Tour de France ’16 (7): Reflektorem po klasyfikacjach

 

O ile walka w klasyfikacji generalnej rozczarowała większość obserwatorów, o tyle pojedynki sprinterów były niewątpliwie ozdobą wyścigu. Wielkie emocje, niepewność wyniku (finisze wygrywane o „gumę”) i świadomość wielkiej klasy konkurentów dawały widzom pełnię satysfakcji. Do pewnego momentu mieliśmy też zaciętą rywalizację o zieloną koszulkę klasyfikacji punktowej. Później, zgodnie z przewidywaniami, Peter Sagan wykorzystał atut większej wszechstronności i zdystansował na tym polu specjalistów od sprintu.

10e@petosaganW pierwszym tygodniu mistrz świata przebierał się do występów na podium niczym Naomi Campbell. Tęczowy, żółty, zielony, a przede wszystkim zawsze pogodny i uśmiechnięty Słowak był największą medialną gwiazdą La Grande Boucle. Kocha go kamera, kocha go publiczność pod każdą długością i szerokością geograficzną. Ale również w sensie sportowym zwycięzca trzech etapów prezentował mistrzostwo najwyższej próby. Doceniono też jego aktywność, waleczność i widowiskowość, przyznając mu „czerwoną jedynkę” i tytuł Most Combatitive Rider.

W tym roku był szybki wyjątkowo, nawet jak na niego. Wcześniej mówiło się, że wygrywa głównie te trudniejsze końcówki, okraszone hopkami czy nachyleniem. Tu pokazał, że nawet na tak zwanych „autostradowych” finiszach potrafi jak równy z równym ścigać się z kolarzami uchodzącymi za najszybszych na świecie. Na Polach Elizejskich był wyraźnie najszybciej finiszującym konkurentem, a o minimalnej porażce z Andre Greipelem zadecydował gorszy timing.

A Gorilla, jeśli już jesteśmy przy nim, zwycięstwem w Paryżu uratował reputację, wcześniej mocno nadszarpniętą. Z pewnością jechał na wyścig z większymi nadziejami. Jeszcze bardziej odnosi się to do Marcela Kittela. Niemiecki duet miał niepodzielnie rządzić na sprinterskich finiszach, tym bardziej, że uważany za największego ich konkurenta, Bouhanni, sam wyeliminował się ze współzawodnictwa. Obu Niemców, jak i wszystkich pozostałych, zaskoczył jednak powrót do wielkiej formy Marka Cavendisha.

6e@MarkCavendishManxman, który w trakcie sezonu wydawał się być daleki od szczytu swych możliwości, eksplodował od pierwszych etapów znakomitą dyspozycją. Wprawdzie to już nie ta demoniczna wręcz szybkość z lat występów w koszulce HTC Columbia, ale wciąż wystarczająca na pokonanie rywali. Zwłaszcza, że doświadczeniem i sprytem Cavendish bije na głowę młodszych sprinterów. Nie potrzebuje rozprowadzeń i pociągów. Do „podwózki” wykorzystuje konkurentów i świetnie wyczuwa moment, kiedy należy wyskoczyć zza ich pleców i postawić kropkę nad i. Pod tym względem bardzo przypominał nam Oscara Freire z najlepszych lat.

Ten rok potwierdził znaną wielkopętlową prawdę: finisze Tour de France są dla „dużych chłopców”. Młodzież może hasać i dokazywać na mniej ważnych wyścigach i poligonach. Gdy przychodzi prawdziwy „dzień próby” i w szranki stają najlepsi, młodzi czeladnicy w zawodzie sprintera oglądają ich plecy. Parokrotnie pokazał się z dobrej strony Bryan Coquard, próbkę budzącej respekt szybkości zademonstrował Daniel McLay, a o innych zdolnych młodzieńcach niewiele da się powiedzieć dobrego.

Z drugiej strony, rutyniarze tacy jak Kristoff czy Degenkolb na pewno nie zaliczą tego startu do udanych, a i Michael Matthews, mimo etapowego zwycięstwa i trzeciego miejsca w klasyfikacji punktowej, nie powie, że pojechał wyścig marzeń.

klasyfikacja punktowa Tour de France 2016
 

19emajkagrochyPolskich kibiców kolarstwa najbardziej pasjonowała rywalizacja w innej klasyfikacji. Rafał Majka przysporzył nam wiele radości, zdecydowanie wygrywając walkę o polka dot shirt. W tej rozgrywce polski kolarz był rozdającym karty i oprócz samego faktu zwycięstwa w prestiżowej klasyfikacji, bardzo ucieszył nas styl, w jakim krakowianin podążał do celu. Dojrzałość, dobrze rozumiane wyrachowanie, mądre decyzje – to czynniki, które dawały mu przewagę nad notorycznym uciekinierem (lecz słabszym góralem), Thomasem De Gendtem oraz walecznym i potrafiącym zaskakiwać Jarlinsonem Pantano.

Kolumbijczyk nie jest bynajmniej postacią nieznaną, lecz chyba dopiero znakomita postawa w tegorocznym Le Tour przyniosła mu awans do grona pupilków kolarskich mediów. Występowi we Francji zawdzięcza też powołanie do olimpijskiej reprezentacji kraju, w miejsce Quintany, którego forma i dyspozycja psychiczna jest daleka od oczekiwań. Nie wiadomo, czy na olimpijskich trasach (wskutek wiadomych perturbacji) ujrzymy innego świetnie prezentującego się w Alpach kolarza, Ilnura Zakarina. Rosjanin, który w tak nieszczęśliwy sposób zakończył start w Giro d’Italia, na Tour przyjechał już bez ambicji walki o podium, za to z mocnym postanowieniem wygrania etapu, co się znakomicie udało.

klasyfikacja górska Tour de France 2016
 

21eyatesW klasyfikacji młodzieżowej zdecydowanym liderem został Adam Yates. Kolarz Oriki był o sekundy od podium i w opinii wielu obserwatorów zasłużył na nie bardziej od kolarza z Andów. Tym bardziej, że Kolumbijczyk dziwnym trafem uniknął kary za nielegalną „podwózkę” w końcówce dramatycznego etapu na Mont Ventoux. Dystrybuowany w sieci filmik ujawnia, że Quintana wjeżdżał, trzymając się koła zapasowego roweru umieszczonego na dachu neutralnego wozu technicznego.

W tym przedziale wiekowym więcej spodziewano się po Warrenie Barguilu i Wilco Keldermanie – żaden z nich nie potwierdził grand-tourowych aspiracji. Inaczej wygląda sprawa z Julianem Alaphilippe, który raczej nie wskutej słabości, a bardziej z przyczyn taktycznych „zatankował” w Pirenejach dziesiątki minut straty. Kilkakrotnie mlody Francuz zdołał tu zaprezentować próbki nieprzeciętnych zdolności. Podtrzymujemy opinię, że jego potencjał sięga podium Tour de France.

Ciekawą postacią, o której nie było głośno, gdyż nie rzucała się specjalnie w oczy w myśl zasady tiszie jediesz, dalszie budiesz, może być mistrz Niemiec, Emanuel Buchmann.

klasyfikacja młodzieżowa Tour de France 2016
 

Natomiast wyniki klasyfikacji drużynowej pokazują, jak nagie liczby i zaufanie do nich może sprowadzić człowieka na manowce. Ktoś nie obserwujący wyścigu, zapoznający się z nim wyłącznie za pośrednictwem tabelek, mialby jego całkowicie wypaczony obraz. Bo w tej tabelce drużyna, która w powszechnym społecznym odczuciu przegrała wyścig, jest wyżej od drużyny, której przewaga nad konkurentami była tak wyraźna, że co bardziej zapalczywi jej oponenci rozpowszechniają tezy o „zabijaniu wyścigu”, a nawet całego kolarstwa.

20eizagirremeta3Trudno nawet powiedzieć, czy końcowy rezultat powstał w wyniku świadomych zabiegów konkurentów, czy po prostu „samo wyszło”. Do klasyfikacji zespołowej mało kto przywiązuje większe znaczenie, ale zawsze to jakieś trofeum. Na pewno odpuścili sobie tę rywalizację kolarze Davida Brailsforda, mając przed oczyma wiekszy cel. Być może słynny spryt Eusebio Unzue, podpowiedział mu, że skoro nie ma większej nadziei na inne fanty, trzeba podnieść z ziemi, co jeszcze leży. Nie wiemy, jak to z tym było, lecz przyznajmy szczerze – ta niewiedza nie wywoła u nas kłopotów z zaśnięciem.

klasyfikacja drużynowa Tour de France 2016
 

W poprzednim odcinku użyliśmy tytułu Między dominacją a walkowerem nie bez powodu. Chodzi właśnie o to, by dostrzegać tę przestrzeń między skrajnościami i znaleźć właściwie wyważone proporcje. Część publikacji i wypowiedzi prezentuje jednak czarno-biały obraz wyścigu. Dla jednych Sky zabija wyścig, inni z kolei w czambuł potępiają całą konkurencję Brytyjczyków, zarzucając jej oportunizm, a nawet tchórzostwo. Obie skrajności są po prostu błędne.

I niedobrze by się stało, gdyby w atmosferze emocji probować reformować wyścig, czy też kolarstwo. Rzucane ad hoc pomysły nie wydają się prowadzić do rzeczywistej poprawy stanu rzeczy, a bardziej pachną populizmem.

Przemyśleniami, których katalizatorem był przebieg tegorocznego Tour de France i wnioskami z nich płynącymi podzielę się z Wami w ostatnim odcinku serialu.

Krzysztof Suchomski

 

Tour de France ’16 (6): Między dominacją a walkowerem