Złoto dla zuchwałych

olimpic logo rio

To już jutro. I nikt nie wie, co się zdarzy. Może dlatego to jest takie ekscytujące. W przywoływanych tu i tam analogiach do najtrudniejszych klasyków, do Staruszki czy Lombardii trafne jest bardziej podobieństwo trasy, skala trudności niż predykcja przebiegu zawodów. Tam scenariusze są znane, faworyci zaś wywodzą się z bardzo elitarnego grona.

Olimpijski wyścig szosowy mężczyzn, o czym piszą wszyscy, różni się tym od klasyków, czy wyścigów na czempionacie, że wskutek skromnej liczebności poszczególnych startujących reprezentacji jest niemożliwy do kontrolowania i dlatego jego przebieg jest niewiadomą. To oczywiście daje wdzięczne pole do przeróżnych spekulacji, które spełniają niezwykle pożyteczną rolę zabijacza czasu. Bo okres dłużącego się oczekiwania czymś wypełnić trzeba. Od San Sebastian był cały tydzień, którego nie dało się przeżyć, pasjonując się wyłącznie skądinąd pięknymi krajobrazowo wyścigami w Utah i Burgos.

Można się zgodzić z twierdzeniami, że wyścig ma być „otwarty” (cokolwiek by to znaczyło), czy mało przewidywalny (bo z tą całkowitą nieprzewidywalnością to przesada). Wbrew temu, co zdają się sugerować niektórzy optymiści, to nie jest impreza, którą może wygrać niemal każdy i do wytypowania faworytów wcale nie trzeba posługiwać się maszyną losującą.

Gdy czytam o szansach, jakie ponoć mają w Rio de Janeiro klasykowcy pokroju Gilberta, Van Avermaeta czy nawet Kwiatkowskiego, to mogę tylko zadumać się nad potęgą słowa. W tym przypadku chodzi o słowo „klasyk” (bądź „klasyczny”), które używane w kontekście wyścigu olimpijskiego niczym ketchup do frytek, potrafiło do tego stopnia zasugerować typujących, że zlekceważyli fakty.

Rio+3d+map

A fakty, wynikające z pobieżnego nawet przestudiowania trasy, są nieubłagane. Dwa mniejsze podjazdy na pierwszej pętli (zwanej Grumari) będą pokonywane czterokrotnie, po czym dojazd do drugiej pętli, gdzie trzy razy trzeba będzie sforsować największe ze wzniesień na trasie. Łącznie mamy ok. 38 km wspinaczki, co wypełnia normę na przyzwoity górski etap Wielkiego Touru. Ale ważniejsze od całościowej statystyki jest konfiguracja podjazdów. Na drugiej, decydującej pętli kolarze trzykrotnie muszą pokonać wzniesienie Vista Chinesa.

vista chinesa

Na 8 km tego podjazdu umrą wszystkie nadzieje „nie-górali”. Ani wspomniani klasykowcy, ani „rajdowcy” w rodzaju Wellensa czy Cummingsa nie będą w stanie utrzymać przewagi (nawet zakładając, iż ją wcześniej wywalczą) oraz dotrzymać kroku dyktującym swoje tempo góralom. Którzy doskonale wiedzą, że zgubienie tu lepiej od nich finiszujących klasykowców jest sprawą życia i śmierci.

Mens+Road+Race

Owszem, da się na zjeździe i płaskim odcinku wiodącym do mety coś niecoś odrobić. Powiedzmy 20, nawet 30 sekund. Więcej nie, bo przecież to nie będzie sytuacja taka, że paru uciekających goni peleton czy większa grupa. W końcówce wyścigu będą to rozsiane paroosobowe grupki. Nie masa grupy, a moc i charakter poszczególnych kolarzy zadecydują o złocie.

Kto zatem? Jak to zgrabnie ujmują matematycy, warunkiem koniecznym, lecz niewystarczającym jest dysponowanie dużym potencjałem wspinaczkowym. I to zapewnia nam spory odsiew nazwisk wyszczególnionych na liście startowej. Ograniczamy się do pure climbers oraz kolarzy niewiele im ustępujących, ale mających płuca stworzone do 250-kilometrowych ścieżek zdrowia. Bo kondycja to kolejny warunek konieczny, który pozwala nam wykluczyć wielu wspaniale harcujących na krótszych górskich etapach zawodników pokroju Špilaka, Reichenbacha, Rosy czy Lopeza.

Kolejnym warunkiem koniecznym dla zapewnienia powodzenia wyprawie po złote runo jest charakter. To jest właśnie to, co decyduje o sportowym sukcesie, a co konsekwentnie pomijają w swych analizach różni „szamani” wykresów mocy. Kandydat na współczesnego Jazona musi być waleczny, odporny, ale przede wszystkim bezczelny. Bez niezbędnej dozy „bandyckiej” zuchwałości nie znajdzie się w odpowiedniej chwili w odpowiednim miejscu – takim, z którego można sięgnąć po nagrodę. Jeśli trzeba, będzie musiał zaryzykować samotny atak, wcześniej wybrawszy odpowiedni moment (a więc i spryt wrzuci tu swoje pięć groszy).

lista startowa wyścigu szosowego mężczyzn

Znamy idealnego kandydata. Spełnia wszystkie podane kryteria, nawet nadmiarowo. Niestety, już nie startuje. Ale gdyby był na liście startowej, postawilibyśmy na niego wszystkie pieniądze. A skoro nie ma Vinokourova, trzeba zadowolić się tym, co jest.

Alejandro Valverde, Joaquin Rodriguez, Vincenzo Nibali, Fabio Aru, Sergio Henao, Rigoberto Uran, Chris Froome, Adam Yates, Romain Bardet, Rui Costa, Richie Porte, Dan Martin, Rafał Majka, Jacob Fuglsang, Wout Poels, Bauke Mollema – w kolejności przypadkowej, oto co zostało nam na sicie po trzykrotnym przesianiu. Kandydaci do złota. Jedni bardziej prawdopodobni, inni mniej. Poza wszystkim, różni ich też skłonność do ryzyka. Po Nibalim czy Bardecie łatwiej spodziewać się możemy ataku niż po Majce czy Henao, ale z drugiej strony – złoto ma tę szczególną zdolność, że skusić (a nawet sprowadzić na manowce) potrafi nawet świętego.

Jeśli do mety dojedzie paroosobowa grupka, większe szanse będą mieli konkurenci dysponujący lepszym finiszem. To z kolei zmotywuje do wcześniejszego ataku kogoś o mniejszej szybkości, a większej determinacji. Końcówka może przypominać pamiętny czempionat we Florencji. Ale nie musi.

Nie możemy całkiem wykluczyć, że los spłata nam psikusa i rozegra to według innego scenariusza. Dlatego naszymi jokerami w rezerwie pozostają: Julian Alaphilippe, Geraint Thomas, Jarlinson Pantano i Simon Geschke.

Chyba łatwiej przewidywać medalistki w niedzielnym wyścigu pań. To paradoks, bo przecież powtarzamy od lat, że kolarstwo kobiece jest bardziej spontaniczne, mniej ułożone, wyrachowane i stąd trudniej przewidywalne. Niemniej, tym razem lista kandydatek do złota jest skromniejsza niż w wyścigu męskim.

Anna van der Breggen, Megan Guarnier, Evelyn Stevens, Mara Abott, Elisa Longo Borghini, Kasia Niewiadoma, Ashleigh Moolman – to najlepiej wspinające się dziewczyny. Z kolei Lizzie Armitstead, Emma Johansson i Marianne Vos mają największe doświadczenie w rozgrywaniu końcówek o dużym ciężarze gatunkowym. W okolicach podium zakręcić mogą się w sprzyjających okolicznościach Pauline Ferrand-Prevot, Katrin Garfoot, Giorgia Bronzini czy reprezentantka gospodarzy Flavia Oliveira.

Trasa wyścigu pań jest relatywnie łatwiejsza. Dwie rundy Grumari plus jedna runda Vista Chinesa, razem 136,9 km.

lista startowa wyścigu szosowego kobiet

Olimpijski hype dotarł do szczytu. Zostało tylko odliczanie godzin. Tyle się naczekaliśmy, to i te godziny przeżyjemy. Jest takie przysłowie, że oczekiwanie jest zwykle lepsze od spełnienia. Mogłoby się, cholera, raz nie sprawdzić.

Krzysztof Suchomski

Olimpijski miraż