Bosskie komentarze przy kawie #194

 

Dauphine górą

Mowa, jak to na początku czerwca, o tradycyjnej rywalizacji dwóch etapowych wyścigów, Critérium du Dauphiné i Tour de Suisse. Dwie sąsiadujące w kalendarzu UCI world-tourowe tygodniówki od lat rywalizują o uwagę publiczności i mediów i o wymierne zainteresowanie reklamodawców. Wielokrotnie pisaliśmy o tym, że najlepszą drogą do osiągnięcia komercyjnego sukcesu imprezy jest ściągnięcie na start gwiazd.

W miesiącu następującym po Giro d’Italia, a poprzedzającym Tour de France na pierwszym planie siłą rzeczy wciąż pozostają grand-tourowi gladiatorzy szos. I to głównie o ich „przychylność” zabiegają organizatorzy kolarskich etapówek.

frum contStartujący zwykle kilka dni wcześniej od konkurenta, wyścig we francuskim Delfinacie rywalizację o udział przygotowujących się do Wielkiej Pętli grand-tourowców wygrał w tym roku zdecydowanie. Froome, Contador, Porte, Aru, Pinot – to poza Quintaną komplet najbardziej oczywistych kandydatów do podium Touru. A na liście startowej są jeszcze: Purito Rodriguez, Landa, Mollema, Bardet, Dan Martin, Alaphilippe (bardzo nas ciekawi jak wypadnie w tym towarzystwie), Hesjedal, Moreno, Rolland i Adam Yates. A gdyby poszukać poza gronem GC conteders, to nazwiska Gerransa, Kristoffa, Degenkolba, Kwiatkowskiego, Poelsa, Henao, Tony Martina, Bouhanniego, Van Avermaeta, Gallopina, Gasparotto też mają swoją sportową i marketingową wartość.

Tej armadzie wyścig w Szwajcarii może przeciwstawić: Thomasa, Van Garderena, Barguila, Gesinka i to w zasadzie wszystko w kontekście tourowej „generalki”. Cieniutko. Takiej dysproporcji w rozdaniu kart pomiędzy tymi wyścigami nie pamiętamy. Owszem, są jeszcze w zestawieniu startujących Špilak i Rui Costa, którzy specjalizują się właśnie w rywalizacji w tygodniowych wyścigach. Ale największe gwiazdy szwajcarskiej etapówki wzięły się paradoksalnie z innych „szufladek”. Zobaczymy na szwajcarskich, dobrze utrzymanych szosach mistrza świata Sagana, Gilberta, Matthewsa, Wellensa, Gavirię i kontynuującego swoje wielkie pożegnalne tournee, Fabiana Cancellarę.

strona Critérium du Dauphiné
lista startowa Critérium du Dauphiné
strona Tour de Suisse
lista startowa Tour de Suisse

Użyliśmy wyżej słowa paradoksalnie, ponieważ akurat na ten sezon Szwajcarzy przygotowali wymagającą, górską trasę i wydawało by się, że powinni tym skusić większą liczbę renomowanych „górali”. Tak czy owak, w Polsce zainteresowanie szwajcarskim wyścigiem utrzyma się z powodu udziału w nim polskich ekip, CCC Sprandi i Verva ActiveJet.

A skoro jesteśmy przy planach startowych wielkopętlowych pretendentów, to „wodza” Quintanę znaleźć można będzie, podobnie jak przed rokiem, na trasie Route de Sud, zaś dwie germańskie machiny do wygrywania poćwiczą sobie sprinty na holenderskich nizinach, przy okazji Ster ZLM Toer.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Contador zaksięgował prolog

prologWszyscy z niecierpliwością oczekiwali, co przyniesie eksperyment ASO w postaci niespełna 4-kilometrowego górskiego prologu. Nie był to pierwszy w historii kolarstwa taki przypadek, lecz wcześniejsze próby jakoś przeszły bez większego echa. Można było domyślać się, że tym razem w pewien specyficzny sposób prolog spełni rolę etapu jazdy na czas, którego w tym roku w Delfinacie zabrakło. Ze względów formalnych pełnoprawnym etapem czasówki nie można było go nazwać, bowiem regulacje UCI szufladkują wszystkie próby czasowe o długości poniżej 10 km jako prologi. Spodziewano się jednak, że wymagający podjazd dokona ostrej selekcji i znacznie ograniczy liczbę kandydatów do czołowych miejsc w klasyfikacji generalnej wyścigu. O ile w tradycyjnych, płaskich prologach chodzi o wstępne „ustawienie” klasyfikacji, lecz nie przesądzające wyników wyścigu, o tyle dziś spodziewano się większych niż zazwyczaj różnic czasowych – właśnie takich, jakie zwykle charakteryzują solidne etapy TT.

Nie wszyscy byli z tego powodu szczęśliwi. Tony Martin wręcz dał na Twitterze upust swojej niechęci do takiego rozwiązania. Cóż, Panzerwagen może istotnie odczuwać frustrację, bowiem typowe płaskie czasówki wydają się odchodzić  w zapomnienie, przynajmniej w tym sezonie. Kiedy Tony patrzy na profile tegorocznych prestiżowych czasówek, czuje się dziecko, które nie znalazło prezentu pod choinką.

Oczywiście, oczekiwanie na dzisiejszy prolog było w dużej mierze spowodowane chęcią ujrzenia męskiej konfrontacji grand-tourowych gigantów. Publiczność nie może czuć się zawiedziona. Żadnej „przyczajki” nie było. Asy pojechały „ile fabryka dała”, a że jedni (patrz podium) są już w przyzwoitej formie, a inni (Aru, Purito) dopiero ją wykuwają, to niektóre nazwiska trudniej było znaleźć w tabeli wyników.

wyniki prologu

contador2Konfrontację faworytów rozstrzygnął na swoją korzyść Alberto Contador. Pistolero pewnie wziął, co swoje. Wyglądał świeżutko jak truskawki z bitą śmietaną, a to zwykle nie wróży nic dobrego konkurentom. Od tradycyjnie największego rywala, Chrisa Froome’a, oddzielił go jeszcze wciąż ambitnie próbujący dowieść swej grand-tourowej męskości Richie Porte.

Z trójki Polaków (Kwiatkowski, Marczyński, Huzarski) interesował nas najbardziej występ kolarza Sky. Trening na Teneryfie, o którym mówiono w kuluarach, najwyraźniej pomógł, bo Kwiato uplasował się wysoko w gronie renomowanych specjalistów od górskich wspinaczek. To dobry znak, choć warto też zauważyć, że jeszcze większe postępy poczynił jego niedawny klubowy kolega, Julian Alaphilippe, którego kąpani w gorącej wodzie Francuzi chcieli by jak najszybciej widzieć na podium Wielkiej Pętli.

Dalszy rozwój wypadków będziemy obserwować z niegasnącą uwagą. Zwłaszcza intryguje nas pytanie, czy górskie etapy potwierdzą obserwacje wyniesione z dzisiejszego prologu.

A co do wątku organizacyjnego – sądzimy, że uphillowy prolog mógłby przyjąć się w niektórych typach wyścigów, lecz przy znacznie skróconej odległości, tak by różnice czasowe nie przesądzały tak wyraźnie o losach dalszej rywalizacji.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Postanowiłem zrezygnować ze startu w Rio de Janeiro ze względu na wirus Zika. Człowiek już nie jest młodzieniaszkiem, by tak zdrowiem ryzykować, ale w sumie nawet nie o to chodzi. Van Garderen postanowił to samo i napisali o nim w gazetach – po raz pierwszy w tym roku (innego powodu im nie dał). To może o mnie też napiszą?

boss