Cafetería Covadonga #223

 

Demonstracja i remontada

Trudno się zdecydować, co było bardziej godne podziwu na 10. etapie Vuelty. Czy demonstracja siły Nairo Quintany czy remontada Chrisa Froome’a? Obie z tych rzeczy mogły zaimponować.

10ewinnerTu i tam pisze się znów o starciu tytanów. Hiszpańskie góry pamiętają jeszcze wielkie pojedynki, toczone na Vuelcie 2014 przez Froome’a i Contadora. Tym razem Contador znalazł się nieco na uboczu wielkiego wydarzenia, choć długo wydawało się, że to właśnie on stoczy tu z Kolumbijczykiem wiekopomną walkę o zwycięstwo na etapie, a może i w całym wyścigu. Alberto ambitnie próbował podjąć wyzwanie i zmierzyć się z Quintaną. Głowa okazała się jednak mocniejsza niż nogi, na co z pewnością nie bez wpływu pozostawały skutki niedawnego upadku. A nasze spostrzeżenia z La Camperony znalazły potwierdzenie. Pewny swego Indianin przejął batutę i on tu najwyraźniej rozdaje karty.

Lagos de Covadonga mocno się postarały, by stanąć na wysokości swojej legendy. W pełni się to udało, choć trzeba przyznać, że do momentu rozpoczęcia końcowego podjazdu etap był przeraźliwie nudny i zdarzyło nam się parę razy „przyciąć komara”.

10covadongaPlan Movistaru był bardzo sprytny. Dzięki zawartemu wcześniej sojuszowi z Etixxem, zaoszczędzili sporo sił i mogli zacząć forsowanie Covadongi „na świeżości”. Szybkim tempem w pierwszej części wzniesienia chcieli odczepić Froome’a i jego pomocników, co powiodło się nadspodziewanie łatwo. Nie było jednak w planie to, że Kenijczyk z czasem nie tylko przestanie tracić, ale i zacznie odrabiać straty. Uparcie kręcący młyneczka Froome mijał rywala za rywalem i ostatecznie zakończył etap trzeci, tracąc tylko 25 sekund do zwycięskiego lidera Movistaru.

Na tej zadziwiającej szarży Brytyjczyka skorzystał Alejandro Valverde. Zostawiony z tyłu przez walczącą o uzyskanie przewagi nad kolarzem Sky czołówkę, podczepił się do wracającego na pole bitwy Froome’a i łaskawie pozwolił się wywindować na samą górę, dosłownie i w przenośni – trafił bowiem na drugie miejsce w generalnej klasyfikacji, a ponadto jest posiadaczem zielonej koszulki (białą zabrał mu Froome).

Chwała też Robertowi Gesinkowi, który bliski był powtórzenia wyczynu Przemka Niemca i uznanie dla Omara Fraile, potrafiącego dotrzymać kroku wielkim – obaj utrzymali się w grze dzięki udziałowi w ucieczce dnia. Ten drugi nagrodzony został koszulką w grochy.

Zgłosił swoje aspiracje w klasyfikacji generalnej (lepiej późno niż wcale) Michele Scarponi, bardzo dobrze trzyma się Simon Yates. Natomiast kolega Anglika, lider Oriki, Esteban Chaves, należy do tych, po których spodziewano się tutaj więcej. Jesteśmy, co prawda, dopiero w połowie wyścigu, więc nie jest to jeszcze opinia definitywna, lecz sympatyczny Kolumbijczyk rozczarowuje, nie potrafiąc dotrzymać kroku rywalom, mającym w nogach Tour de France. A nikt przecież nie powie, że Hiszpania mu nie leży.

Obsunął się w tabeli Leo König (podium GT to jednak za wysokie progi), kolejny raz nie potwierdza wielko-tourowych aspiracji Andrew Talansky, zupełnie zaginął nam Louis Meintjes. Wciąż jest w top 10, choć prawdopodobnie nie potrwa to długo, jednodniowy lider wyścigu, David de la Cruz, a na jego miejsce wskoczyć może kolega z ekipy, Gianluca Brambilla. Bez błysku, za to solidnie jedzie vueltowy weteran Samu Sanchez, równiejszy niż jadący „w kratkę” Darwin Atapuma.

wyniki 10. etapu

11penacabargaPolskich kibiców zmartwił złamany obojczyk Bartka Huzarskiego, oznaczający prawdopodobną absencję w Doha.

Teraz długo wyczekiwany dzień odpoczynku, a już w środę kolejne starcie faworytów. Tym razem jego areną będzie Pena Cabarga. Quintana ma nad Froomem 58 sekund przewagi. Dużo, zważywszy, że to połowa wyścigu, mało w kontekście strat, jakie może ponieść w czasówce. Zakładamy, że ekipa Movistaru będzie kontynuować ataki, bo cóż innego jej pozostało? W takiej sytuacji należy kuć żelazo póki gorące. Ciekawe, czy od tego kucia posypią się iskry?

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Ucieczka nagrodzona

plouay2016finiszCzwórka uciekinierów nie spodziewała się szczęśliwego zakończenia. Jechali, ile sił. Jasne, próbować trzeba. Wierzyć też trzeba, bo a nuż… Ale logika, zwłaszcza na wyścigu tego typu co bretoński klasyk w Plouay, podpowiada, że ci, co mają wygrać, przełkną uciekających bez popicia.

Czasem jednak przysną, zagapią się, źle policzą i zaczną pościg za późno, albo zbyt leniwie. Ekipy Katushy i Oriki teoretycznie powinny mieć ten wyścig pod swoją kontrolą. Wbrew temu dwójce uciekinierów udało się dojechać i zwycięski Oliver Naesen nie mógł uwierzyć swemu szczęściu. Audaces fortuna iuvat.

wyniki Bretagne Classic – Ouest-France 2016

Wysokie, szóste miejsce, zapewnił sobie na finiszu Maciej Paterski. Cieszy, że „Patera” w ten sposób przypomniał się kolarskim kibicom, bo już trochę zaczęli powątpiewać w jego możliwości.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

 Tak jak się obawiałem, brak czasu uniemożliwił zebranie materiału do fotoplastikonu. Trudno, poczekamy  z tym do Giro – to tylko marne parę miesięcy.

boss