Lista przebojów (nie tylko dla oldbojów)

 

Lato to nie tylko wymarzona pora dla amatorów roweru. To również sezon na przeboje. No i te Open’ery, Woodstocki, Męskie Grania, imprezy off- i mainstreamowe – naród się doładuje decybelami na cały rok. Wpisuję się „w trenda” kompletując mały secik z muzą rowerową. Konkurencji jeszcze Niedżwiedziowi i Baronowi nie zrobię, przynajmniej na początek. Nastawiam też życzliwie ucha na ewentualne sugestie, podpowiedzi…
A rozpocznę oczywistą oczywistością.

A teraz muzyczny tribute dla Wielkiej Pętli. Było już w innym miejscu bloga, ale co szkodzi powtórzyć.

Ciągle jesteśmy w obszarach klasyki popu i rocka. Mungo Jerry zasłynęli głównie z In the Summertime, ale ich rowerowy kawałek też niczego sobie, no i styl – nie idzie ich z nikim pomylić.

Redhotów też rowerowa mania nie ominęła, czego efekt poniżej.

A tu klasyka w postaci czystej. Archiwalne początki Pink Floyd, jeszcze z mitologicznym wręcz Sydem Barretem.

To jeszcze starsze wykopalisko. Pewnie sprzed wojny, choć trudno zgadnąć której.

Żeby do reszty nie uchodzić za zmurszałego grzyba, teraz coś hmm… nowoczesnego. Przed odtworzeniem proszę o kliknięcie w buton „Tak, mam ukończone 18 lat”.
Nie możecie znaleźć? To przynajmniej udawajcie, że klikacie.

Przyznam, że z tekstem kawałka poniżej identyfikuję się bardziej niż z tym powyższym. Dałbym mu nawet lajka.

A tu coś dla młodzieży niepełnoletniej, w ramach rekompensaty za to, że nie mogła (a przynajmniej w to wierzę) obejrzeć teledysku z niecenzuralnymi słowami.

Teraz dla zachowania poprawności politycznej kolej na płeć przeciwną. Czy to o rowerach jest to mniejsza. Ale ona… jak tak leży… mmm… wygląda na taką… zmęczoną. Może jazdą na rowerze?

Nie wiem czy wampiry jeszcze są na tapecie. Jakby „puściło” ostatnio z tą modą. Ale „gugiel” wyrzuca.

To sobie obowiązkowo powinien obejrzeć Voeckler, by zrozumiał, że jest tylko marną kopią. Ja stanowczo wolę oryginał.

A to też bicycle. Troszku inne. Ale za to jakie fajne. Glory, glory Man United!!!

Przyjmijmy, że quadricycle to też rower. W każdym razie nie smrodzi spalinami.

Wracamy do klasyki rocka. Mocno już zapomniana kapela.

I damski głos dla odmiany. Ale co tam głos, instrumentarium jest pyszne. No i ma to w sobie coś. Noga sama chodzi przy słuchaniu.

Zasłynęli z Cats in the Craddle – teledyskowego hiciora lat ’90 mocno eksploatowanego przez kiedyś na topie, dziś raczej obciachową MTV. A tego kawałka nawet wcześniej nie znałem.
http://www.youtube.com/watch?v=yqijRT0VVgo

Teraz proszę o ciszę i zdjęcie nakryć głowy. Wystąpi Artysta. Niezwykły.

Coś o festiwalach dałem we wstępie. No to pograjmy na żywo. Niewiele wiem o tej holenderskiej (chyba) kapeli. Ale muzyka mi podchodzi.

A tu coś sympatycznie relaksującego. Jak niespieszna przejażdżka na rowerze wiejską drogą.

Wykonawcy nie znam, za to kawałek drogi „dziwnie znajomy”. Tego nagrania nie miałem jeszcze, gdy pisałem Płacz pod kaplicą. Pewnie znalazłoby się obok Presley’a. Nadrabiam zatem.

Też z gitarami, ale jakby z innej bajki. Robi się dżezzzowo.

Nie mogło tego zabraknąć. Poświęcę filmowi osobny artykuł w FA. Na razie tylko patrzcie (i słuchajcie). Sagan wymięka.
http://www.youtube.com/watch?v=uS9Qmgk4aR0

Na razie tyle. Ale będę listę uzupełniał, więc od czasu do czasu wpadnijcie na kontrolę.

Pierwszy suplement do przeboju nr 1 na liście. Poniżej wersja z oryginalnego teledysku promującego singel. W kilku krajach zakazano jego pokazywanie, nie wiedzieć dlaczego. Filmik nakręcono na Wimbledon Stadium. W nagraniu wzięło udział 65 modelek.

A zainspirowany przez Toma znalazłem coś takiego:

Możecie teraz odnieść wrażenie, że namberłan zdominował całkowicie listę (z przodu i od tyłu). Ale to tylko pierwsze takty.

Jak mogłem to wcześniej przegapić?

Ten teledysk udowadnia, że „polska myśl szkoleniowa” nie zostaje w tyle za światowymi trendami.

A tu coś z list przebojów naszych zachodnich sąsiadów.