100. DE RONDE (2): Gladiatorzy

 

Motto: Flandria to jeden z najokropniejszych wyścigów do przejechania i jeden z najwspanialszych do wygrania. (Sean Kelly)

 

Przeczytałem wczoraj tweeta (i podaję informację za Cillianem Kelly), z którego wynika, że w najbliższą niedzielę, po raz pierwszy w historii De Ronde staną przeciwko sobie dwaj konkurenci mający na koncie trzy zwycięstwa w tym monumencie. W dziewięćdziesięciu dziewięciu edycjach coś takiego nigdy się nie wydarzyło. Dlaczego? Wiadomo. „Coś takiego” czekało sobie na okrągły jubileusz.

cance boonenPopuśćmy wodze fantazji. Obaj urywają się rywalom na Paterbergu i zgodnie współpracując dojeżdżają w pobliże mety, by stoczyć pasjonujący pojedynek o to, kto z nich będzie jedynym poczwórnym triumfatorem. Niesamowite. 100 edycji i nikt tu nie wygrał więcej niż trzy razy. Zresztą tych potrójnych szczęśliwców było w historii imprezy raptem sześciu.

Opisany wyżej pojedynek chyba pozostanie na zawsze w sferze wirtualnej rzeczywistości. Prawdopodobieństwo przedstawionego rozwoju sytuacji oceniamy jako nikłe, aczkolwiek niezerowe. „Winę” za taki stan rzeczy ponosi Tornado Tom, którego forma od trzech sezonów systematycznie spada. Jeżeli Boonen nie był zdolny do włączenia się do walki o podium w ubiegłym roku, tym bardziej trudno liczyć na niego teraz.

W odróżnieniu od Fabiana Cancellary. Zmotywowany chęcią postawienia w pożegnalnym sezonie kropki nad „i”, Szwajcar tryska werwą już od końca stycznia. Nie jest to może Cancellara z 2010 roku, ani ten z 2013, ale obecną jego formę przyrównać do tej, która w 2014 zapewniła mu trzeci triumf we Flandryjskiej Piękności już byśmy się odważyli. Szansa, że 3 kwietnia zobaczymy Spartakusa na podium jest, jak na kolarstwo, bardzo duża. Czy na najwyższym stopniu? Aaa… to już inna historia.

Za jego zwycięstwem przemawiają: doświadczenie i technika pokonywania bruków, siła psychiczna oraz znakomita znajomość własnego organizmu. Chcieliśmy napisać, że ma zapewnione wsparcie całej ekipy, lecz po E3 Prijs mogłoby to nabrać żartobliwego wydźwięku.

Przeciw niemu świadczą: mniejsza niż w 2014 dynamika i szybkość finiszowa, a także fakt, że nie tylko nikt mu nie odpuści odjazdu, ale i nie pomoże gonić. Zwyczaj ustawiania się w wachlarzyku za Cancellarą jest obowiązującym od ładnych paru sezonów obrządkiem ludowym. Mają chłopaki szacunek i nawet kawałka nosa przed koło Szefa nie wystawią.

van avermaetZ tego względu naszym największym faworytem staje się Greg Van Avermaet i jego ustawiamy na pole position. Waleczny kolarz BMC robi stałe postępy, mentalnie i taktycznie dojrzewa z każdym sezonem i wydaje się, że dorósł już do zwycięstwa w monumencie. A skoro tak, to w jakim jeśli nie we Flandrii? Toż to Flamand.

Za: odwaga w podejmowaniu ryzyka, coraz lepszy timing, szybkość po wysiłku, dynamika na podjazdach (przyda się na Paterbergu) – to klasyczny puncheur, wsparcie silnej ekipy.

Przeciw: ciężar odpowiedzialności – przez lata w cieniu Boonena i Gilberta, teraz to on musi ponieść flagę Flandrii.

GW16 finiszNastępny w paradzie faworytów ustawia się Peter Sagan. W końcu mistrz świata – noblesse oblige. Zapomnijmy o żartach z jego seryjnych drugich miejsc. Słowak monumenty brukowe traktuje bardzo poważnie. Wydaje się nawet, że przygotowuje się do nich staranniej niż do Primavery. Choć najpierw zmartwił swoich fanów kiepsko rozegraną końcówką dwustuparokilometrowego E3 Prijs Harelbeke, gdzie wyraźnie go przytkało. Szybko jednak odbudował wiarę swych wyznawców, zwyciężając w dłuższym (243 km) Gent – Wevelgem i posyłając rywalom czytelny sygnał: nie pogrywajcie sobie z mistrzem.

Za: przyspieszenie i szybkość finiszowa, dynamika na podjazdach, panowanie nad rowerem, kozacka fantazja.

Przeciw: chyba jednak można go zmęczyć długim mocnym tempem, nie będzie miał partnerów do pomocy.

terpstra 2016Słowaka widzimy jednak w drugim rzędzie faworytów, za wyżej wymienioną parą. Obok niego ustawiamy Nikiego Terpstrę. Po tym, co dotąd obejrzeliśmy, wydaje się najrozsądniejszą opcją ekipy Etixx na lidera drużyny. Jednak Bóg jeden wie, jakimi ścieżkami powędrują myśli Patricka Lefevere. Po tym, jak tu właśnie, we Flandrii, wycofał do tyłu jadącego po zwycięstwo własnego kolarza (Sylvain Chavanel w roku 2011), nie ma już granic głupoty, której nie potrafiłby przekroczyć.

Za: silnik lokomotywy spalinowej, technika jazdy po bruku, zdolność podjęcia ryzyka i wyczucie momentu ataku, umiejętność solowej jazdy na długim odcinku, dobrze radzi sobie w deszczu (gdyby popadało).

Przeciw: taktyka zespołu, traci siły zbyt często „ciągnąc” pogoń za uciekinierami, stosunkowo niewielka szybkość i mało skuteczny finisz z nielicznej grupy, ustępuje puncheurom dynamiką na sztywnych podjazdach.

stybarMamy zatem czwórkę najpoważniejszych pretendentów i oni tworzą naszą, jak powiedziałby miłośnik i propagator golfa, senator Andrzej Person, „krótką listę”. Za nią plasuje się grupka tych, których zwycięstwo absolutnie by nas nie zaskoczyło. Nie drgnie nam nawet powieka, gdy metę pierwszy minie Zdenek Stybar. Jest z pewnością do tego zdolny, pozostają jednak w mocy, podobnie jak w przypadku Terpstry, wątpliwości co do skutków taktyki zespołu. To znaczy powinno ich nie być, bo przecież Lefevere zapowiedział: pojedziemy jak zawsze. Czyli kupą, mości panowie.

Za: spryt i duża doza egoizmu (w takich warunkach popłaca), intuicja i dobry timing, szybkość po wysiłku (choć Saganowi czy Van Avermaetowi nie podskoczy), praktyka przełajowa – radzi sobie w trudnym terenie i przy kiepskiej pogodzie.

Przeciw: taktyczne rozdwojenie jaźni, wydaje się w słabszej dyspozycji fizycznej niż przed rokiem.

kristoff flandria 2015 Nie wypada pominąć obrońcy tytułu, choć nie jest to jedyny powód, dla którego umieszczamy na nieco poszerzonej liście faworytów Alexandra Kristoffa. Lider Katiuszy nie jest może w tak wybornej formie jak przed rokiem, ale któż nie zagwarantuje, że czerwona rakieta nie odpali  dopiero w najwłaściwszym momencie?

Za: siła i odporność na trudy trasy i warunki pogodowe, mocna psychika, szybkość i długi finisz.

Przeciw: brak Paoliniego (po Koppenbergu może zostać bez pomocników) i jednak ta dyspozycja, sprawiająca, że można będzie go zgubić.

vanmarcke seppSep Vanmarcke, to kolejny z Flamandów, który do drzwi monumentów puka już od dłuższego czasu. Łapał się wcześniej na podia De Ronde i Piekła Północy, nie wygrał jednak nic ważniejszego od Omloop Het Nieuwsblad.

Za: końska wytrzymałość, odporność, umiejętność jazdy w pogorszonych warunkach, bruki i bergi to jego żywioł, jest niekwestionowanym liderem i ma wsparcie doświadczonej ekipy.

Przeciw: można go oszukać, wyprowadzić w pole, trudno byłoby nazwać go finezyjnym taktykiem – posługuje się bardziej siłą niż głową, w sprincie wolniejszy niż najważniejsi rywale. No i ma człowiek pecha.

e3 kwiatoZ niekłamaną satysfakcją umieszczamy w tym zaszczytnym gronie Polaka, Michała Kwiatkowskiego. Zwycięstwem w Harelbeke dowiódł, że krótki brukowy staż nie musi być wcale barierą nie do przeskoczenia. Przekonał też do siebie sztab szkoleniowców Sky, którzy dotąd większe nadzieje lokowali w ardeńskich startach naszego mistrza. Wytypowano go liderem zespołu, a dla wzmocnienia jego pozycji, wsparto go polskim partnerem i przyjacielem, Michałem Gołasiem.

Za: śmiałość charakteru (pozytywnie rozumiana „bezczelność”) i brak kompleksów, finiszowa szybkość po wysiłku, wsparcie mocnej ekipy, umiejętność dogadywania się w ucieczkach i współpracy z kolarzami innych zespołów.

Przeciw: jednak Flandria to nie to samo co E3 Prijs i bruki mogą w końcówce odebrać mu siły, zwłaszcza niszczący duet kwaremoncko – paterberski.

stannard omloop15W odwodzie Team Sky ma jeszcze Iana Stannarda. Już doświadczony, choć dopiero 28-letni Anglik będzie pełnił rolę kapitana ekipy i wspierał Michała, lecz jeśli ten nie będzie w stanie podjąć wyzwania, mocno zbudowany ex-torowiec z powodzeniem może powalczyć o podium.

Za: siła i wytrzymałość, upór i odporność psychiczna (niełatwo go pokonać), radzi sobie w gorszych warunkach atmosferycznych (nieczęste w Sky).

Przeciw: nie jest demonem szybkości, dotąd w monumentach wypadał słabiej niż w krótszych klasykach (choć mogło to też być spowodowane tym, że nie był w nich liderem, będąc w cieniu Wigginsa i Thomasa).

Uważamy za bardzo prawdopodobne, że zapraszając na podium zwycięzcę wyścigu, spiker wyczyta jedno z omówionych wyżej nazwisk. Naszym dzisiejszym celem było przede wszystkim wytypowanie triumfatora. Nie zamyka to oczywiście listy kolarzy, którzy w setnej edycji Ronde van Vlaanderen mogą odegrać znaczącą rolę i wycisnąć swoje piętno na losach tej rywalizacji. Nie wierzymy, żeby któryś z nich wygrał wyścig, lecz z pewnością nie będziemy zdziwieni wysokimi miejscami takich weteranów jak Filippo Pozzato czy Gaston Roelandts. Spodziewamy się, że blisko podium będą kręcić się (a przy sprzyjającym zbiegu okoliczności może nawet na nie wskoczą) Lars Boom, Tiesj Benoot, lub Edvald Boasson Hagen. Zdolny do tego będzie także Luke Rowe, z zastrzeżeniem, że Walijczyk jest dopiero czwarty w „kolejności dziobania” we własnej ekipie. Wyżej w hierarchii grupy stoi z pewnością jego rodak, Geraint Thomas. Rok temu powiedzielibyśmy, że będzie stuprocentowym pewniakiem na lidera teamu. Zwycięzca Paris – Nice przypomina nam jednak jeźdźca, który w pełnym galopie usiłuje przeskoczyć na innego wierzchowca. Wymogi wyścigów wieloetapowych i brukowych monumentów jednak mocno ze sobą kolidują. Godzono to całkiem zgrabnie niegdyś, w warunkach dużo wyższej uniwersalności kolarzy (gdy dopiero kiełkowały zalążki specjalizacji), dziś jednak „pożenienie” tak rozbieżnych celów nie wydaje się realne. Walijczyk mało w tym roku przejechał kilometrów na brukach. Możliwość odniesienia przezeń sukcesu „na świeżości” też mało przekonuje, gdyż na Wyścigu Dookoła Katalonii wykazywał mocne symptomy przemęczenia.

Nie wierzymy w przyjazd na metę większej grupy, w której mogliby jakoś „przemycić się” do końcowego sprintu gwiazdorzy tacy jak Andre Greipel czy Arnaud Demaré. Raczej spodziewamy się niewielkiej liczby rywalizujących o triumf gladiatorów bruków.

lista startowa Ronde van Vlaanderen 2016

Johan Museeuw, w sumie trzykrotny zwycięzca Vlaanderens Mooiste, broniąc tu swego pierwszego tytułu, w 1994 roku przegrał walkę na finiszu z Gianni Bugno o przysłowiowy błysk szprychy.  Specjaliści wyliczyli, że Włoch pokonał Lwa Flandrii o 7 milimetrów. To najmniejsza różnica na mecie w 103-letniej historii wyścigu. Nie mielibyśmy nic przeciw temu, by podobnie zacięty i emocjonujący finisz czekał nas w niedzielę.

Krzysztof Suchomski

100. De Ronde (1): Zachmurzony jubileusz

100. De Ronde (3): Amazonki