclismo jest oczywiście więcej. Dwa z etapów startują w miejscach urodzenia Fausto Coppiego i Gino Bartaliego, inny kończy się przy sanktuarium w Oropa, który to podjazd już prawie oficjalnie określa się Górą Pantaniego. Poza tym, sporo zacnych przełęczy i powrót na wysokości powyżej 2000 m, z Cima Coppi na Stelvio (2758 m n.p.m.) oraz dwa etapy indywidualnej jazdy na czas, łącznie liczące 67 km. Przynajmniej we Włoszech pojęcie Grand Tour nie jest jedynie frazesem.

trasa 100. Giro d’Italia

T16_Bormio_altOtwierający ostatni tydzień, 16. etap do Bormio rywalizuje o palmę pierwszeństwa z osiemnastym, kończącym się w Ortisei, okraszonym pięcioma górskimi premiami. Pięć górskich etapów, a po nich zamykająca Giro 28-kilometrowa płaska czasówka, rozpoczynająca się na torze wyścigowym w Monza, a kończąca na Piazza del Duomo w Mediolanie, tworzą bardzo atrakcyjną i stawiającą olbrzymie wymagania kolarzom decydującą fazę, która rozstrzygnie losy rywalizacji. A skoro arena stwarza takie możliwości, chciałoby się, aby dostosowali się do tego poziomu uczestnicy i by Corsa Rosa, podobnie jak w tym roku, do końca trzymała nas w napięciu.

Krzysztof Suchomski