Il Lombardia – rewanż za Rio

 

Michael Woods jednak okazał się niezłym kozakiem. Jednak, bo wcześniej czytając pochwały wypisywane przez twitternautów zza oceanu, mieliśmy w tej kwestii spore wątpliwości. Kanadyjczyk nie był wprawdzie aż tak dobry, by poradzić sobie z Miguelem Ángelem Lópezem, ale ich walka na ostatnim kilometrze Milano – Torino nieźle nas rozgrzała. Z kolei kolumbijski młodzian potwierdził po raz kolejny w tym roku swe wysokie aspiracje i naprawdę szkoda, że pech wyeliminował go z Vuelty, bo ciekawi jesteśmy, jak prezentowałby się w poważniejszej próbie i prawdziwie męskiej rywalizacji.

Astana pomału wydaje się zawłaszczać bazylikowy wyścig i jak tak dalej pójdzie, to za dziesięć lat obok świątyni stanie jakiś kazachski obelisk. Rok temu Rosa, teraz López, a na mistrzostwach Włoch (na tej właśnie trasie) Nibali.

Tak się ostatnio układało, że na Milano – Torino walczą „drugie noże”, po to by Il Lombardię zostawić do załatwienia swoim liderom. Dlatego niewielka jest szansa, że bohaterów najstarszego (zachowanego do dziś) kolarskiego wyścigu ujrzymy na podium lombardzkiego monumentu.

O zwycięstwo w sobotę powalczą najbardziej wypasione koty klasykowej i górskiej elity. Mistrzostwa świata nie dla nich, więc motywacja jeszcze większa niż zwykle. Mieli już swoją trasę na Igrzyskach Olimpijskich, ale tam zadowolonych było tylko trzech, a cała reszta obeszła się ze smakiem, więc teraz czas na wielki rewanż.

Lombardia_14_plan

Trasa najbardziej górskiego z monumentów jest jeszcze bardziej niż zazwyczaj górzysta. Takie czasy. Żeby się medialnie przebić, musisz się wyróżniać, a najlepiej być w czymś „naj”. Marketingowcy nazywają to pozycjonowaniem produktu. Lombardia ma być klasykiem „najgórskim” i w tym względzie nikt nie może mieć wątpliwości. Więc dla uczczenia 110 edycji do tradycyjnego menu dołożono trudności, przy których obowiązkowy podjazd na Madonna di Ghisallo prezentuje się na tyle skromnie, że przerzucono go do rozgrzewkowej fazy wyścigu.

lombardia2016

Z Lombardii, które zachowały się w naszej pamięci, ta jest najbardziej najeżona, a Valcava ze swoim kilometrowym przewyższeniem nadaje tegorocznej trasie więcej górskiego charakteru niż bryndza, ciupagi i rzępolenie na skrzypcach razem wzięte. Wzniesienie to bynajmniej nie debiutuje na Wyścigu Spadających Liści. Bywało jednak umieszczane, np. w 2011 i 2012 roku, właśnie w pierwszej fazie marszruty. Zabraknie tym razem trudnego, stromego Sormano, ale mamy po Valcavie trzy następujące po sobie podjazdy, które skutecznie dokonają selekcji.

valcava

I zjazdy – ten element w lombardzkim monumencie odgrywał często rolę nie mniej ważną od umiejętności wspinaczkowych, zwłaszcza kiedy popadało, co o tej porze roku nie jest w tej okolicy niczym zaskakującym. Tak może być i w tym roku, jeśli wierzyć prognozom. W końcówce wyścigu kolarzy czeka 12-kilometrowy zjazd z Selvino, a przed samą metą szus w dół z niewielkiego już Bergamo Alta.

lastkm

Lista faworytów jest tak długa, że łatwiej wymienić kogo na niej nie ma. Przede wszystkim obrońcy tytułu, Nibalego (obowiązki wobec kazachskiego sponsora), oraz Quintany (zakończył sezon), ale i Michała Kwiatkowskiego. Awizowany był start Alberto Contadora, lecz nie dojdzie do skutku, a w opuszczone miejsce wskoczył, trochę wbrew swej woli, Rafał Majka. Zwlókł też cztery litery z fotela dla emerytów Purito Rodriguez i zwycięzcę z 2012 i 2013 roku zobaczymy na starcie. Listę obecności podpiszą też inni z triumfatorów: Cunego, Gilbert, Dan Martin i Zaugg. Ten ostatni był sprawcą największej w XXI wieku niespodzianki.

lista startowa

W tym roku na niespodziankę raczej trudno liczyć. Żelazni faworyci to: Van Avermaet, Martin, Valverde, Aru, ale nie będzie zdziwienia, jeśli wygra Mollema, Poels, Chaves, Uran, Bardet, Alaphilippe, Moreno, Costa, Gallopin, Wellens, a nawet nieobliczalni Pantano czy Simon Yates.

Zostały 24 godziny, zaczynamy odliczanie.

Krzysztof Suchomski

O historii wyścigu: Jesienny nokturn