Merckx, po raz pierwszy

 

W roku 1969 człowiek po raz pierwszy wylądował na Księżycu. Cóż za efektowne zakończenie trwającego ćwierć wieku powojennego boomu. Dla Zachodu był to czas niespotykanej wcześniej prosperity, na co my mogliśmy sobie ukradkiem zerkać zza „żelaznej kurtyny”. W USA prezydentem został Nixon, we Francji Pompidou zastąpił De Gaulle’a – kto ich dziś pamięta? Wtedy pupile pierwszych stron gazet, dziś tkwią w poczekalni do podręczników historii.

Kończy się czerwiec. Establishment z pewnym zaniepokojeniem oczekuje lipca. Lato poprzedniego roku przyniosło falę młodzieżowej rewolty, która przetoczyła się przez miasta Ameryki i Europy. W Czechosłowacji Układ Warszawski „rozwiązał problem” czołgami. W tzw. wolnym świecie metody perswazji musiały odpowiadać bardziej duchowi nowej epoki. Trwa rewolucja obyczajowa szalonych lat sześćdziesiątych. Na Broadway’u od 2 lat nieprzerwanie wystawiają musical Hair, w Londynie święci triumfy rock-opera Tommy. Woodstock Festival ma być wkrótce kulminacją rozkwitu kultury dzieci – kwiatów. Ale to się wydarzy dopiero w sierpniu.

20 lipca 1969 amerykański astronauta Neill Armstrong, jako pierwszy człowiek, stawia stopę na powierzchni Księżyca. Tego samego dnia belgijski kolarz, Eddy Merckx, po raz pierwszy zwycięża w wyścigu Tour de France. Zwycięża – to delikatne określenie, zważywszy na masakrę, jakiej dokonał. Najbliższy rywal traci do niego blisko 18 minut, 5. w klasyfikacji – ponad pół godziny, 10. – prawie godzinę. Eddy nie pozostawia przeciwnikom ani złudzeń, ani trofeów. Zabiera do domu komplet koszulek, wygrywając we wszystkich klasyfikacjach. Tak wygląda z kolei rewolucja w kolarstwie szosowym – początek ery Kanibala.

W 40. rocznicę tego wydarzenia belgijski, francuskojęzyczny nadawca, RTBF, nakręcił dokumentalny film opowiadający nam, jak to się stało. Cosmo Catalano mógłby Wam to streścić w parę minut, ale w takich przypadkach przychylam się bardziej do powiedzenia Bernarda Shaw: Pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł. 52 minuty nie powinny się prawdziwym fanom kolarstwa dłużyć.

Co w nich znajdziecie? Krótkie fragmenty wszystkich etapów, a po każdym z nich z specjalne komentarze. Przede wszystkim samego Merckxa, z dumą wspominającego tamte czasy. Ale również członków jego rodziny, kolegów z drużyny FAEMA (którzy z dla uświetnienia rocznicy znów wsiadają na rowery), szefów Tour de France, znanych dziennikarzy, a nawet zaprzyjaźnionych z Kanibalem słynnych belgijskich piłkarzy.

W peletonie gwiazdy tamtych lat: Poulidor, Gimondi, Pingeon, Altig, Janssen, Ocana, Van Impe, De Vlaeminck, Van Looy, Basso. Po raz kolejny mam okazję cieszyć się ze spotkania ze „znajomymi” z Wyścigu Pokoju: Josephem Spruytem, Hermanem Van Springelem, Rogerem Sweertsem, Bernardem Guyot.

A z jeszcze większym sentymentem wysłuchałem listy przebojów lata ’69. Każdemu etapowi towarzyszy inny utwór muzyczny z tamtego roku, co pięknie wprowadza widza w niepowtarzalny klimat lat sześćdziesiątych.

Lato 1969. Miałem jeszcze 3 lata do matury i świat wydawał mi się bardzo przyjaznym miejscem.

Mija właśnie 45 lat od pierwszego zwycięstwa Eddy’ego w najważniejszym kolarskim wyścigu. Warto to uczcić. Zapraszam do wehikułu czasu.
Krzysztof Suchomski