Café Tourmalet #215

Trzej Królowie

Co by nie powiedzieć, 103. Tour de France przejdzie do historii jako parada gwiazd. Tych gwiazd nie mamy co prawda zbyt wiele, ale za to te, które są dosłownie „dają po oczach”.

14efinisz2Alfabetycznie zaczynając, mamy odrodzonego Marka Cavendisha, który deklasuje stawkę sprinterów, a co jeszcze bardziej jego rywali dołuje – on do tego nie potrzebuje żadnego pociągu. Wysiadł z wyścigowej kolumny adiutant Manxa, Renshaw i nic się nie zmieniło. Cavendish wykorzystuje jako rozprowadzającgo Marcela Kittela. Czeka do końca, aż harująca w pocie czoła ekipa Etixx wykona swoją pracę, po czym wyskakuje zza parawanu szerokich barów Niemca i zgarnia smakowitą śmietankę. Czwarte zwycięstwo Brytyjczyka sprawia, że konkurenci, jak przed laty, zaczynają wpadać w kompleksy.
wyniki 14. etapu

Wczorajsze zwycięstwo Cavendisha było 48. w Wielkich Tourach. Zrównał się z Alessandro Petacchim, a przed nim już tylko Eddy Merckx (64) i Mario Cipollini (57).

12efroomepieszoChris Froome jest gwiazdą nie tylko na szosie, ale i na ekranach laptopów i tabletów, gdzie do muzyczki znanej z programów Benny Hilla biegnie pod górkę, rozglądając się za pomocą, która nie nadchodzi. Mówiąc zaś poważniej, lider Tour de France, zrobił w tym wyścigu bardzo wiele, by zerwać z etykietą kolarza „komputerowego”. Widowiskowe akcje Froome’a ubarwiają wyścig i stają się wizytówką tegorocznej edycji. Wzrósł też niepomiernie jego autorytet w peletonie, czego byliśmy świadkami na 13. etapie.

Może sobie teraz pozwolić na pewien luz. Przed dzisiejszym, trudnym etapem, „podgrillował” jeszcze i tak zgnębionego Quintanę, stwierdzając, że za najgroźniejszego konkurenta uważa Mollemę.

IMG_0725Ten krótki alfabet gwiazd kończymy literą S, jak Sagan. Widać, że Słowak jest tu w swoim żywiole. Bryluje i na szosie i poza nią. Kolejny raz wywalczy zieloną koszulkę, ale tym razem nikt nie będzie deprecjonował tego osiągnięcia, bo za nim stoją dwa efektownie wygrane etapy i wcale nie jest powiedziane, że na tym koniec. Sagan to nie tylko kolarski mistrz i showman. To osobowość przyciągająca jak magnes, a poza tym, ktoś, kogo nie sposób nie polubić. Cieszmy się z tego, jaki jest, bo takiej ikony kolarstwo bardzo potrzebowało. Po tych wszystkich medialnych aferach, Armstrongu, operacji Puerto, poszukiwaniach mitycznych silniczków, wizerunek uśmiechniętego, podziwianego i nie kojarzonego z żadną brudną sprawą artysty roweru jest dla kolarstwa błogosławieństwem.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Niedziela Majki

W naszych marzeniach był to piękny dzień. Bo i trasa pięknie skomponowana, i te widoki przednie, te Lacets du Grand Colombier. A jednocześnie jest przecież coś do zrobienia w klasyfikacjach wyścigu, prawda? No chyba nie zostawią tego tak jak jest?

15eskytoostrongNadzieja jeszcze się tli, choć po dzisiejszym dniu widać, że trzeba katastrofy, trzęsienia ziemi nieomal, by sytuacja wymknęła się teamowi Sky spod kontroli. Powiedział to dobitnie Valverde po zakończeniu etapu: Froome es el capo. Dodał jeszcze, że Sky jest teraz zbyt mocne, by ich pokonać, ale czekają na trzeci tydzień i mają wciąż nadzieję. Nie wypada mówić inaczej, ale wiary w możliwość pokonania brytyjskiej machiny było w tym mniej niż prawdziwego mięsa w hamburgerach.

Poza liderem, mamy w klasyfikacji generalnej jeszcze 12 kolarzy, mieszczących się w czterech minutach. Wcale nie wydają się przesądzone miejsca na podium, jak i kolejne lokaty. Wydawało by się, iż jest to jakiś powód do tego, by na takim trudnym etapie spróbować zaatakować, namieszać, sprawdzić dyspozycję rywali.

15egrandcolombierNic z tego. Po pobłogosławieniu licznej ucieczki, peleton dał się prowadzić czarnym jeźdźcom niczym stadko gęsi. Nie zmienią tej opinii policzalne na palcach jednej ręki rachityczne ataki „na alibi”. Mollemę i Yatesa jeszcze jesteśmy w stanie zrozumieć. Będą przecież przeszczęśliwi, dowożąc się do Paryża na podiumowych pozycjach. Ale następni? Quintana nadal jedzie jak cień Froome’a. Przypomina Basso, który nie wystawiając nosa przed Armstronga, dowiózł się do mety na drugim miejscu. Ale Nairo, jadąc tak dalej, dojedzie do Paryża czwarty. Może mu nikt nie powiedział?

Tak, wiemy. Będzie jeszcze górska czasówka. Niestety, to wygląda jak mecz piłkarski, w którym przeciwnicy marzą jedynie o dotrwaniu do rzutów karnych. Imperator Froome, mając u boku Darth Vadera, w postaci Wouta Poelsa, wydaje się niezagrożony i może sobie nawet pozwolić na małe żarciki.

15emetaNiedzielę uratował nam Rafał Majka. Pojechał wspaniale, mądrze, z wyczuciem, od początku trzymając rękę na pulsie. Miał dwa cele: odzyskać koszulkę w grochy i wygrać etap. Osiągnął pierwszy z nich, a do drugiego zabrakło naprawdę niewiele. Jarlinson Pantano okazał się jednak zbyt dobrym „zjazdowcem” i zdołał dogonić Rafała, a potem wygrać finisz mano a mano. Postawę Polaka, który kilkakrotnie inicjował ofensywne akcje, doceniono czerwonym numerkiem dla najwaleczniejszego kolarza.

wyniki 15. etapu

Wydarzeniem etapu trochę mniejszego kalibru był come back Juliana Alaphilippe’a. Młody Francuz potwierdził drzemiący w nim talent do jazdy po górach, a tylko pech (defekt) pozbawił go szansy walki o zwycięstwo. Do tej pory w tym wyścigu wyróżnił się przede wszystkim wymuszonym przez wiatr lotem na rowerze w trakcie jazdy na czas. Jeśli jednak potwierdzą się nasze podejrzenia, że był celowo oszczędzany na ostatni tydzień, jeszcze ujrzymy go w śmiałej akcji.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Chciałbym, by Froome i Quintana stoczyli w ostatnim tygodniu pojedynek tak zapierający dech, jak Henrik Stenson i Phil Mickelson na The Open. Ale to chyba nierealne.

boss