Cafetería Covadonga #222

 

Bujak pisze historię

Pierwszy sezon cyklu Women World Tour do tej pory ocenialiśmy bardzo pozytywnie. A od dziś będzie wywoływał jeszcze milsze skojarzenia dzięki efektownemu zwycięstwu Eugenii Bujak w Grand Prix de Plouay – Bretagne. Nie musieliśmy zatem zbyt długo czekać na pierwsze polskie zwycięstwo w cyklu i to tylko potwierdza jak liczącą się siłę stanowimy w kobiecym peletonie. Świadczą o tym nie tylko suche wyniki, ale i styl, w jakim Polki zapisały się dziś w historii kolarstwa.

Nie będzie wielką przesadą, jeśli napiszemy, że wyścig odbywał się pod dyktando polskich zawodniczek, których pięć wystartowało w bretońskim klasyku. Nasze dziewczyny były bardzo widoczne na trasie, a trzy z nich zabrały się w decydującej akcji dnia. Ich aktywność zmuszała francuskich komentatorów do łamania sobie języka na imionach Małgorzata i Katarzyna. Tylko nazwisko Biżak przechodziło im przez gardło tak gładko, że musieliśmy mocno nastawiać uszu, by wyłapać, że to o polskiej dziewczynie mowa.

plouayWEmetaOstatnie 30 km wyścigu to akcja za akcją: ataki, pogonie, kontrataki. Żebyśmy chociaż połowę tych atrakcji obejrzeli w jutrzejszym wyścigu panów. W ostatecznej rozgrywce utrzymało się 14 zawodniczek. Genia Bujak, najlepiej finiszująca z naszych dziewczyn, znakomicie wybrała moment do rozpoczęcia sprintu i zdołała obronić się przed atakiem Włoszki Cecchini. Liderka słoweńskiej ekipy pociągnęła też za sobą Kasię Niewiadomą, która ukończyła wyścig na 4. miejscu.
wyniki GP Plouay – Bretagne WE

Dzisiejszy wyścig był pożegnalnym występem rekordzistki świata w jeździe godzinnej, Evelyn Stevens, która wcześniej ogłosiła zakończenie kariery.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Wielka Nadzieja Francuzów?

Która to już by była? Ileż razy to już przeżywaliśmy? To powoli staje się bliskie masochizmowi, jak oni podniecają się tymi swoimi gwiazdkami i gwiazdeczkami, z których potem zamiast wielkich mistrzów i zwycięzców Tour de France wyrastają Napoleonowie przeciętności.

lavenirpodiumDlatego jesteśmy nadzwyczaj ostrożni w ocenie widoków na przyszłe sukcesy tegorocznego zwycięzcy Tour de l’Avenir. Choć przyznajemy, że ten pięknie kolarsko ułożony chłopak zrobił na nas wielkie wrażenie. Rasowy góral, świetny technicznie, z obiecującym „silnikiem” i zaskakująco, jak na 19-latka chłodną głową. David Gaudu – koniecznie do zapamiętania.

klasyfikacja generalna Tour de l’Avenir

Edward Ravasi, Egan Bernal – też talenty, ale już nie robią takiego wrażenia. Przynajmniej dzisiaj. No i ten, o którym w tym sezonie najgłośniej – Adrien Costa. Jemu wróży się wielką karierę, mimo iż nie wygrał na szosach Francji. W Utah też nie, tam był drugi. Podobnie jak na mistrzostwach świata juniorów w jeździe na czas. Od tego właściwie zaczął, dwukrotnie. Dopiero tego lata „dołożył” jazdę w górach. Rzadkie w tym wieku połączenie. Stąd powszechna wiara w jego dalszą karierę.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Zatarty diesel

La Camperona była dopiero gongiem, który miał rozpocząć właściwą walkę. Czy do niej na pewno dojdzie, to inna sprawa. Jeśli wciąż jeszcze oczekujemy zmagań równych sobie przeciwników, dzisiejszy dzień mógł zasiać w nas spore zwątpienie.
wyniki 8. etapu

8equintanaWygląda na to, że Nairo Quintana przebudził się z letniego snu i postanowił dziś zaszczycić nas z dawna oczekiwanym atakiem. Nie wróży to jego przeciwnikom niczego dobrego. Nawet nie chodzi o to, że zrobił to jeszcze przed pierwszym dniem przerwy, zamiast, jak głosili prorocy, czekać do ostatniego tygodnia. On po prostu, jak to mówią, „wziął się i odjechał”. I nawet się, skubany, nie obejrzał za siebie. To był pokaz nadzwyczajnej pewności siebie. Zwykle nabywa się jej, gdy przebywając dłużej w jakiejś grupie, człowiek nabiera przekonania, że rywale nie są w stanie zrobić mu krzywdy.

Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ani wielka przemiana, ani magiczny napływ siły. Po prostu najwięksi rywale potracili już formę, a Kolumbijczyk jeszcze ją zachował. Na jak długo, to pytanie na miarę zwycięstwa w Vuelcie.

Potencjalni kontrkandydaci eliminują się w trybie przyspieszonym. Froome dziś zamierzał dokładnie powtórzyć przebieg końcowych kilometrów etapu sprzed dwóch lat. Diesel się jednak zatarł i manewr „jojo” się nie powiódł. Brytyjczykowi wyraźnie brakuje sił. A jeśli kogoś nie przekonuje jego postawa, wystarczy spojrzeć na Königa i jego upartą walkę o pozostanie w czołówce. Brailsford nigdy nie pozwoliłby na takie marnotrawstwo energii pomocnika, gdyby do końca wierzył w swojego lidera. Czech jest polisą ubezpieczeniową na wypadek wycofania Froome’a.

Na szczęście obrażenia Contadora nie wyłączyły go z rywalizacji. Alberto jest na dziś „największą nadzieją białych”. Na Camperonie pokazał, że cojones nie ucierpiały od upadku na asfalt i nie zamierza tanio sprzedać swojej skóry.

I tyle o faworytach, przynajmniej tych realnych. Bo reszta pozostaje raczej w sferze teoretycznych dywagacji. Valverde kolejny raz pokazuje, dokąd sięgają pułapy jego możliwości w górach. Esteban Chaves unaocznia nam bolesną różnicę między Tour de France a pozostałymi Grand Tourami. Możesz się popisywać na Giro, ale gdy przychodzi do starcia z dużymi chłopcami z Touru, szybko pokazują ci miejsce w szyku.

Nie brzmi to optymistycznie, niestety, bo i nie może. Dotychczasowy przebieg Vuelty nie daje podstaw do optymizmu.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Czekaliśmy na Camperonę, teraz poczekamy na Covadongę, a potem? Coś „do czekania” zawsze się znajdzie.

boss