Giro 2016 (2): Równanie z kilkoma niewiadomymi

 

pinkNa temat legend o nieprzewidywalności Giro d’Italia wypowiadaliśmy się wielokrotnie. Zreasumujmy to w telegraficznym skrócie. Corsa Rosa jako pierwszy z Wielkich Tourów nie daje wielu okazji na wcześniejsze rozeznanie w siłach grand-tourowych faworytów. Wytypować kogo na co stać jest trudniej niż w kolejnych trzytygodniówkach. Często zatem mamy w majowej imprezie do czynienia z (używając terminologii wojskowej) tak zwanym rozpoznaniem bojem.

Z drugiej jednak strony, patrząc na listę zwycięzców ostatnich lat i przyjmując, że wyraz pisany Scarponi należy czytać jako Contador, to pominąwszy 2012 rok i Hesjedala, nie byłoby się do kogo przyczepić. Jeden po drugim, faworyci jak z obrazka.

maglia rosa2Idąc tym tropem: wygrywa, kto ma wygrać, a bałagan robi się na dalszych pozycjach. I tenże to nieporządek, zakłócający wcześniej założone hierarchie, powoduje wrażenie owej wspomnianej nieprzewidywalności. Tym bardziej, że chimeryczna aura dokłada do pieca, potęgując poczucie niepewności.

Pewniak plus bałagan – to najkrótsza charakterystyka schematu, jakim posłużymy się w straceńczej próbie przewidywania wydarzeń na trasie, opisanej w pierwszej części zapowiedzi naszego ulubionego wyścigu etapowego. A rozwijając powyższy skrót myślowy, najpierw spróbujemy określić założenia o jako tako przyzwoitym prawdopodobieństwie, a potem zajmiemy się rozważaniami o wyższym stopniu abstrakcji.

Najważniejsze z szeregu pytań, które dziś ośmielimy się postawić, brzmi: kto wygra? Giełda już dawno wytypowała dwóch głównych faworytów tegorocznego Giro, nie będziemy więc udawać, że doszliśmy do tego po żmudnych godzinach analiz i zawiłej ścieżce dedukcji. Wygra Vincenzo Nibali albo Mikel Landa (kolejność „po starszeństwie”, bo szanse są fifty-fifty). Powyższe twierdzenie stanowi nasze Założenie nr 1.

nibaliZa Rekinem z Messyny przemawia spryt i doświadczenie, najmocniejszy garnitur pomocników oraz przysłowie, że gospodarzom nawet ściany pomagają – lepsza znajomość niuansów trasy nieraz okazywała się w kolarstwie wygrywającą kartą. W formie z 2013 roku byłby faworytem nie budzącym wątpliwości. Ale wówczas na Trentino potrafił profilaktycznie przetrzepać skórę Wigginsowi, podkopując jego morale, zaś tym razem takiej demonstracji siły nam poskąpił. Najwyraźniej, jego sztab zakłada, że optymalna forma będzie wykuwana w „ogniu walki”.

Bask (który ostatnio kreuje się na bardziej brytyjskiego od parasola) ma do pomocy drużynę mniej „wypasioną” od największego konkurenta. Główne siły jego nowej ekipy zdecydowanie kierowane są na Tour de France. Niemniej, to jednak Sky Team. Bogatemu diabeł dzieci kołysze, więc szeroko rozumiane zaplecze będzie prima sort – wszystko, co sobie tylko zamarzy… za wyjątkiem campera. Rutyną też ustępuje Sycylijczykowi, lecz specyfikę Giro zna już na tyle, że powinien uniknąć frajerskich błędów. To co w nim najlepsze to zwierzęca wola walki, kolarska drapieżność, która każe mu „zapominać” o taktycznych założeniach, team orders i tym podobnych hamulcach. Późno wszedł w sezon, więc jego fizyczne możliwości nie są rozpoznane. Jeżeli będzie w dyspozycji zbliżonej do zeszłorocznej, to jedynym zadaniem sztabu Brailsforda będzie sprawne zapewnienie mu zaopatrzenia w żywność, napoje, ciepłą odzież i części zamienne. Jeśli spróbują zagłuszyć jego predator instinct gorsetem taktycznych zaleceń i kilobajtami komputerowych wykresów, zrobią krzywdę jemu, sobie, nam i wyścigowi.

To, że jeden z nich wygra, wcale nie oznacza, że drugi skończy wyścig jako… drugi. Historia uczy bowiem, że ten drugi przegrywa nierzadko wskutek okoliczności nagłych i niespodziewanych, zwanych potocznie pechem. A pech oznaczać może między innymi wycofanie z wyścigu lub poniesienie niemożliwej do zniwelowania straty.

majka veultaNajważniejsze mamy przerobione, możemy spokojnie przejść do następnych założeń z asortymentu „pewniaków”. Założenie nr 2 dotyczyć będzie naszego asa atutowego, Rafała Majki. Przyjmujemy, że jest do trudów Corsa Rosa starannie przygotowany, co powinno oznaczać jakość lepszą niż na edycji z 2014 roku. Od tego czasu Rafał zmężniał nam fizycznie i psychicznie. A skoro lepszy kolarz, to i miejsce wyższe i tym sposobem top 5 definiujemy jako plan minimum, a „pudło” jako target.

Żeby już się nie rozdrabniać (i skończyć wypracowanie zanim siostra oddziałowa zgasi światło), Założeniem nr 3 załatwimy część spraw hurtowo. Otóż jest grupa szeroko rozumianych pretendentów do zaszczytów, nagród i premii, którzy będą (jeśli nie zrobią sobie krzywdy) stanowić „masę wypełniającą” pierwszą dziesiątkę generalnej klasyfikacji. Widzimy w tym gronie: Rigoberto Urana, Domenico Pozzovivo, Stevena Kruiswijka, Alexandre Genieza i Rydera Hesjedala (jednego z trzech startujących ex-zwycięzców Corsa Rosa), ale żadnego z nich nie podejrzewamy o skok na podium. Przedział od 4 do 10 powinien stanowić ich niszę środowiskową. Przy czym 4, tak raczej w porywach, bo bardziej 6 nam tu pasuje.

Założenie nr 4 będzie miało nieco inny charakter. Uznaliśmy za pewne (choć nie aż tak bardzo, jak przyszły upadek Unii Europejskiej), że kilku znanych zawodników z różnych przyczyn (brak formy, brak motywacji, inne priorytety) nie znajdzie się w czołowej dziesiątce wyścigu. Wśród nich Tom Dumoulin, Diego Ulissi, Przemysław Niemiec, Mikel Nieve i Carlos Betancur.

Jak zapewne sprawnie policzyliście, wspomnianej w trzecim założeniu masy wypełniającej jest ździebko za mało, by zakleić „ubytki” w tabeli. To nie błąd w sztuce, a celowy zabieg. W pozostałe miejsca „w dychu” zgrabnie wskoczą nam kolarze, o których parę słów poniżej. W tym celu musimy się jednak przetransferować do działu „Bałagan”. Schodami ruchomymi zjeżdżamy na niższą kondygnację i wpadamy między regały listy startowej, węsząc i tropiąc niczym reporter szukający roweru z napędem atomowym.

Na tym piętrze przewidujemy nieprzewidywalne, czyli te wszystkie zaskoczenia, olśnienia, zasadzki i tym podobne niespodziewajki, którymi obficie obsypie nas 99. edycja Giro d’Italia. Ale przede wszystkim szukamy odpowiedzi na zagadki, a przynajmniej te z nich, które są istotne dla losów wyścigu.

valverde FW2014Pierwsza niewiadoma, o kapitalnym wręcz znaczeniu dla naszego równania, pozwalającego nam z precyzją niemal laboratoryjną ustalić pożądaną, sprawiedliwą i politycznie słuszną kolejność klasyfikacji generalnej, to Alejandro Valverde. Pewnie nie każdy się z nami zgodzi. Zwycięzca spod Huy przez wielu zaliczany jest raczej do pewniaków. No bo jak to? Ma już na koncie i podia i nawet wygraną w Wielkim Tourze. I przecież to Valverde!

Zgadza się. Valverde. Ale inny niż ten, którego znamy jak własną kieszeń. Jeśli ktoś po tylu latach stabilnego i regularnego kolarskiego żywota, wywraca do góry nogami kalendarz startowy, to w naszym rozumieniu przestaje być pewniakiem i staje się zagadką. Niezależnie od klasy, której nikt mu nie ujmuje. Jest tym bardziej niestabilnym elementem ukladanki, że o jego losach w wyścigu może w dużej mierze zadecydować pogoda. Im gorsza, tym dla niego lepiej. Jego szanse na wysokie (w tym i podiumowe) miejsce rosną proporcjonalnie do liczby odwołanych górskich podjazdów. W skrajnym przypadku (do którego dojść nie powinno) mógłby nawet okazać się Van Avermaetem tegorocznej edycji.

zakarin 2016Niewiadoma numer dwa nosi nazwisko Ilnura Zakarina. Tatar z Katiuszy cieszy się sporym powodzeniem w przedwyścigowych notowaniach. Zauważamy, że daje mu się nawet nieznacznie wyższe szanse niż naszemu Rafałowi. Pierwszy raz stanie do poważnej walki o podium generalnej klasyfikacji Wielkiego Touru. Ale też nie jest debiutantem – przetarcie zaliczył w ubiegłym sezonie. Zakarin da sobie radę i w górach i na czasówkach. Nie raz udowadniał, iż wobec utytułowanych rywali nie przejawia żadnych kompleksów. Wątpliwość budzi jego dotąd dobrze nie sprawdzona regularność, jednak pożądana w trzytygodniowych zmaganiach. Innego rodzaju wątpliwości także wysuwane są w niektórych okołokolarskich gremiach, na szczęście chłopak nie zna obcych języków, nie musi więc sobie zawracać głowy tym, co na jego temat wypisują tu i ówdzie. Jego „niespodziankowy” potencjał sięga od  podium (łącznie z jego najwyższym stopniem) po przedwczesne pożegnanie z imprezą.

Kolejna istotna dla końcowej tabeli niewiadoma dotyczy tego, jak wytrzyma trudy Giro (zwłaszcza zimowe warunki) „kieszonkowy” wspinacz Johan Esteban Chaves. Wesoły, sympatyczny Kolumbijczyk świetnie radził sobie na Vuelcie, jednak włoski tour to całkiem inny klimat i wyższa skala trudności.

Zupełnie innego typu zagadkę stanowi Andrey Amador. Czwarty przed rokiem, kolarz Movistaru, będąc liderem drużyny byłby pewniakiem do pierwszej dziesiątki. Istnieje jednak spore prawdopodobieństwo, że zostanie poświęcony w interesie zespołu stawiającego na walkę o laury dla Valverde.

Widoki na miejsce w top 10 rysowały by się przed kolarzami Astany: Jacobem Fuglsangiem i Tanelem Kangertem. W ich przypadku niewiadoma polega na pytaniu, czy Astana po ubiegłorocznych doświadczeniach z niesubordynacją Landy, nie będzie „dmuchała na zimne”. Niewykluczone, że tawariszcz Vino, z góry wykluczy ewentualność jakiejkolwiek wewnętrznej rywalizacji i pomocnicy Nibalego zostaną we właściwym momencie „wycofani na z góry upatrzone pozycje”.

maglia rosaPadło już kilkanaście nazwisk, wciąż jednak mamy przeświadczenie, że przewrotna Corsa Rosa wyjmie jeszcze jakiegoś asa z rękawa. Dlatego rzucimy dodatkowo parę kandydatur. Ponieważ wybraliśmy je w myśl powiedzenia „w tym szaleństwie jest metoda”, prosimy nie oczekiwać od nas naukowego uzasadnienia. Stajnia „czarnych koni” pomieściła Tima Wellensa, Primoža Rogliča, Sergeya Firsanova, Davide Formolo, Johna Darwina Atapumę Simona Clarke’a.

Klasyfikacja generalna wzbudzać będzie w oczywisty sposób najwięcej emocji, a parę zdań poświęcimy także zawodnikom walczącym w klasyfikacji punktowej. Osiem sprinterskich koncówek zgromadziło na starcie imprezy pokaźne grono asów sprintu. Marcel Kittel, Andrè Greipel, Ilia Viviani, Sacha Modolo, Arnaud Dèmare, Caleb Ewan, Giacomo Nizzolo, Kuba Mareczko, Matteo Pelucchi i Moreno Hofland – to ci, którzy zapewnią nam odpowiednią porcję wrażeń na grupowych finiszach. Ilu z nich dotrwa do Turynu, to całkiem inna sprawa.

Kibicujemy, rzecz jasna, Polakom, których na liście startowej znalazło się czterech. Oprócz wspomnianych Majki i Niemca, zobaczymy też na włoskich szosach Pawła Poljańskiego i debiutującego Łukasza Wiśniowskiego.

No i tyle. Przebieg Giro d’Italia 2016 i tak to wszystko surowo zweryfikuje, ale co sobie popisaliśmy, to nasze. Kibicowanie również i na tym polega. A pod koniec maja popatrzymy na oficjalne, urzędowo potwierdzone wyniki i trochę się pośmiejemy. Bo śmiech to zdrowie.

Krzysztof Suchomski

Giro 2016: Vegni podejmuje wyzwanie