Bosskie komentarze przy chianti #190

 

One man show

7e sagan czekaW naszych wcześniejszych przypuszczeniach, że Peter Sagan obejmie władzę w Kalifornii nie było cienia przesady. Przejęcie panowania nad tak zwanym „rządem dusz” już spełnia się na naszych oczach. Rzadko się zdarza, by w wyścigu wieloetapowym posiadacz zielonej koszulki (klasyfikacja punktowa) tak wyraźnie zepchnął w cień posiadacza żółtego trykotu. Alaphilippe? Who cares? Liczy się tylko Sagan.

I nic dziwnego, bo Słowak jest w dzisiejszym zawodowym peletonie indywidualnością niepowtarzalną, zdecydowanie wyrastającą ponad resztę. Jest też jak kot, który zawsze chodzi własnymi drogami.

7e fotofinisz2Na 7 etapie, 90 km przed metą zorganizował 6-osobową ucieczkę. Ale po pewnym czasie uznał, że jego towarzysze nie poruszają się wystarczająco energicznie i po prostu im odjechał. Prowadził wyścig sam przez ponad 30 km, utrzymując ponad półtoraminutową przewagę nad peletonem i robiąc efektowny show na zjazdach z kolejnych pagórków. Gdy przewaga stopniała do 1:20, mistrz świata, po krótkiej naradzie z dyrektorem sportowym, wspaniałomyślnie postanowił zaczekać. Co nie znaczy, że już sobie odpuścił. Inny, na jego miejscu, zadowoliłby się sławą bohatera dnia. Nie Sagan. Ustawił się za Kristoffem i na finiszu pięknie wyszedł mu z koła. Zabrakło paru centymetrów. Te moje legendarne drugie miejsca – skomentował na Twitterze.

wyniki 7 etapu

A na 3. etapie damskiej wersji Tour of California Marianne Vos pokazała, że jej come back to nie medialna zabawa. Swoje starty traktuje bardzo serio i udowadnia, że wygrywać nie zapomniała. W wyścigu nadal lideruje Megan Guarnier.

wyniki 3 etapu

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Nastroje zmienne jak górska pogoda

Na Giro d’Italia dwa poważniejsze etapy w górach sporo nam wyjaśniły. Myliliśmy się, wcześniej obstawiając, że „góralskie tańce” zaczną się w piątek. Ten dzień minął w miarę spokojnie. Wygrana Nieve nie sprawi, że ekipa Sky wróci do domu zadowolona, ale jak mawiają, lepszy rydz niż nic.

Monumentalny 14. etap okazał sie przełomem w wyścigu, choć bardzo długo się na to nie zanosiło. Ziewaliśmy z nudów, psiocząc, że znów ucieczka zgarnie nagrody, a faworyci „dadzą sobie psztyczka” na paru końcowych kilometrach.

14e kruiswijk chavesAle gdy zaczęli wspinaczkę na przełęcz Giau, wstąpił w nich inny duch. Za sprawą Astany, która narzuciła mocne tempo, niespodziewanie szybko pozbawiając duet Movistaru obstawy. Po świetnej zmianie Fuglsanga, prawdziwej rzezi dokonał Michele Scarponi. Odpadnięcie po raz ostatni jadącego w różu Amadora przyjęto „z pełnym zrozumieniem”, natomiast kryzys Valverde sprawił, że temperatura wyścigu natychmiast się podniosła.

I pewnie wszystko skończyłoby się zgodnie z planem, gdyby końcowego ataku Rekina z Messyny nie skontrowali niespodziewanie Kruiswijk z Chavesem. Wyglądało to, jakby byk nagle wyprowadził w pole matadora (śpiewał o tym Młynarski, video poniżej) i skonsternowany Sycylijczyk zupełnie stracił rezon, nie bardzo wiedząc, co z tym fantem począć.

14e chaves metaNiestety, koła najlepszych w tym dniu górali nie zdołał utrzymać Rafał Majka. Wyraźnie zmęczony etapem Polak, wprawdzie przyjechał z Zakarinem przed liderami Movistaru, ale do prowadzących stracił dwie i pół minuty.

wyniki 14. etapu

Prowadzący duet doścignął wcześniejszych uciekinierów i pokonał ich na końcowych metrach, ratując „honor” tego wspaniale skonstuowanego etapu. Wygrana Chavesa to, jak dotąd, jeden z najfajniejszych momentów 99. Giro d’Italia.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Co wiemy przed dzisiejszą czasówką?

14e kruiswijkPo pierwsze, znamy skład podium wyścigu, choć nie zaryzykujemy jeszcze przydziału numerków z miejscami. Prowadzący w GC Kruiswijk, Nibali i Chaves mają czasową przewagę, a biorąc pod uwagę, iż są trójką zdecydowanie najlepszych wspinaczy, nie powinni dać się już z podium zepchnąć. Tym bardziej, że po sobotnim laniu, morale rywali zostało mocno nadgryzione.

Po drugie, Rafał Majka ma wciąż szanse na swój (i Polaka) najlepszy wynik w Giro. Czwarte miejsce jest w jego zasięgu, zakładając, że etapy 19 i 20 odbędą się na zaplanowanej trasie. Co niestety nie jest dziś do końca pewne.

costa ricaPo trzecie, Andrey Amador nie poprawi swego najlepszego osiągnięcia sprzed roku, ale wtedy nie nosił różowej koszulki, więc teraz jego występ będzie bardziej zapamiętany. A Pałac Prezydencki w San José będzie od teraz pieszczotliwie nazywany Różowym Domkiem. Kostarykanie udowodnili, że można. My mieliśmy tęczową koszulkę i co? Pomyślał kto, żeby Pałac na tęczowo? Zresztą może i pomyślał, ale pewnie Straż Pożarna się nie zgodziła.

Po czwarte, Bob Jungels już chyba poniżej 12. miejsca nie spadnie. Nad kolejnym w GC Pirazzim ma ponad 7 minut przewagi. Raczej nie zanosi się, by musiał oddać komuś białą koszulkę.

Po piąte, odwaga popłaca. Kanstantin Siutsou dzięki sobotniej ucieczce wskoczył do top 10 i ma szanse już tam pozostać do końca.

Po szóste, podjazdy na mniejszych wysokościach, a wspinaczka powyżej dwóch tysięcy metrów, to jednak olbrzymia różnica. Niby wiadomo to od dawna, ale wciąż się o tym zapomina.

Zobaczymy, co dorzuci do naszego stanu wiedzy dzisiejszy etap. Zakłada się, że różnice między GC contenders nie będą wielkie, niewykluczone jednak, że ktoś wyczerpany wczorajszym wysiłkiem może efektownie „strzelić”.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Chaves superstar

14e chaves faceJohan Esteban Chaves jest bez wątpienia najbardziej sympatycznym kolarzem tegorocznego Giro. Czarujący zabójca z buzią aniołka, radośnie uśmiechający się do wszystkich wokół, a do tego obdarzony sporym poczuciem humoru. Kamera takich kocha, więc maleńki Kolumbijczyk szybko wspina się po medialnej drabinie.

Polubiliśmy go już wcześniej, na zeszłorocznej Vuelcie, gdzie ujął nas swym niekonwencjonalnym zachowaniem. Teraz, już bardziej pewny siebie, oswojony z kamerą, po prostu sypie fajerwerkami.

Wcześniej, po jednym z etapów pytano go, czy będzie pozował do zdjęć w indiańskim poncho, jak Wielki Wódz Quintana. Tak ubierają się wieśniacy, ja jestem z miasta – podsumował pytającego dziennikarza kolarz Oriki.

Wczoraj błysnął refleksem, gdy Flecha i House zapytali go, jak się widzi w roli faworyta i czy może walczyć o zwycięstwo w wyścigu. To wy jesteście fachowcami, więc wy mi to powiedzcie – zaripostował bez chwili namysłu roześmiany „chłopak z miasta”.

Niech wygrywa jak najczęściej. Telewizja z nim wydaje się weselsza i ciekawsza.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Czas na czasówkę.

boss