Pożegnania godne Oscara

 

Złoty olimpijski medal na zakończenie kariery. To coś jak ze snu, albo hollywoodzkiego filmu familijnego. A jednak się zdarza. W Rio de Janeiro, na trasie kolarskiego wyścigu na czas zdarzyło się dwa razy, co być może wyczerpuje dostępny kolarstwu limit happy endów na najbliższe ćwierć wieku.

armstrongTTmedalKristin Armstrong wróciła na szosę po trzech latach sportowej emerytury tylko w tym jednym celu: by skompletować trzeci złoty medal olimpijski w jeździe na czas. Przetrzymała wszystkie „po co wróciłaś?”, „po co chcesz tam jechać?”, „dlaczego sobie nie odpuścisz?”, „dlaczego zabierasz miejsce w drużynie młodszym?”. Z początku nie wyglądało to zbyt różowo. Nie imponowała ani formą, ani wynikami. Ale powtarzała do znudzenia, że pojedzie do Rio po złoty medal i postawiła na swoim – uzyskała awans do ekipy USA. I całe szczęście. Bo strach pomyśleć, co byłoby, gdyby jej zabrakło.

Ach, ci Amerykanie. Uwielbiają ratować świat. A to przed Niemcami, a to przed Sowietami, a jak trzeba to i przed kosmitami, zbuntowanymi maszynami czy wielgachnym meteorem. Zagrożenie zniszczenia naszej cywilizacji przez Olgę Zabielinską nie należało wprawdzie do tych najstraszliwszych, niemniej dla samego kolarstwa ewentualne zwycięstwo Rosjanki do niedawna zawieszonej za doping byłoby kłopotliwe. Jest w tym sporo hipokryzji, że światu przeszkadza tak bardzo akurat doping rosyjski, a na przykład kenijski, chiński czy jamajski dużo mniej, ale taka jest rzeczywistość i odczarować się jej nie da.

armstrong za metąZatem Kristin Armstrong, oprócz załatwienia tu swoich interesów, zmuszona została do odegrania roli „Kapitan Ameryka” i wywiązała się z tego zadania w iście hollywoodzkim stylu. Dramatyczna walka, napięcie do ostatnich sekund, bohater daje z siebie wszystko a nawet więcej. Widowiskowe i wzruszające i piszemy to bez ironii czy sarkazmu, bo mimo narzucających się wcześniej filmowych analogii, zarówno wysiłek, jak i łzy 43-letniej Amerykanki były stuprocentowo autentyczne.

Trasa wiodąca „po śladach” wyścigu ze startu wspólnego miała wysoki współczynnik trudności. Wprawdzie zawodniczki i zawodnicy krążyli wyłącznie po pierwszej, „niższej” pętli, ale te dwa pagórki, a mężczyźni forsowali je dwukrotnie, dawały nieźle w kość (zwłaszcza sztywniejszy Grumari). Do tego wietrzna i deszczowa pogoda też nie rozpieszczała.

Biorąc pod uwagę okoliczności, była to bodaj najtrudniejsza próba czasowa w całym sezonie. W przypadku mężczyzn, już sam dystans 54,6 km, jak na dzisiejsze czasy był rekordowy. Ale trudność polegała przede wszystkim na wspinaczkach i bardzo niebezpiecznych zjazdach, szczególnie na odcinkach, gdzie szosa była mokra. Na krętych i stromych serpentynach kolarze musieli mocno zwalniać, więc o utrzymywaniu płynnego rytmu jazdy, będącego przecież podstawą skutecznej jazdy na czas, trudno było marzyć.

Zmienne losy wyścigu przykuwały do ekranu. Jeśli ktoś uprzedzony, że jazda na czas należy do mniej ciekawych konkurencji, zasiadł do oglądania transmisji, przeżył miłe rozczarowanie. Oczywiście, warunkiem udanej transmisji z contre le montre jest bieżąca informacja. Śledzenie międzyczasów na czterech punktach pomiaru czasu sprawia, że widz jest bardziej „wciągnięty” w wydarzenia na trasie.

fabsTTAle nie da się ukryć, że przede wszystkim zapamiętamy ten dzień, jako dzień pożegnania Spartakusa. Fabian Cancellara od dawna nie ukrywał, że chciałby odejść z peletonu w wielkim stylu. Nie udało się w wiosennych klasykach, zatem najlepszą okazją był właśnie olimpijski wyścig kolarski w Rio de Janeiro. Wiadomo było wszystkim, że przygotowuje się do tego startu niezwykle starannie, mimo to jeszcze rano nie uchodził za największego faworyta. Więcej mówiono o szansach Dumoulina, Froome’a, czy Kiryienki.

Pewien brytyjski dziennikarz (uchodzący w tamtejszych kręgach za znawcę) jeszcze w południe pisał, że „diesle” takie jak Martin i Cancellara, będą miały niewielkie szanse. Tak jakby te dwa brazylijskie pagórki mogły przestraszyć weterana, który na flandryjskich klasykach forsował bez problemu setki trudniejszych.

Spartakus wykorzystał wspaniale swoje umiejętności i doświadczenie. Znakomicie rozłożył siły, wykazał swój kunszt na zjazdach. Na drugim okrążeniu objął prowadzenie i powiększał je z każdym kilometrem. Wielki mistrz. Nikt z obecnych nie był bardziej od niego godny olimpijskiego złota.

podiumTTTom Dumoulin jeszcze trzy tygodnie wcześniej był głównym kandydatem do zwycięstwa. Złamany we Francji nadgarstek nie pozwolił mu na optymalne przygotowanie do startu, więc srebro w jego przypadku i tak jest sporym osiągnięciem. Chris Froome powtórzył wynik z Londynu, sprzed czterech lat. Wówczas osiągnął to po wywalczeniu drugiego miejsca w Tour de France. Teraz brązowy medal przypadł trzykrotnemu triumfatorowi Wielkiej Pętli.

Bez dwóch zdań, podium godne Igrzysk Olimpijskich, największego sportowego święta na tej planecie. Kolarstwo szosowe okazuje się zresztą być bardzo jasnym punktem tej pompatycznej imprezy. Cztery wyścigi, co jeden to lepszy. Widowiskowe, pasjonujące, pobudzające wyobraźnię. Trudno byłoby wymyślić lepszą reklamę naszej ulubionej dyscypliny sportu.

bodiTTTakże w Polsce, gdzie przed telewizorami zasiadło wielu widzów, na co dzień nie interesujących się tą dziedziną. Wyścigi były ekscytujące same w sobie, ale walka Polaków o wysokie lokaty powodowała, że obserwujący byli do reszty zaangażowani w spektakl. Wspaniała walka o medal Rafała Majki, później Kasi Niewiadomej, a dziś również bardzo udany występ Macieja Bodnara i znakomite szóste miejsce – były lepszą popularyzacją kolarstwa nawet niż Tour de France, które ogląda jednak w Polsce ograniczona liczba zainteresowanych kibiców.

wyniki jazdy na czas kobiet

wyniki jazdy na czas mężczyzn

Pozostaje życzyć sobie podobnego poziomu sportowego i takiego natężenia emocji na innych mistrzowskich imprezach. I oby o polskim kolarstwie zawsze mówiło się tak wiele i dobrze, jak przy okazji występów na Igrzyskach Olimpijskich 2016.

Krzysztof Suchomski

P.S. Olga Zabelinskaya, srebrna medalistka w jeździe na czas, jest córką (nieślubną) znakomitego niegdyś kolarza, Siergieja Suchoruczenkowa, reprezentanta ZSRR, złotego medalisty Igrzysk Olimpijskich w Moskwie 1980, dwukrotnego zwycięzcy Wyścigu Pokoju i wielu innych kolarskich imprez.