Bosskie komentarze przy kawie #230

 

 Efektowny finał Eneco Tour

Ostatni, siódmy etap, jak na bruki przystało solidnie wstrząsnął wyścigowymi tabelami. A jeszcze rano wydawało się, że mocna ekipa BMC nie może tego wyścigu przegrać. Dwóch prowadzących z dość bezpieczną, jak się zdawało przewagą, a do tego asekuracja w postaci dwóch kolejnych (do tego dobrych na brukach) kolarzy w top 10. Tylko upilnować Sagana i zgłosić się po nagrody.

Ale przed startem spadł deszcz. Bruki Kapelmuuru i Bosbergu zrobiły się śliskie i wielu przekonało się czemu zawdzięczają swą sławę. Etap do Geraardsbegen, nazywany „małą Flandrią”, w skali trudności daleki był od pierwowzoru, niemniej na kolarzy słabiej wprawionych w „robotach brukarskich” w zupełności wystarczyło. Kilka mocniejszych akcji „fachowców” rozerwało peleton i oglądaliśmy widoki typowe właśnie dla północnych klasyków.

Lider, Rohan Denis, leżał w kraksie i zanim jego ekipa zorganizowała pomoc i próbę pościgu, było po zawodach. Dla nich, bo inni nadal świetnie się bawili. Koalicja specjalistów od jazdy na brukach wysłała do przodu delegację, której udało się jakimś cudem zmylić czujność głównego faworyta, Petera Sagana. Słowak, będący przez cały tydzień osią, wokół której kręciła się karuzela wyścigu, robił co mógł, by dogonić uciekinierów, lecz nie znalazłszy wielu chętnych do współpracy, musiał pogodzić się z porażką. Która zresztą porażką nie była, bo punkty zdobyte za trzecie miejsce w KG umocniły go na pozycji lidera rankingu World Tour.

eneco7eboassonEtap padł łupem Boassona Hagena, ale bohaterem dnia i zwycięzcą Eneco Tour został Niki Terpstra, z czego bardzo się cieszymy, bo umiejętności i klasę Holendra podziwiamy nie od wczoraj. Sporą niespodzianką jest awans na 2. miejsce w klasyfikacji Olivera Naesena z IAM Cycling. Belg notuje życiowy sezon – niedawno wygrał bretoński klasyk WT w Plouay.

wyniki 7. etapu

Ostatni etap stanowił mocny akcent wyścigu, który wcześniej rozczarowywał. Wyścigu dziwnego, bo wiele rzeczy poszło w nim nie tak, jak miało.

Największe nadzieje pokładano w walce (ba! w wojnie, nawet) przygotowujących się do mistrzostw świata tytanów sprintu. Tymczasem żaden z tych asów nie powąchał podium dla etapowych zwycięzców. W wąskich uliczkach miasteczek Limburgii i Flandrii sprinterskie zespoły nie potrafiły ustawić swoich pociągów, a w takich chaotycznych finiszach nie po raz pierwszy górę wziął instynkt Petera Sagana. Śmietanka sprinterów gubiła się jak turyści we mgle, a kibice czekający na monumentalne pojedynki Kittela z Greipelem czy Bouhanniego ze sprinterami Oriki musieli obejść się ze smakiem. Cavendish chyba wiedział, co robi, w ostatniej chwili rezygnując z udziału w tej próbie nerwów.

enecowinnerO losach klasyfikacji generalnej miały rozstrzygnąć czasówki, indywidualna i drużynowa. Na tę ostatnią BMC wystawiło skład śmiało mogący konkurować w kategorii czasówkowych dream teamów. Wygrali etap po to, by dwa dni później przegrać wyścig. Bo jednak okazało się, że nie jazda na czas, nie sprinty z peletonu, a stare, dobre bruki zadecydowały, komu przypadnie końcowe zwycięstwo.

Niki Terpstra powiedział, że wygranie wyścigu w tym historycznym miejscu i w takich okolicznościach wbija go w dumę. Nie dziwimy się. Też bylibyśmy z siebie dumni.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

„Emiliano” Chaves

emilia-metaPowody do dumy, nie po raz pierwszy w tym roku, ma także Esteban Chaves. W pięknym stylu wygrał jedną z naszych ulubionych jednodniówek – Giro dell’Emilia (Gladiatorzy w cieniu arkad). Pokonał nie byle kogo, bo w tym roku bolońska impreza wróciła do łask (czyli dawnego miejscaw kalendarzu) i zgromadziła całkiem niezły garnitur górali i klasykowców. Szkoda, że wyścig nie doczekał się uczciwej relacji telewizyjnej, bo przebieg ostatnich kilometrów z opisów brzmi interesująco.

wyniki Giro dell’Emilia 2016

Interesujące, że Kolumbijczyk po tak udanej Vuelcie i drugim w sezonie grand-tourowyn podium, nie spoczął na laurach i nadal prezentuje wysoką formę i charakterystyczną dla siebie radość z jazdy.

Szkoda, że Oriki nie zobaczymy na Milano – Torino, drugim z historycznych, bazylikowych klasyków. Podjazd pod Superga di Basilica jest jeszcze bardziej wymagający od bolońskiego San Luca, a na starcie nazwiska gwarantujące dobrą zabawę, w tym i Rafał Majka. Telewizja tym razem nie zaspała, wyścig obejrzymy na żywo.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

W kwestii pogody: takiego września nie pamiętam. Ponoć w trzydziestym dziewiątym… Nie, żebym straszył…

boss