Tour de France ’16 (2): Z północy na południe

 

mt-st-michelTour de France co drugi rok startuje za granicą. W tym roku Grand Départ nastąpi na ziemi francuskiej. Trzeba przyznać, że do tego celu wybrano bardzo oryginalny i atrakcyjny kawałek Francji. Nawet biorąc pod uwagę, że w kraju wybornych win i wykwintnej kuchni aż roi się od miejsc stanowiących turystyczne hity, sceneria otwarcia robi wielkie wrażenie.

Startujemy na północy, znad Kanału La Manche i w pierwszej fazie wyścigu podążać będziemy na południe, w stronę Pirenejów. Oto, jak prezentują się poszczególne etapy (wszystkie profile ze strony wyścigu www.letour.fr )

1. etap: Mont-Saint-Michel — Utah Beach Sainte-Marie-du-Mont, 188 km, 2 lipca

Start nastąpi na wysepce Mont-Saint-Michel, połączonej z lądem groblą o długości 1800 m. Atrakcję stanowić będzie imponujący widok Sanktuarium Michała Anioła. Meta etapu również niekonwencjonalna – przy jednej z plaż, na które 6 czerwca 1944 roku nastąpił słynny desant Aliantów, zmieniający losy II Wojny Światowej.

1eEtap w zasadzie płaski. Dwa mini-podjazdy na pierwszych kilometrach pozwolą na mecie uhonorować jednego z zawodników koszulką w grochy, ale z góry wiadomo, że to bogowie sprintu wystąpią w rolach głównych. Końcówka płaska i bez komplikacji – czyli na dzień dobry Kittel. Spocznie na nim spora presja, bo każdy wynik poza wygraną zostanie przyjęty jako porażka. A rywale będą wychodzić ze skóry.

2. etap: Saint Lô — Cherbourg-en-Cotentin, 183 km, 3 lipca

2eNadal będziemy poruszać się po Normandii. Etap otrzymał od organizatorów etykietkę flat, lecz bynajmniej sprinterów nie ucieszy. Raczej bliżej mu do ardeńskiego klasyka, a końcówka może budzić nadzieje zarówno puncherów, jak i nastawionych na etapowe skalpy energicznych górali. Faworyci wyścigu pozostawią jeszcze colty w kaburach, ale będą musieli uważać, by nie zaspać i nie stracić cennych sekund.

2e lastkmGdyby jechał Ulissi, problem z wytypowaniem zwycięzcy byłby mniejszy. Jednak go nie będzie, więc wygrać może Van Avermaet, Alaphilippe, Dan Martin, Purito, Valverde, Matthews, Gerrans, Gallopin, Pantano a i ta przykładowa lista w żadnym razie nie pretenduje do bycia kompletną.

3. etap: Granville — Angers, 223,5 km, 4 lipca

3eObieramy zdecydowany kierunek na południe. Żegnamy Normandię i udajemy się do Kraju Loary. Historyczne miasto Angers nie pierwszy raz gościć będzie kolumnę La Grande Boucle. Tym razem etykietka nie przekłamuje, choć ostatni kilometr wiedzie lekko pod górę. Niewiele, 2-3%, lecz stwarza to jakieś dodatkowe nadzieje rywalom Kittela. Na ten finisz ostrzą zęby Greipel i Bouhanni, ale i dysponujący największą wśród sprinterów wytrzymałością, Kristoff i Degenkolb, mogą wtrącić swoje trzy grosze.

4. etap: Saumur — Limoges, 237,5 km, 5 lipca

4eUtrzymując kierunek „ku słońcu”, przenosimy się do Akwitanii. Kolarzy czeka najdłuższy odcinek do przebycia, nie zawierający jednak szczególnych utrudnień. Ostatnie pół kilometra znów z pochyłością, tym razem dwukrotnie wyższą niż poprzednio. Ten finisz zdaje się sprzyjać Saganowi, Van Avermaetowi czy Matthewsowi, lecz i Degenkolb nie powinien tu pęknąć.

5. etap: Limoges — Le Lioran, 216 km, 6 lipca

5eZ Limoges przenosimy się od stacji narciarskiej Le Lioran, położonej w Masywie Centralnym. To dopiero przedsmak prawdziwych gór, ale granica 1.500 m n.p.m. już padnie. Wymarzona trasa dla uciekinierów. Jeśli ktoś wcześniej zadbał o odpowiedni bagaż strat, może liczyć na „przepustkę” z peletonu. Bardzo intrygująca końcówka. Zanim kolarze dojadą do finiszowych metrów, czeka ich ostry półtorakilometrowy zjazd. Ciekawe, kogo zainspiruje do ataku?

5e lastkm

6. etap: Arpajon-sur-Cère — Montauban, 190,5 km, 7 lipca

6eTego dnia ekipy sprinterskie wykażą czujność i złapią odjazd, bo finisz płaski jak stół będzie dla walczących o zieloną koszulkę wielką gratką. To jeden z tych dni, gdy wystarczy włączyć telewizor na ostatnie kilometry. Co roku tak sobie mówimy. A potem siedzimy i gapimy się. Patrz, patrz! Facet na koniu. Jak się przebrał. Ale kino!

7. etap: L’Isle-Jourdain — Lac de Payolle, 162,5 km, 8 lipca

7eNareszcie Pireneje. Meta nad jeziorem Payolle, lecz by tam dotrzeć, kolarze sforsują znaną przełęcz Col d’Aspin. Za umieszczoną tam górską premią, czeka ich 6-kilometrowy zjazd, a potem kilometr dość łagodnie (4,5%) pod górę i końcowe 500 m wypłaszczenia. Czy faworyci wyścigu skorzystają z pierwszej okazji do skrzyżowania szabel? Czy powtórzy się La Pierre San Martin? Raczej nie. 6 km zjazdu zniechęca.

7e aspin

8. etap: Pau — Bagnères-de-Luchon, 184 km, 9 lipca

8eKlasyka! Owiane historią miejsca. Pireneje w swej krasie i okazałości. Słynne, wymiękające w upałach, pirenejskie asfalty, w których ślady opon pozostawiali najsłynniejsi kolarze. Gdy po raz pierwszy zawitano do Bagnères-de-Luchon, w 1910 roku, asfaltów jeszcze nie było. Jechano po szutrach.

Etap kończy 13-kilometrowy zjazd z Col de Peyresourde, a ostatnie 2 km, płaskie, już po ulicach miasteczka, nazywanego Królową Pirenejów. Oczywiście, od początku pójdzie do przodu liczna ucieczka, której perypetie będą absorbować sprawozdawców, ale czy ktoś z niej zdoła jednak dotrzeć do mety przed walczącymi już „na serio” faworytami?

8e tourmalet

 

Kochamy Tourmalet i (jak zwykle) żałujemy, że etapy nie kończą się tym monumentalnym podjazdem. Umieszczanie go na początku, to jak marnowanie polędwicy na mielone klopsy.

8e val louron-azet

A to górka idealna dla Sky. Można ją wygodnie przejechać gęsiego, zerkając na komputerek.

8e peyresourde

Przy Peyresourde znów pchają się do głowy nostalgiczne wspomnienia. Tu też się działo.

To pierwszy dzień próby pretendentów do zwycięstwa. Jeszcze nie decydujący, niemniej dla kogoś już może okazać się kresem nadziei.

9. etap: Vielha Val d’Aran — Andorre Arcalis, 184,5 km, 10 lipca

Króciutki transfer na drugą stronę gór i startujemy w Hiszpanii, by kończyć dzień w Andorze. Generalnie, Andorrę na trasie wyścigów lubimy, bo tam lubi się dziać. Jednak ten etap wydaje nam się jakiś… rozlazły. Góry są, owszem. Ale te odległości między nimi? Na co to komu?

9eWszystkiemu winien Purito. Rok temu, pracując na rzecz Vuelty, tak wysoko zawiesił poprzeczkę, że teraz siłą rzeczy, każdą „Andorrę” będziemy przyrównywać do tego wzorca. Port de la Bonaigua zaraz po przebudzeniu, to oczywiste zaproszenie do uformowania kolejnej 30-osobowej ucieczki. Co będzie potem, zależy też od pogody, która tu lubi być kapryśna. Pod tym względem, Andorra nie raz dała w kość kolarzom. A jeśli nie nastąpi jakaś katastrofa, wszystko powinno rozstrzygnąć się pod Arcalis.

9e arcalis

I w ten oto sposób dotarliśmy na południe i możemy, wraz z kolarzami, odpocząć w zasłużonym, pierwszym dniu przerwy. A jak przerwa, to przerwa. Pozwiedzajcie sobie Andorrę. 10 etap w następnym odcinku.

Krzysztof Suchomski

Tour de France ’16 (1): Introdukcja

Tour de France ’16 (3): Święto na Górze Wiatrów

Tour de France ’16 (4): Crunch time

Tour de France ’16 (5): Koncert z finałem