Cafetería Covadonga #221

 

Owczarnia bez pasterza

Cztery etapy, czterech liderów. Ostatni raz coś takiego przydarzyło się Vuelcie w 2011 roku. Efekty braku „żandarma peletonu” pojawiły się szybciej niż przewidywaliśmy w przedwyścigowej prognozie. Nawet w niewielkich górach stadko rozbiega się po pastwiskach i nie ma komu tego pozbierać do kupy.

Najmocniejsze ekipy zdają się niezbyt troszczyć o ewentualne zyski czasowe uciekinierów. W oczy rzuca się też brak współpracy. Wasz cyrk, wasze małpy – mówią czarni ze Sky prowadzącym peleton granatowym z Movistaru, rewanżując się za odwrotną sytuację, mającą miejsce dzień wcześniej. Nikt nikomu nie pomoże, bo naczelną zasadą faworytów jest oszczędzanie sił. W tej sytuacji czerwona koszulka staje się gorącym jajeczkiem, które ekipy przerzucają sobie z rąk do rąk.

4eatapuma I tak to będzie wyglądało w następnych dniach. Odjazdy harcowników, uniesione ręce wyścigowych jętek z ich dobowymi cyklami sławy i chwały. I sytuację zmienić mógłby tylko atak w rodzaju takiego, jaki zdeterminował przebieg Giro w 2010 roku. Mocna ucieczka z większym zyskiem czasowym, która wykreuje upartego lidera, nowego Arroyo, a ten stanie się dla pretendentów do zwycięstwa zającem, za którym z konieczności trzeba jednak będzie pogonić.

Bo bez ekstra bodźca, solidnego uderzenia ostrogą, faworyci nie ruszą do energiczniejszej akcji. Oczywiście, paru kolarzy przyjechało tu, by wygrać wyścig. Ale wygrać, nie oznacza zabawiać publiczność, która w dodatku nie płaci za bilety, więc i za dużo wymagać nie może.

Contador nie wygląda za dobrze. Może dopiero wchodzi w rytm wyścigowy, a może kamufluje moc i zaskoczy rywali. Pocieszamy się, bo trudno uwierzyć, żeby przegrał wyścig już w pierwszym tygodniu.

Quintana – wiadomo. Będzie czekał na mityczny trzeci tydzień. Czy w nim pozamiata, jak Nibali na Giro, czy też znów będzie to spóźniony atak jak przed rokiem? Obie opcje są możliwe. Ale atak we wczesnej fazie wyścigu? Prędzej zmusicie konia, by wszedł po schodach na czwarte piętro.

Froome ma ten komfort psychiczny, że jeśli doczeka bez strat do czasówki, to tam jest w stanie rozstrzygnąć rywalizację. Jako jedyny z czołówki, trenował przed Rio jazdę na czas, co daje mu olbrzymi handicap. Ale do tej czasówki trzeba dojechać w zdrowiu i kondycji, co oznacza, że raczej nie powinniśmy spodziewać się z jego strony fajerwerków.

A Chaves, który urasta do roli jednego z głównych pretendentów, nie jest chyba jeszcze mocarzem, potrafiącym udźwignąć na barkach rolę wodzireja w takim towarzystwie (za to przyłączy się chętnie do każdej draki zorganizowanej przez innych).

Wygląda na to, że ta Vuelta będzie uczyła nas cierpliwości. Nie ma tego złego… To podobno pożyteczna cecha i przydaje się w życiu.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Tyle mieliśmy emocji ostatnio, że taki relaksowy wyścig też może mieć swój urok. Zawsze można oderwać oczy od ekranu i w poszukiwaniu mocniejszych wrażeń pójść na grzyby.

boss