La Vuelta 2016 (3): Ryczące Dziewięćdziesiątki

 

2016-vuelta-logoUbiegłoroczna Vuelta była swego rodzaju przełomem. Po raz pierwszy w wyścigu trzytygodniowym tak wyraźnie doszło do głosu młode kolarskie pokolenie. Młodzież stanowiła większość, i na podium, i w pierwszej dziesiątce, a przede wszystkim w wyścigowych newsach. To Dumoulin, Aru, Chaves, Majka i Quintana nadawali ton imprezie. Odtrąbiliśmy wówczas na łamach Reflektora wielki triumf rocznika 1990, którego w swoim czasie obwołaliśmy się rzecznikiem.

Bardzo byliśmy ciekawi, czy rok ubiegły stanowił początek trendu, czy też był tylko niewinną odchyłką od normy. Bo jednak zwycięzcami Vuelty w poprzednich latach bywali na ogół mężczyźni w wieku dojrzałym. W meczu starych z młodymi zaszczyt bronienia honoru pokolenia trzydziestolatków przypadł w udziale Contadorowi, Froome’owi, Valverde i Scarponiemu. W pokoleniu dwudziestolatków dominuje nasz ulubiony rocznik, ale i pojawiły się młodsze gwiazdki, choćby Yates, Formolo czy Latour.

Nawet jeśli ktoś nie oglądał tegorocznej edycji Vuelta a España, to rzut oka na tabelę klasyfikacji generalnej upewni go, że młodzież znów jest górą. Oceaniczne Roaring Forties przemianowujemy zatem na kolarskie Roaring Nineties. Bo nie sposób przecież nie zauważyć, jak wspaniale znów spisali się „reflektorowi podopieczni” z rocznika 90.

klasyfikacja generalna Vuelta a España 2016

Vuelta España - Stage 21

Wydaje się, że na trwałe zburzyli twierdzę, jaką w Hiszpanii wybudował wielki „tercet tenorów”. Począwszy od 2008 roku, w każdej edycji Vuelty jego przedstawiciel zajmował miejsce w czołowej trójce. Wyjątkiem był sezon 2011, lecz wtedy kolegów skutecznie zastąpił rodak, Juan Jose Cobo. W tym roku zabrakło na podium nie tylko przedstawiciela sławnego tria. Po raz pierwszy od dwudziestu lat nie zmieścił się na nim żaden kolarz hiszpański.

Latka lecą. Purito kończy karierę (w tym roku na start w iberyjskim tourze nie miał już siły), a i Contador zbliża się do jej końca. Jedynie Valverde wydaje się wciąż mieć zdrowie iron-mana, lecz ileż można? Trzy Wielkie Toury, wiosenne klasyki, start na Igrzyskach – gdzieś i jemu musiało się posypać.

Pomału kończyć będą kariery ostatni przedstawiciele pokolenia hiszpańskich kolarzy, które szeroką ławą ruszyło na podbój w pierwszej dekadzie XXI wieku i na lata zapewniło Hiszpanii dominującą pozycję w kolarstwie szosowym. Heras, Beloki, Escartin, Mancebo, Freire, Flecha, Pereiro, Sastre, Valverde, Contador, Rodriguez, Sanchez – gdy odchodzili jedni, na ich miejsce natychmiast wskakiwali następni, by utrzymywać hiszpańską flagę na maszcie. Teraz o następców odchodzących mistrzów coraz trudniej. Nikt nie potrafił wypełnić luki po Freire i Flechy, a kwestię sukcesji po Contadorze i Valverde spowija mgła.

Podobnych problemów nie mają Kolumbijczycy. U nich wręcz odwrotnie. Wyrośli na poważną grand-tourową siłę, widoczni są w klasykach, a do tego dochowali się sprintera z najwyższej półki. I wygląda na to, że dalej będą zasypywać Europę wychowanymi w Andach talentami.

21epoetapieNairo Quintana i Esteban Chaves – obaj na podium. Rówieśnicy, a jak różni. Wprawdzie łączą ich gabaryty i nadzwyczajny talent do jazdy po górach, ale gdy ich postawić obok, a jeszcze do tego posłuchać, od razu widzimy różnice. Odmienność widać też na szosie. Kolarz Oriki jest o niebo odważniejszy, na każdym z Wielkich Tourów daje się poznać z ofensywnej, brawurowej jazdy. Towarzyski i roześmiany Kolumbijczyk zaliczył drugie w tym roku podium, lecz by stanąć na najwyższym schodku musi zdecydowanie poprawić umiejętność jazdy na czas. Jego przeciwieństwo, introwertyczny Quintana, nawet będąc w formie i wyraźnie najmocniejszym na podjazdach, unika ryzyka. Niezwykle trudno go zgubić, natomiast atakuje tylko wówczas, gdy ma absolutną pewność wygranej, najchętniej około kilometra, dwóch przed metą. Tym sposobem jazdy w górach bardzo przypomina Purito Rodrigueza. Dużo pewniej też się czuje, gdy ma obok siebie kogoś bardziej doświadczonego, kto podpowie mu właściwe rozwiązania. Rolę takiego mentora pełni zwykle Alejandro Valverde.

Murcjanin ma olbrzymi wkład w końcowy triumf młodszego kolegi, ale wyścigu chyba nie będzie wspominał najlepiej. Nie udało mu się skończyć trzeciego w sezonie GT w top 10 (co byłoby historycznym osiągnięciem), nie utrzymał też do końca „swojej” zielonej koszulki. Trzeba jednak przyznać, że w przypadku Vuelty rywalizacja o koszulki w pozostałych klasyfikacjach nie wzbudza wielkich emocji i nie jest tak prestiżowo traktowana jak na Tour de France. Zainteresowanie ogniskuje się głównie wokół klasyfikacji generalnej.

20eliderduoOsią dramaturgii w tej rywalizacji był oczywiście wielki pojedynek Nairo Quintany i Chrisa Froome’a. Wiele jest po wyścigu dywagacji, czy to bardziej Kolumbijczyk wyścig wygrał, czy też Brytyjczyk go przegrał. Chodzi, rzecz jasna, o pamiętny 15. etap kończący się na Aramon Formigal, gdzie lider Sky został sromotnie opuszczony przez swoją drużynę. Naszym zdaniem, występu urodzonego w Kenii kolarza w żaden sposób nie da się odczytywać jako porażki. Przeciwnie, Froome zauważalnie zyskał tym startem. Po pierwsze, dowiódł, że faktycznie nadal jest numerem jeden wśród grand-tourowców, a co ważniejsze zyskał wielkie uznanie kibiców za swą waleczność i nieustępliwość. Te cechy zawsze były w kolarskim światku na piedestale. Ponadto, swoim występem dał świadectwo tego, że jednak możliwe jest wygranie w dzisiejszych czasach dwóch Wielkich Tourów w sezonie. Inna sprawa, iż taki wyczyn jest obecnie w zasięgu jedynie dwóch osób na kuli ziemskiej.

15equintanacontador2Unikając zatem rozstrzygania kwestii, czy bardziej jeden wygrał, czy drugi przegrał, wybieramy salomonowe rozwiązanie. Otóż, o końcowej klasyfikacji zadecydowała „boska interwencja”. W rolę Pana Boga udanie wcielił się Alberto Contador. Wielki faworyt wyścigu i ulubieniec nie tylko miejscowej publiczności kolejny raz uległ skutkom upadków i trudom trzytygodniowej rywalizacji. Niestety, mocno wyeksploatowany organizm Kastylijczyka coraz gorzej znosi rywalizację na najwyższym poziomie trudności. Ale Alberto wciąż jeszcze potrafi rzeczy, o których inni mogą pomarzyć. To on wziął sprawę w swoje ręce i „zarządził” pasjonującym przebiegiem 15. etapu – niewątpliwie kulminacyjnego wydarzenia imprezy. Akcję Contadora będzie się wspominać jeszcze po latach, podobnie jak Fuente Dé z 2012, a pierwsze 10 km etapu z pewnością wejdzie do kanonu lektur obowiązkowych na wszelakich szkoleniach z kolarskiej taktyki.

Lider ekipy Tinkoff nie miał wsparcia w towarzyszach i między innymi to także sprawiło, że w przedostatnim dniu dał się zepchnąć z podium przez świetnie zorganizowany zespół Oriki. Australijski team należy do największych beneficjentów Vuelty 2016. Podium i 6. miejsce w KG oraz 4 wygrane etapy czynią pokaźny koszyk nagród, jaki „kangury” zabierają do domu. Co ciekawe, żaden z powyższych sukcesów nie był dziełem Australijczyka. O ile wygrane sprinterów z braku większej konkurencji nie należą do szczególnie cennych osiągnięć, o tyle budzi uznanie postawa 24-letniego Simona Yatesa, który dowiódł, iż nie tylko jego brat-bliźniak zasługuje na etykietkę GC ridera.

9edelacruzW liczbie etapowych „skalpów” z ekipą z Antypodów rywalizowała z wynikiem remisowym drużyna Etixx. Belgijski team również zdołał uplasować swojego człowieka w top 10. Dla Davida de la Cruz 7. miejsce to awans zgoła nieoczekiwany, lecz najzupełniej zasłużony. Przed wyścigiem nikt nie wymieniał nazwiska 27-latka, który okazał się jedynym kolarzem gospodarzy, świętującym etapowe zwycięstwo. Spore możliwości potwierdził o dwa lata starszy Gianluca Brambilla. To drugi w tym roku GT, z którego Włoch wyjeżdża z etapowym zwycięstwem. Podobnie, jak na Giro, swoje ambicje podporządkował sprawie pomocy kolegi z zespołu, mającego większe szanse w klasyfikacji generalnej.

Naturalnie drużyną, mogącą mówić o odniesieniu sukcesu jest Movistar, który zgarnął najważniejsze trofeum. Hiszpańska ekipa potrafiła zapewnić najlepsze wsparcie swemu liderowi, czym górowała nad ekipami najgroźniejszych konkurentów Quintany. Żaden z wymienionych powyżej zespołów nie zajął jednak pierwszego miejsca w klasyfikacji drużynowej – przypadło ono ekipie BMC, co niejako podsumowuje sensowność tej klasyfikacji.

20efrailegrochyKto jeszcze może czuć się usatysfakcjonowany rezultatami hiszpańskiego touru? Z pewnością zdobywcy koszulek klasyfikacji górskiej i punktowej. Omar Fraile i Fabio Felline nagrodzeni zostali za wytrwałość, bowiem obaj wywalczyli swe trofea przysłowiowym rzutem na taśmę. Odebrali je tymczasowym posiadaczom, czupurnemu Kennyemu Elissonde i Valverde, na 20. etapie. Kolarz Treka walczył o zwycięskie punkty dosłownie do ostatnich metrów. Włoch należał też do najsympatyczniejszych uczestników imprezy. W tej nieolimpijskiej, ale medialnie istotnej konkurencji zwykle prym wiedzie Esteban Chaves, ale tym razem trafił na godnego rywala w osobie 35-letniego Siergieja Łagutina, którego radość ze zwycięstwa na La Camperona była po prostu wzruszająca.

Cieszyć może się powrotem do grand-tourowej czołówki Andrew Talansky. W jego przypadku sporym bonusem okazała się świeżość. Zdobywca 5. miejsca mniej niż rywale startował w tym roku i to zaprocentowało w ostatnim tygodniu. Do zadowolonych z siebie należą też Davide Formolo i George Bennett, zdobywcy odpowiednio 9. i 10. miejsca w KG, jak również Adam Hansen z racji ukończenia 16 Grand Touru z rzędu.

14egesinkZa jednorazowe występy do kompletu pozytywnych postaci imprezy dorzucamy Roberta Gesinka (aż nie do wiary, że wygrał swój dopiero pierwszy etap GT), oraz zwycięzców dwóch górskich etapów w ostatnim tygodniu, Mathiasa Franka i Pierre Latoura. 30-letni Szwajcar spodobał nam się po raz pierwszy – dotąd mieliśmy go za takiego, co na plecach innych wjeżdża na tyły top 10 wielkich wyścigów. Widać, chciał się od razu pokazać z dobrej strony nowemu pracodawcy, bowiem dopiero co podpisał kontrakt na przyszły sezon z AG2R. Będzie tam rywalizował o pozycję w zespole między innymi właśnie z Latourem. Francuz za miesiąc skończy 23 lata, a zaimponował nam na Aitanie, wygrywając w stylu Fignona. Może pójdzie w ślady wielkiego poprzednika, choć ma sporo do nadrobienia. W jego wieku L’Intello wprawdzie też wygrał swój pierwszy etap na Vuelcie, ale po trzech dalszych miesiącach (Vuelty rozgrywano wówczas wiosną) został triumfatorem Tour de France. Był wtedy dokładnie w takim wieku, jak dzisiaj Latour. Kolarscy artyści dojrzewali kiedyś szybciej.

Nie sądzimy, by mogła sobie ten wyścig zapisać po stronie aktywów ekipa Sky. Mimo trzech wygranych etapów i drugiego miejsca Chrisa Froome’a. Między składem, który tak wyraźnie zdominował rywalizację na Wielkiej Pętli, a tym, który na etapie do Formigal zostawił lidera własnemu losowi jest przepaść. Słabsi kolarze, do tego gorzej przygotowani na trudy trzytygodniowych zmagań, nie stanowili wsparcia wystarczającego, by utrzymać prawie pewne zwycięstwo. Do tego ten, jeżdżący sobie a muzom König. Gdy siada dyscyplina w grupie, nie pomogą żadne marginal gains.

Do cierpiących na wyraźny deficyt satysfakcji zaliczymy Astanę. Ubiegłoroczni zwycięzcy musieli obejść się bez miejsca w pierwszej dziesiątce i nawet marnego sukcesu etapowego. Zawiódł Michele Scarponi – po raz pierwszy od długiego czasu otrzymał szansę liderowania w Wielkim Tourze, lecz jej nie wykorzystał. Niespełna 37-letni Scarpa nie należy oczywiście do przyszłościowych inwestycji kazachskich watażków, awansowano go z konieczności, gdy wypadek wyeliminował Miguela Ángela Lópeza.

Na więcej liczyła chyba ekipa Caja Rural, której specjalnością jest wygrywanie etapów, nierzadko po solowych odjazdach. W tym roku nie powiodło się ani razu. Podobnie nie powiodła się ambitna próba przejechania drugiego GT przez Louisa Meintjesa (8. w tegorocznym Tour de France). To znaczy, owszem, przejechać, przejechał i wszystko co można na ten temat powiedzieć.

Dużo lepiej wyścig układał się Samuelowi Sanchezowi. Powszechnie lubiany i ceniony mistrz olimpijski z Pekinu miał nawet całkiem realne szanse, by w ostatnim tygodniu powalczyć o awans do czołowej piątki KG. Niestety, fatalny upadek na trasie jazdy na czas wyeliminował go z wyścigu.

Wyeliminowani z wyścigu zostali także dwaj z trójki startujących Polaków, Michał Kwiatkowski i Bartosz Huzarski. Imprezę ukończył na 118. miejscu Michał Gołaś, o co nikt nie ma pretensji, bowiem nasz reprezentant pojechał tam „do pracy”, a nie po zaszczyty.

21epodiumgc4Podsumowując Vueltę 2016 „za całokształt”, odnotujmy, że postrzeganie imprezy zmieniało się w trakcie jej trwania. W pierwszej fazie dorobiła się ona całkowicie zasłużonej etykietki „wyścigu zmęczonych ludzi”. Potencjometr emocji rozkręcił na 15. etapie El Pistolero, a późniejszy pojedynek Quintany i Froome’a podniósł temperaturę na widowni. Pojedynek tej pary, a także udany finisz Chavesa uratowały wyścig. Nie na tyle, by stawiać go ponad zdecydowanie ciekawsze Giro, albo obsypywać komplementami, co zdarzało się zwłaszcza młodym, niedoświadczonym twitternautom, ale po przewidywalnym Tourze prowadzonym pod dyktando Sky, publiczność miała ostrą chcicę na rewanż. No i dostała.

Vuelta ponownie udowodniła, że jest najlepsza, gdy trzyma się swej wypracowanej od niedawna formuły. W tej fazie sezonu, gdy kolarze są już nim solidnie zmęczeni, naśladowanie gigantomanii Touru, czy ekstremów Giro mijałoby się z celem. Krótkie etapy, uphillowe końcówki, mniejsze wysokości, lecz wyższe procenty nachyleń, trasy sprzyjające dynamicznym akcjom – to kwintesencja „vueltowości”. Mirador de Ézaro, La Camperona czy Mas de la Costa to hiszpańskie skarby, jakich francuskiemu Wielkiemu Bratu brakuje. A byłoby z pewnością śliczniej i dynamiczniej, gdyby nie dokuczliwe upały. Rozpoczęcie wyścigu o tydzień później chyba wyszłoby wszystkim na dobre, tym bardziej, że mistrzostwa świata rozgrywane są w tym sezonie wyjątkowo późno.

15eguillenPrawdopodobnie uniknęlibyśmy „strajku” sporej grupy kolarzy, protestujących przeciw trudom wyścigu powolną jazdą. Ominęłoby nas, a przede wszystkim organizatorów to całe medialne tornado, jakie przetoczyło się przez Internet po decyzji dopuszczającej do startu kolarzy, którzy przekroczyli (i to znacznie) limit czasu. Decyzja kontrowersyjna, bo w tak ekstremalnym przypadku każda możliwa decyzja była zła, miałaby swoich przeciwników, a przede wszystkim negatywne konsekwencje. Decyzja o wykluczeniu ponad połowy startujących praktycznie położyłaby wyścig, który stałby się parodią Wielkiego Touru, a efekt „domina” wzajemnych oskarżeń o uszczerbek na wizerunku, roszczeń finansowych (choćby z tytułu niewykorzystanych rezerwacji i strat szeroko pojętego biznesu turystycznego), procesów sądowych ze sponsorami czekających niechybnie organizatorów uzasadnia ich niechęć do podjęcia drastycznego cięcia. To prawdziwe powody, zatem śmieszy wysuwanie przez fanów nie znających biznesowych realiów, spiskowych teorii o „niewidzialnej ręce brytyjskiej mafii kolarskiej” (wśród 94 spóźnialskich było 7 kolarzy Sky). Tym bardziej, że jak się wyjaśniło, nie doszło do złamania prawa ani przekroczenia uprawnień, co zarzucali ASO miłośnicy „strefy tajemnic”.

Warto jednak wyciągnąć z tego zdarzenia lekcję i doprecyzować reguły wyścigów oraz obowiązki kolarzy i ekip, by w przyszłości uniknąć podobnie ambarasujących i psujących wizerunek kolarstwa sensacji.

Krzysztof Suchomski

La Vuelta 2016 (2): Starzy kontra młodzi