Le Tour 1986: Atak Borsuka

 

Le Tour 1986 – dla wielu kolarskich ekspertów the best bike race ever. Złota era kolarstwa – czasy jeszcze bez „dwóch s”, czyli strzykawek i słuchawek. Ponieważ Tour ’86 sam w sobie jest absolutnie skończonym arcydziełem, planuję w ten czy inny sposób uwiecznić go w Filmotece Arcydzieł. Tam znajdzie się czas i miejsce na bardziej szczegółowy opis.

Dla MB? skradnę z tego tortu parę wisienek, by przed startem tegorocznej Wielkiej Pętli zawiesić współczesnym asom poprzeczkę.

W oszczędny sposób postaram się naświetlić okoliczności. Rok wcześniej najsilniejszy, zdaniem świadków, kolarz wyścigu, Greg LeMond, godzi się z team orders i doprowadza kolegę z La Vie Claire, Bernarda Hinault, do piątego zwycięstwa w Tourze. W zamian uzyskuje obietnicę Hinaulta i właściciela ekipy, Bernarda Tapie, że rok później drużyna pojedzie dla niego. Borsuk ma jednak własny plan i ani myśli dotrzymać porozumienia.

Po prologu i jedenastu etapach wyścig wjeżdża w Pireneje. Hinault ma nad LeMondem 49 sekund przewagi, lecz obaj są jeszcze poza pierwszą trójką. Liderem jest… who cares? W kolumnie wyścigu mówi się tylko o wielkim pojedynku kolarzy La Vie Claire, choć oficjalnie wszystko jest OK i utrzymywana jest wersja o współpracy.

Liczący 217,5 km 12 etap z Bayonne do Pau teoretycznie ma być przystawką przed najeżoną szczytami 13-tką. Ale Hinault nie zamierza czekać. To lekcja poglądowa dla dzisiejszych „niewolników ostatniego podjazdu”, wahających się, czy atak 3 km przed metą nie jest przypadkiem zbyt ryzykancki. The Badger atakuje wcześnie wraz z noszącym te same barwy Jean-Francois Bernardem, szachując Amerykanina, któremu tak wprost nie wypada kasować odjazdu „kolegów”. Trójkę uciekinierów uzupełnia Pedro Delgado, zawsze skory do takich „awanturniczych wypraw”. Szybko zdobywają kilka minut przewagi.

 

Borsuk dopina swego i zakłada żółtą koszulkę. Nad wiceliderem, LeMondem, ma 5 minut i 25 sekund przewagi. Co działo się dalej, wkrótce. Stay tuned.

Krzysztof Suchomski