Tour de France ’16 (5): Koncert z finałem

 

Trasa La Grande Boucle, co jest chyba jej największym atutem, powinna potrzymać do końca w niepewności. Piszemy to w kontekście świeżo przerabianej końcówki Giro, gdzie ostatnie etapy wywróciły kolejność czołówki. We Francji może (choć nie musi) być podobnie, bo wyścig będzie trudny, wyczerpujący, a zmordowanych i czasem poobijanych liderów może dopaść kryzys. Tak przegrywali w kolejne dni Kruiswijk i Chaves we Włoszech, jak również Dumoulin na Vuelcie.

Kryzys, komukolwiek z trzech tenorów, może trafić się i wcześniej – nie jest wcale powiedziane, że diabeł poczeka z tym grzecznie do 22 lipca. Bo tegoroczny Le Tour jest jak zatłoczony bar w portowej dzielnicy. Nigdy nie wiesz, kiedy zarobisz w dziób. A cios może paść z każdej strony.

Takie wrażenie potęguje rzut oka na rozłożenie w wyścigu górskich wspinaczek. Tradycyjnie obecne w wyścigu dwa bloki, Pireneje i Alpy, zostały podparte górskimi etapami w Masywie Centralnym i Jurze. To rozbija niegdyś obowiązujący kanon: dojazd, góry, transfer, góry i do Paryża. Zwiększenie ilości gór odbyło się kosztem etapów klasykopodobnych, które tak nam się w ubiegłym roku podobały, bo organizatorzy nie przestali jednocześnie uśmiechać się w stronę sprinterów i zostawili im ich kawałek tortu.

Trasa jest zbyt trudna, by silniki pracowały na najwyższych obrotach na tylu etapach, więc pretendenci zmuszeni zostaną do wyboru określonych strategii. Froome w ubiegłym roku przyjął, sprawdzoną już wcześnie przez Sky, strategię Guderiana: zaskoczenie skoncentrowanym uderzeniem, rozbicie wroga i późniejsza obrona zajętego terytorium. Ale wówczas ostatni tydzień nie był taki trudny. Quintana, który oszczędzał siły na końcówkę, nie miał tylu możliwości, by odrobić straty.

Tym razem strategia oszczędzania sił na drugą połówkę wyścigu wydaje się rozsądniejszym wyborem, zwłaszcza, jeśli ma się w pamięci obraz Nibalego dożynającego wyczerpanych przeciwników. Co jednak nie wyklucza wcześniejszego „podgryzania” między głównymi protagonistami. A okazji do tego będzie co niemiara. Pewne fragmenty trasy stanowią wręcz zaproszenie, by na nich przetestować silne nerwy rywali.

tenorzyPora przedstawić głównych aktorów czekającego nas widowiska. Froome, Quintana, Contador – te nazwiska powtarzają się częściej niż reklamy w Polsacie. Czy rzeczywiście wyścig rozegra między sobą trzech tenorów? Nasza krótka lista też ogranicza się do wymienionych nazwisk, niemniej doświadczenie uczy, że prędzej czy później sprowadza się to do pojedynku dwóch najsilniejszych współzawodników. Czyli? Rewanż za rok ubiegły (Froome vs. Quintana), walka o trzecią koronę (Froome vs. Contador) czy corrida po hiszpańsku (Contador vs. Quintana)? Skłaniamy się ku pierwszej opcji, Brytyjczykowi i Kolumbijczykowi przyznając największe szanse. A czy w głównych rolach wystąpi dwóch czy trzech solistów? Ważne, by koncert się udał.

Atuty Chrisa Froome’a to umiejętność trafienia z formą i wykorzystania do maksimum swoich mocnych stron. Dodajmy do tego najsilniejszą (na papierze) drużynę. Niektórzy zagalopowali się, uznając nawet, że to najlepszy skład ever. Hmm… najwyraźniej nie słyszeli o Led Zeppelin.

A z tą niebywałą ponoć mocą Sky różnie może się okazać. Thomas, Poels, Henao, Nieve – potrafią sporo, jednakże utrzymywanie równej formy w ciężkim trzytygodniowym wyścigu dotąd nie należało do ich specjalności. Natomiast imponujący wyjątkowym wigorem w błękicie Astany Landa, jak dotąd nie demonstruje tych samych walorów w czarnym trykocie brytyjskiej ekipy.

quintana2Nairo Quintana, mający też do pomocy wcale niezłą drużynę, jest aktualnie najlepszym góralem w zawodowym peletonie, a zważywszy liczbę podjazdów i ilości kilometrów wspinaczki, będzie miał spory handicap. Jego słabszą stroną były wcześniej czasówki. Zważywszy jednak profile tych etapów i fakt, że lider Movistaru dokonał na tym polu postępów, nie sądzimy, by Froome mógł tu zyskać znaczącą przewagę. Tym bardziej, iż Kenijczyk w jeździe na czas nie prezentuje się już tak okazale, jak w 2012 roku.

Przy wyrównanej klasie i umiejętnościach rywali o końcowym sukcesie może decydować wytrzymałość i odporność (fizyczna i psychiczna), a z drugiej strony nawet drobne detale, czy też po prostu łut szczęścia.

Alberto Contador bije rywali na głowę doświadczeniem. Nawet, gdy fizycznie nie dorównuje już młodszym konkurentom, jest w stanie zniwelować ich przewagę lepszym zmysłem taktycznym, sprytem, refleksem, umiejętnością zaskakiwania. Pomoc w wysokich górach nie jest mu tak potrzebna, jak rywalom – to zdecydowanie najbardziej samodzielny i samowystarczalny kolarz czołówki.  Piszemy o tym, bo to szczera prawda, a nie dlatego, byśmy nie wierzyli w skuteczną pomoc Rafała Majki swojemu liderowi.

nibs i aruGarnitur pomocników, nie gorszy niż Men in Black, będzie towarzyszył też ruszającemu po raz pierwszy na podbój Tour de France, Fabio Aru. Niekonwencjonalnie i odważnie poczynający sobie lider Astany marzy o powtórzeniu sukcesu Nibalego, który rok po triumfie w Giro, skompletował zwycięstwo w Wielkiej Pętli. Co prawda, sukces Rekina z Messyny był raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę, bo od czasów Coppiego włoscy zwycięzcy Corsa Rosa, w Tourze zdecydowanie częściej zbierają baty niż laury. Nie można jednak lekceważyć wielkiego atutu kazachskiego teamu, który polega z grubsza na tym, że jego kolarze, a zwłaszcza liderzy, prawie zawsze uzyskują topową formę właśnie w tych momentach, kiedy jest ona im najbardziej potrzebna. Ta, ocierająca się o magię, zdolność oraz siła pomocników, zaprawionych w „rozbijaniu ” peletonu mogą sprawić, że spontaniczny i sympatyczny Włoch wskoczy na podium.

Gdyby wszystko fukcjonowało zgodnie z „rozkładem jazdy”, to w walce o podium powinniśmy też ujrzeć Richie Porte’a. Australijczyk pali się do udowodnienia, że zgłaszane przezeń od dawna grand-tourowe aspiracje nie są jedynie czczą przechwałką. Jak dotąd, wciąż uważa się go za przykład nie do końca wykorzystanego potencjału. Są tacy, którzy podejrzewają, że na przeszkodzie stoi psychika zawodnika – nowy lider BMC nie ma, ich zdaniem, instynktu zabójcy, tak potrzebnego do odnoszenia zwycięstw w najbardziej prestiżowych, a co za tym idzie, stresogennych próbach. Czy doczekamy się przełamania? Czas byłby najwyższy, bo kolejna „wtopa”, może zdołować ambitnego kolarza, a z łatką loosera, niełatwo później się odbudować.

Mniej wierzymy w możliwości kolarzy francuskich. Nadzieje Francji złożone zostały na barki Thibauta Pinota, ale i Romain Bardet wymieniany jest na listach kandydatów. Pierwszy z nich stał już na „pudle” Touru. Analogicznie do 2014 roku, uważamy, że francuskie szanse na podium zależne będą od wykruszenia się (z przyczyn losowych lub słabszej dyspozycji) wyżej notowanych pretendentów.

alaphilippe (2)A jeśli już mowa o przeuroczych gospodarzach tej zacnej imprezy, to (spoglądając w kryształową kulę) najjaśniejszą przyszłość widzimy przed Julianem Alaphilippe. On już na tych zawodach może wyskoczyć, jak, nomen omen, przysłowiowy Filip z konopii. Ten chłopak ma w sobie „to coś”, co widywaliśmy u dawnych francuskich mistrzów. W ogóle, duet ardeński Etixxu, czyli Alaphilippe i Daniel Martin, ma wyjątkową okazję, by sporo namieszać w tym wyścigu. I to nie tylko, wygrywając etapy. Widok ich nazwisk w czołówce generalnej klasyfikacji zupełnie nas nie zdziwi, a z drugiej strony ich brak też nie bardzo – mają szerokie spektrum możliwości w obie strony.

W pierwszej dziesiątce powinien na stałe zadomowić się (wystarczy pokonać pecha) Tejay Van Garderen, oficjalnie mianowany współlider BMC. W nieco dalszej perspektywie dostrzegamy „zgłaszających aspiracje” Warrena Barguila, Wilco Keldermana, Joaquina Rodrigueza (spadek w notowaniach, nie da się ukryć), Bauke Mollemę, Pierre Rollanda i Mathiasa Franka. W okolicach dziesiątki lub blisko niej zakręci się doświadczony Daniel Navarro. Dodajmy jeszcze, że wiceliderem (planem B?) ekipy Davida Brailsforda miał być Geraint Thomas, najwyraźniej nie radzący sobie w górach na poziomie czołówki climberów. Próba w Szwajcarii nie potwierdziła zasadności tych oczekiwań, więc do tych zapowiedzi podchodzimy w pewną rezerwą (ale i sympatią, bo Walijczyka lubimy).

Kandydaci do roli „czarnego konia”? Wspomniany Alaphilippe i Adam Yates z Oriki. Z uwagą też będziemy przyglądać się austriackiemu kolarzowi Patrickowi Konradowi.

valverde portretZupełnie odrębną pozycją naszych rozważań są „celebryci w roli kopciuszków”. Vincenzo Nibali i Alejandro Valverde deklarują po pierwsze, że jadą, by pomóc młodszym liderom, a po drugie, że ich celem jest przygotowanie się do startu w Rio de Janeiro. Pomijając ewidentną sprzeczność tych zamierzeń, nie bardzo też wiemy, na ile można te zapowiedzi brać serio. Nie żebyśmy podejrzewali któregoś z nich o celowe wprowadzenie rywali w błąd. Nie słyną co prawda z kryształowej uczciwości, lecz bardziej idzie o to, że kiedy znajdą się w „ogniu walki”, natura wojowników i nawyk znajdowania się w centrum uwagi mogą zwyczajnie przeważyć nad wcześniej deklarowaną wstrzemięźliwością.

Wśród tych, którzy przyjeżdżają do Francji z myślą o etapowych sukcesach są przede wszystkim sułtani sprintu. Listę znakomitości otwierają Marcel Kittel i Andre Greipel. Niestety, zabraknie na starcie jednego z nielicznych, mogących dorównać Niemcom w szybkości, Nacera Bouhanni. Na trudniejszych finiszach rękawicę podejmą Peter Sagan, Alexander Kristoff, Michael Matthews i John Degenkolb. Brak nam wiary w skuteczne finisze od dawna nie potrafiącego nawiązać do minionej chwały Marka Cavendisha. Z kolei, potencjalnym sprawcą niespodzianki jest 23-letni Holender, Dylan Groenewegen.

Natomiast po etap z ucieczki lub z finiszu odcedzonego ze spinterów peletoniku sięgnąć mogą Rui Costa, Simon Gerrans, Greg Van Avermaet, Edvald Boasson Hagen, Stevo Cummings, Jarlinson Pantano oraz Tony Gallopin (bądź jakikolwiek jego kolega w koszulce Lotto). Potencjalnych możliwości widzimy więcej, a te akurat nazwiska wydały nam się bardziej prawdopodobne niż inne znajdujące się na liście startowej.

lista startowa 103. Tour de France

Kolarzom życzymy, by dojechali w zdrowiu do mety w Paryżu. W świetle wypadków, jakie miały ostatnio miejsce na drogach wyścigów, kwestia bezpieczeństwa zawodników nabiera szczególnego znaczenia. Mamy nadzieję, że pierwsze wnioski już zostały wyciągnięte i pojazdy towarzyszące nie będą stanowić zagrożenia dla kolarzy. Życzylibyśmy też wszystkim, by udało się utrzymać nerwy na wodzy i aby nie dochodziło do niepotrzebnych incydentów na trasie, a poszukiwanie przez media sensacji za wszelką cenę nie przesłoniło sportowych aspektów rywalizacji na najwspanialszej (i najbardziej wystawnej) kolarskiej uczcie. Chcemy czy nie, Tour de France jest wizytówką i oknem wystawowym kolarstwa. Jak nas widzą, tak nas piszą. A poza tym, show must go on.

Krzysztof Suchomski

Tour de France ’16 (1): Introdukcja

Tour de France ’16 (2): Z północy na południe

Tour de France ’16 (3): Święto na Górze Wiatrów

Tour de France ’16 (4): Crunch time