La Vuelta 2016 (1): Trasa dla Alberto

 

map_homePo zeszłorocznych doświadczeniach organizatorzy Vuelta a España podkręcili nieco potencjometr skali trudności. Fakt, że do 20. etapu wyścigowi liderował ktoś taki jak Tom Dumoulin, bynajmniej nie budował renomy hiszpańskiego Grand Touru. Ale bez obawy. Pod tym względem ciągle nie będzie to Giro d’Italia czy Tour de France. I chyba dobrze, bo przecież w tej fazie sezonu kolarze wcale nie tęsknią za mordęgą 20-kilometrowych wspinaczek na wysokości przekraczające 2,5 tysiąca metrów.

Będzie vueltowo, czyli: krótkie (jak w tygodniówkach) etapy, krótkie (choć sztywne) podjazdy i wysokości rzadko przekraczające 1,5 tysiąca metrów. Zrezygnowano z zeszłorocznych, zupełnie płaskich etapów, wracając do tak charakterystycznych dla Vuelty pagórków i niskich górek. Z drugiej strony, zabraknie hardest everów, jak potocznie określano w roku ubiegłym dwa z górskich etapów, a zwłaszcza ścieżkę zdrowia, wytyczoną w Andorze przez Purito. Najtrudniejsze zadanie czeka na kolarzy w Pirenejach, gdy kończyć będą dzień po francuskiej stronie gór, ale parametry tego etapu nie robiłyby większego wrażenia na trasie Touru czy Giro.

Z geograficznego punktu widzenia marszruta wyścigu bardzo nam się podoba. Większość czasu spędzimy w najbardziej malowniczych regionach Hiszpanii: Asturii, Kantabrii, Galicji, Baskonii i Nawarze. Niezależnie więc od poziomu sportowych emocji, wrażenia estetyczne gwarantowane.

Start 71. edycji hiszpańskiej imprezy nastąpi w Ourense, w Galicji. Zacznie się, tak tradycyjną dla ostatniego okresu Vuelty, drużynową jazdą na czas. Na szczęście, tym razem nie po ścieżkach dla plażowiczów. 27,8 km w płaskim terenie – zespoły, które potrafią to wykorzystać, zarobią ważne sekundy dla swoich liderów. Ważne, bo mówi się, że tegoroczny wyścig może rozgrywać się na sekundy.

2Na drugim etapie czekają pierwsze do zdobycia punkty w klasyfikacji górskiej, ale końcówkę rozegrają jak zwykle sprinterzy. Hahaha, dobry dowcip. Sprinterzy, i tak już mający z Vueltą na pieńku, w tym roku całkiem sobie odpuścili Hiszpanię, nie wierząc, by jej pagórki przygotowały ich dobrze do pustynnych mistrzostw świata. A zatem nie sprinterzy, a dobrze finiszujący klasykowcy. Szansa dla Michała Kwiatkowskiego, bo w anonsowanych składach ekip niewielu widzimy równie szybkich konkurentów, choć nie można nie docenić apetytów Oriki czy Etixxu, które zawsze znajdą odpowiednich ludzi do takiej „roboty”.

3Trzeci etap kończy się znaną z wcześniejszych edycji ścianką Mirador de Ézaro. Tylko 1,8 km, a średnie nachylenie 13,8%, ale w porywach nawet do 28%. Znakomita sposobność dla puncherów, by zademonstrować swe umiejętności i powalczyć o etapowy skalp. A dla konkurujących w klasyfikacji generalnej okazja urwania rywalom tak cennych sekund. Tym bardziej, że kolarze przed dotarciem do finałowego podjazdu muszą sforsować dwa niewysokie, ale zadziorne wzniesienia. Leżące bliżej mety, zakwalifikowane do 2 kategorii, Alto Das Paxareiras, to ponad 9-kilometrowy podjazd. Wydaje się, że tego dnia wszystkie oczy zwrócone będą przede wszystkim na Valverde.

3lastkm

A jeśli Mirador de Ézaro nie skłoni GC contenders do energiczniejszych akcji, to można liczyć na ich przebudzenie następnego dnia. Końcowa wspinaczka na Mirador Vixia de Herbeira liczy łącznie 11,2 km i składa się z dwóch podjazdów połączonych ok. 2-kilometrowym zjazdem. Ostatnie 4 km czwartego etapu mają średnio 7,5% nachylenia. To coś w sam raz dla El Pistolero, właśnie w takich sytuacjach powinien chyba szukać przewagi nad aktualnym zwycięzcą Tour de France. Ale i paru młodych chojraków, jak choćby Lopez z Astany, Chaves czy jego kolega z Oriki, Simon Yates może tu błysnąć talentem.

4

Nadal pozostajemy na terenach Galicji, choć to nie powód, by uskarżać się na „galicyjską biedę”. Wręcz przeciwnie, Galicja należy do zamożniejszych rejonów Hiszpanii. Piąty etap to znów pole do popisu dla sprin…, pardon, dla szybkich zawodników. Może się jednak okazać, że nikt nie będzie specjalnie skory do podkręcania tempa peletonu, co otwiera drzwi dla śmiałków, którzy zaryzykują dłuższą ucieczkę. Vamos Caja Rural!

6W kolejnym dniu uczestników czeka odcinek, który można już od biedy klasyfikować jako górski. Choć klasyfikacja „niskogórski” bardziej trafnie oddawałaby jego charakter. Czy będzie to etap ciekawy, zdecyduje postawa pretendentów. Mogą go po prostu przejechać, pozwalając ewentualnie pohasać uciekinierom, zaopatrzonym w adekwatny do roli bagaż strat. Lecz jeśli zdecydują się na dynamiczne akcje, nietrudno będzie porwać peleton na kawałki. To może być świetne pole do popisu dla „młodych strzelb”, więc weterani muszą uważać, by pilnując się nawzajem nie wykreowali następnego Dumoulina.

7Po wykonaniu pętli wokół Galicji, startujemy z Maceda, miejsca położonego w pobliżu startu wyścigu, a kończyć będziemy już w Kastylii. Siódmy dzień przyniesie podobny do poprzedniego etap. Niskie góry i krótki dystans powinny sprzyjać uciekinierom. Jednocześnie, podobnie jak dnia poprzedniego, pretendenci do podium będą musieli cały czas zachowywać czujność i nie spuszczać rywali z oka.

Ósmego dnia vueltowe spécialité de la maison, czyli płaski, pozornie łatwy etap „z hakiem”. Hak, jak to hak, czai się oczywiście na końcu liny. Uczestników wyścigu czeka jedna większych atrakcji tegorocznej trasy – La Camperona. Ten vueltowy „wynalazek” zastosowano po raz pierwszy w 2014 roku. Etap, „podsumowany” tym podjazdem, wygrał uciekający Hesjedal, ale powinien mieć go w pamięci Chris Froome, bowiem udało mu się na nim pokonać hiszpańską koalicję trzech tenorów.

Góra jest niespecjalnie olbrzymia, za to, jak na Hiszpanię przystało, „po byku”. Zaczyna się niewinnie (początkowe kilometry w istotny sposób zaniżają średnie nachylenie wynoszące 7,4%), lecz potem następują prawdziwe schody. Stromizny momentami dochodzą do 25%. Ostatnie 3 km trzymają mocno, nie ma choćby metra, by odetchnąć. A jak jeszcze słoneczko przyświeci… Końcowe kilkaset metrów, po wcześniejszej mordędze wydaje się łatwiejsze. To tylko, drobnostka, 14% nachylenia.

6lacamperona

Nie będzie dane jednak kolarzom odpocząć po tym wysiłku. Nowa świecka tradycja mówi, że pierwszy „tydzień” Vuelty liczy sobie 10 dni. Słuszniej byłoby zatem o dekadzie pisać.

9

Do dnia przerwy pozostały zatem dwa etapy. W trakcie dziewiątego kolumna wyścigu wjedzie na piękne ziemie Asturii. To będzie etap, którego druga część przypomina mocno wyścig po Kraju Basków. Łącznie pięć wzniesień, a końcówka na Alto del Naranco zdecydowanie mniej zabójcza niż La Camperona, ale zawsze to jednak 2. kategoria.

 

Dziesiąty etap to kolejny mocny akcent. Tylko dwa podjazdy, ale tym drugim będzie wspinaczka do jednego z kultowych miejsc wyścigu, Jezior Covadonga.

10

10covadongaTen podjazd, jako jeden z trzech w całym wyścigu, oznaczono kategorią ESP, będącą odpowiednikiem tourowego hors catégorie (HC). Mamy stamtąd bardzo sympatyczne wspomnienia. W 2014 roku, po solowym ataku, etap kończący się w tym miejscu wygrał nasz Przemek Niemiec, którego nie zdołała dogonić śmietanka wspinaczy ze wspomnianą trójką hiszpańskich tenorów na czele. Przemka w tym roku zabraknie, nie będzie też Purito – czas nieubłaganie wykonuje swą krecią robotę. Ale na pojedynek Contadora, Froome’a, Quintany, Chavesa i Kruiswijka warto będzie przed telewizorem poczekać. Wcześniej, na rozgrzewkę, zaliczą o połowę krótszy podjazd 1. kategorii pod Mirador del Fito (6,2 km, 7,8%).

I wreszcie można odsapnąć. A po dniu relaksu w Oviedo czeka kolarzy niespełna 170-kilometrowa podróż wzdłuż wybrzeża, przenosząca ich z Asturii do Kantabrii. Wyjadą spod Muzeum Jurajskiego w Colunga i jeśli za kolumną pogonią jakieś zabłąkane velociraptory, tempo może osiągnąć rekordowy poziom, tym bardziej, że etap jest płaski. Za to z „hakiem”, bliźniak ósmego, kończonego La Camperoną. Tym razem „hakiem” jest po raz piąty usadowiona na trasie hiszpańskiego touru, Peña Cabarga. Najwyraźniej polubili to wzniesienie organizatorzy Vuelty, gdyż w poprzednich pięciu latach aż trzykrotnie kończono w tym miejscu etapy. Kolarze pewnie cieszą się mniej. Podjazd jest sztywny i wredny jak paszcza tyranozaura.

11penacabarga

Na dwunastym etapie kontynuujemy misję zwiedzania północnych rubieży Hiszpanii, docierając do Bilbao, największego miasta Kraju Basków. Górki, pagórki, a do mety akurat kilka kilometrów płaskiej drogi. Do masowego sprintu chyba jednak nie dojdzie. Raczej postawilibyśmy na ucieczkę.

13Trzynastka oznacza tym razem najdłuższy odcinek trasy. Etap do leżącej już w prowincji Navarra, na granicy z Francją, miejscowości Dantxarinea liczy sobie 213,5 km. Będziemy już w Pirenejach, ale jeszcze nie tych wysokich. Ta faza wyścigu może przypominać (czego byśmy nie chcieli) tegoroczne Tour de France, jeśli kolarze wpadną w schemat: ucieczka swoje, pretendenci swoje. Bo konfiguracja trasy wręcz do tego zaprasza.

Przekraczamy granicę i praktycznie cały wyścigowy dzień spędzimy po francuskiej stronie. Czternastka zdecydowanie wygrywa casting do roli królewskiego etapu imprezy. Trzy premie górskie 1. kategorii, a na zakończenie podjazd kategorii ESP.

14

Zacznie ten sekwens przełęcz Col Inharpu (11,5 km, 7,1%), której średnie nachylenie zaniża „siodełko” zaczynające się na 3,5 km przed metą. Po niej nastąpi Col de Soudet, o nieregularnym stoku, przeplatającym trudne i łatwiejsze fragmenty. Na diagramie zdecydowanie zawyżono długość podjazdu, dodając mu łagodną „rozbiegówkę”. Trzecia tego dnia wspinaczka, na Col de Marie-Blanque, charakteryzuje się najwyższą stromizną, jest za to najkrótsza (9,2 km, 7,5%). Finał emocjonujących, miejmy nadzieję, zmagań nastąpi na znanej z Tour de France Col d’Aubisque.  Ten podjazd powinien pasować Froome’owi, choć nie wszyscy wierzą, że Brytyjczyk dotrwa w dobrej dyspozycji do tego etapu.

14coldaubisque

Po jednym dniu we Francji kolarze zostaną przetransferowani do Aragonii, by piętnasty etap rozegrać na liczącym tylko 118,5 km odcinku z Sabiñanigo do stacji narciarskiej Aramón – Formigal. Końcowe wzniesienie, długie i łagodne, jest jakby zaprzeczeniem vueltowego charakteru, ale kto mówi, że wszystkie uphillowe końcówki muszą być do siebie podobne?

15

Etap z Alcañiz do Peñiscola nie ma za wiele sensu sportowego. Całkowitym uzasadnieniem jego obecności, poza tym, że czymś trzeba było wypełnić ostatni dzień przed drugim odpoczynkiem, jest uroda  średniowiecznego, wykutego w skale  miasta, położonego na niewielkim, wrzynającym się w morze cyplu.

peniscola

Po dniu odpoczynku w nadmorskim Castellón konkurentom pozostanie do rozegrania ostatnia partia. Organizatorzy najwyraźniej założyli, że w tej fazie imprezy współzawodnicy będą już poważnie wyczerpani. Nakładające się zmęczenie wyścigiem i trudnym sezonem powinno już mocno dawać się im we znaki. Może to jest powodem, że ostatnie pięć dni tegorocznej Vuelty nie obfituje w szczególnie wyrafinowane trudności.

17penyagolosaSiedemnasty etap to powrót do typowych uphillowych końcówek – niespełna 4 km przy średniej 12,5% to wizytówka ścianki Penyagolosa, której stromizny sprawiły, że zaliczono ją do premii 1. kategorii. Jeśli dać wiarę zamieszczonemu na oficjalnej stronie wyścigu profilowi, to podana średnia musiałaby być mocno zaniżona. Znajdujące się na szczycie ruiny sanktuarium Świętego Jana Baptysty kandydują do wpisania na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kto wjedzie tu pierwszy może liczyć tylko na dopisanie do listy etapowych zwycięzców Vuelty. Zawsze coś.

Na osiemnastym, długim, lecz łatwym etapie, więcej będzie zjeżdżania niż wspinaczki. Po raz kolejny zatriumfuje determinacja uciekinierów, tym łatwiej, że w tej fazie wyścigu ich straty w generalce będą liczone nie w minutach, a w dziesiątkach minut. Komu chciałoby się takich gonić?

19ttIndywidualna jazda na czas na dystansie 37 km to całkiem udane urozmaicenie, ale umiejscowienie jej dopiero na dziewiętnastym etapie określić można jako pokerową zagrywkę organizatorów. Gdyby konkurentów dzieliły sekundy, etap ten mógłby praktycznie rozstrzygać o losach wyścigu, bo na takiej trasie różnice mogą być minutowe. Byłoby to rozwiązanie w duchu nie-vueltowym raczej, ale dlaczego nie? Mógł wygrać tak Giro Hesjedal, może i trafi się komuś takim mykiem wygrać Vueltę. Co innego, gdy „o tej porze wyścigu” będzie już „po herbacie”. Nie ma nudniejszych czasówek niż te, toczone w rozstrzygniętych wcześniej imprezach.

Teoretycznie piątkowa czasówka nie kończy rywalizacji. Na deser mamy przecież górski etap. W ubiegłym roku na czymś podobnym wykolegowano z podium sensacyjnego lidera, Toma Dumoulina. Teraz mamy 5 górskich premii i kobylastą, umolną górę na sam koniec.

20

Przełęcz Aitana ma parametry zbliżone do wielu Tourowych podjazdów: 21 km przy średnim nachyleniu 5,9%.

20altodeaitanaFajnie jest wyobrazić sobie, że ścigają się na niej pretendenci do podium walczący zawzięcie o każdą sekundę. Ale równie dobrze (o ile nie łatwiej) może się zdarzyć, że pierwsi przyjeżdżają do mety Jacek i Wacek, a lider (ktokolwiek nim będzie) daleko za nimi, spokojnie prowadzi obłaskawioną trzódkę GC contenders, by zdążyć w sam raz na podwieczorek.

Ostatni etap do stolicy Hiszpanii to celebrowanie zwycięzców i bohaterów wyścigu, aczkolwiek pozbawione tego nimbu wyjątkowości, jaki otacza spektakl odbywający się co roku na Polach Elizejskich. Ktoś po raz ostatni założy na podium czerwoną koszulkę lidera, a zarazem zwycięzcy Vuelty.

Czy będzie to Alberto Contador? Trasa wyścigu wydaje się wręcz skrojona na miarę dla trzykrotnego triumfatora. Ale o jego i innych faworytów szansach podyskutujemy w drugiej części prezentacji.

Krzysztof Suchomski