Z życia bogatych

 

Kwiat światowego kolarstwa spotka się w lipcu na szosach Francji. Niestety, naszego Kwiatka zabraknie w tym barwnym bukiecie. Nie zobaczymy w tym roku Michała Kwiatkowskiego przemykającego na tle słonecznikowych pól. Team Sky ogłosił wczoraj skład drużyny na Tour de France. Pojadą: Chris Froome, Sergio Henao, Vasil Kiryienka, Mikel Landa, Mikel Nieve, Wout Poels, Luke Rowe, Ian Stannard, Geraint Thomas.

kwiato skyDla niektórych wiadomość ta może być zaskoczeniem. Prawdą jednak jest, że należało się jej spodziewać. I nie chodzi tylko o obecną formę Michała, a raczej jej brak (częściowym wytłumaczeniem jest czerwcowe zapalenie gardła), ale też o mało konkretnie sprecyzowaną rolę, jaką miałby pełnić w drużynie. Przypomnijmy, kompletowanej nie dla zaspokajania ego licznych w zespole gwiazd, a w wyłącznym celu zapewnienia trzeciego zwycięstwa w Wielkiej Pętli Chrisowi Froome’owi.

Hurraoptymiści oczekiwali, że w nowej ekipie Kwiato zacznie śmigać po górach, ponieważ sam zawodnik od dłuższego czasu zapowiadał, że klasyki klasykami, ale jego marzeniem jest odnoszenie sukcesów w Tour de France. Wycieniowana sylwetka naszego mistrza na początku roku zdawała się potwierdzać wspomniane nadzieje, tym bardziej, iż sezon klasyków poszedł Michałowi raczej średnio. Wygrana w E3 Prijs cieszy, ale przyznajmy szczerze, że oczekiwania fanów były wyższe. Może były one nadmiernie rozbudzone, zważywszy, że kwestia aklimatyzacji w Sky i dostosowania się do specyfiki ciężkiej pracy nad budowaniem formy (dużo treningów, długie obozy) nie u każdego przebiega bezboleśnie.

Umiejętności Michała, na dziś, nie pozwalają mu konkurować o miejsce w drużynie z wytrawnymi, sprawdzonymi w wielu wyścigach góralami, od których roi się w brytyjskim teamie. Raczej musiałby szukać swej szansy jako nizinny support. Problem w tym, że partie wyścigu o charakterze nizinno-klasykowym, czy „ardeńskim”, nie wywołują już u lidera Niebiańskich takiego drżenia łydek, jak rok wcześniej. A sam Froome wyraźnie dał do zrozumienia, że w tym zakresie ma największe zaufanie do sprawdzonych bodyguardów, Stannarda i Rowe’a.

Inną kwestią jest też to, że w brytyjskim teamie walka o miejsca przypomina nieco wyścig szczurów i „za nazwisko” nikt się do składu nie załapie. Trzeba swą przydatność udowadniać postawą w kolejnych startach. Podkreślił to David Brailsford, komentując wybór dziewiątki kolarzy.

To pewna porażka w kategoriach prestiżowych (choć nie powód do rozdzierania szat), rzecz w końcu dotyczy ex-mistrza świata. Przyznał to także Brailsford, stwierdzając, że pozostawienie w domu zawodnika tego kalibru zawsze jest trudną decyzją. Ale w podobnej do Kwiatka sytuacji znalazło się paru innych, nie kryjących się z ambicjami kandydatów, choćby Roche, Kennaugh, König czy wracający po przerwie na szosę Intxausti. Z pominiętych w selekcji zawodników dałoby się utworzyć drużynę, mogącą w Tourze nieźle namieszać.

Paradoksalnie, opuszczenie tak wyczerpującego startu, w kontekście dalszej części sezonu, może wyjść Michałowi na dobre. Nie mamy potwierdzenia jego dalszych planów, ale można założyć, że udział w Tour de Pologne i start w Rio de Janeiro będą najbliższymi priorytetami. Co ważne, w obu tych imprezach czołowy polski kolarz nie będzie skazany na podrzędną rolę, może jechać „na swoje konto”.

wiggo + cavWybór dziewiątki „Niebiesko – Czarnych” na Wielką Pętlę nie wywołał na Wyspach kontrowersji – zgodnie uznaje się, że to najlepsza drużyna, jaką w obecnej chwili mogą wystawić. W odróżnieniu od składu brytyjskiej reprezentacji kolarskiej na Igrzyska Olimpijskie, który właśnie wyciekł był do mediów i wywołał sporo szumu. Można było zresztą oczekiwać, iż pojawią się zgrzyty, bo składy olimpijskie są mniej liczne od wielko-tourowych, a w Zjednoczonym Królestwie mamy ostatnio wyjątkowy urodzaj na ambitnych i odnoszących sukcesy cyklistów płci obojga.

Zamieszanie wywołała, nie licząc sprawy Cavendisha, jedna z nominacji w męskiej ekipie torowców, choć dotyczy tylko zawodnika rezerwowego – to pokazuje, jak wielkie jest ciśnienie w brytyjskim kolarstwie torowym, ile tam jest pary pod kotłem. Ale to nie nominacje w męskich ekipach, a jedna z nominacji w żeńskiej reprezentacji szosowej ociera się o mały skandal.

Jest to pokłosie wstrząsającej tamtejszym światkiem walki o wpływy, między British Cycling a ekipą skupioną wokół Sky. W swoim czasie odsunięto Brailsforda, wiosną dokonano „linczu” na drugim współtwórcy „złotej ery”, Shane Suttonie. W tej ostatniej sprawie aktywny udział miała utytułowana i popularna na Wyspach, wówczas eks-zawodniczka, Emma Pooley. Teraz niespodziewanie wróciła na szosę, a właśnie media obiegła wieść, że podpisała kontrakt z Lotto Soudal do końca obecnego sezonu.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jednoczesne powołanie do reprezentacji na występ olimpijski, co zakrawa na małą kpinę. Trudno tego nie łączyć z jej aktywnością w zwalczaniu Suttona i pośrednio Brailsforda. Zaskakująca nominacja wygląda na formę „zapłaty” ze strony nowych władz British Cycling. W środowisku zawrzało i wiele zawodniczek i osób związanych z „branżą” wypowiada się w obronie pokrzywdzonej Dani King, która (zdaniem większości) swą postawą i formą sportową zasłużyła na wyjazd, a w rezultacie dziwnych okoliczności została pominięta.

Tak oto toczy się życie u bogatych. Bogatych w sukcesy, medale, gwiazdy, talenty, miliony kibiców i oczywiście w sensie czysto finansowym. To oni dziś liderują światowemu kolarstwu. Przyglądajmy się, notujmy spostrzeżenia, wyciągajmy wnioski. Nasze kolarstwo idzie mocno w górę. U nas też ciśnienie wzrasta i niedługo może się zrobić gorąco. Czym byśmy się specjalnie nie zmartwili, prawda?

Krzysztof Suchomski