Kwiato w Niebie

 

e3 champs2Kiedy obserwowaliśmy dwójkę zmierzających do mety w Harelbeke mistrzów świata, z każdym kilometrem nabieraliśmy pewności, że Michał Kwiatkowski ogra na finiszu swojego długoletniego rywala, rówieśnika i serdecznego kolegę, Petera Sagana. Pół żartem, pół serio powiedzieć można, że trochę głupio byłoby Michałowi być tym jedynym, który w tym roku nie pokonał aktualnego mistrza świata w końcówce.

Oczywiście Polak nie miał zamiaru dodatkowo starego kumpla dołować. Wręcz przeciwnie, w wywiadzie udzielonym na mecie z empatią wypowiadał się o trudnej sytuacji mistrza, od którego w każdym starcie wymaga się zwycięstwa.

Te drugie miejsca Słowaka nie biorą się jednak wyłącznie z pecha. Nie pierwszy raz w końcówce trudnego, wyczerpującego wyścigu kolarz w tęczowej koszulce nie ma dość sił, by skutecznie finiszować. Może to kwestia wagi? Teraz, gdy Kwiato schudł na „skajowej” diecie, różnicę między nimi widać wręcz wyraziście. Sagan zaczyna przypominać Pudziana, a prawa grawitacji są nieubłagane.

e3 cance czekaZanim doszło do pięknego rajdu i finałowego pojedynku dwóch mistrzów świata, obserwowaliśmy z podziwem największą gwiazdę klasyków, Fabiana Cancellarę. Szwajcar wskutek defektu odpadł z prowadzącej w tym momencie ucieczki. Rywale (i to jacy, sama śmietanka) odjeżdżali, Spartakus stał bezsilnie na poboczu. Z nudów próbował parkingowego rzutu rowerem a la Wiggo, nie wychodziło to jeszcze za dobrze. Za to sposób, w jaki potem zatrzymał na środku drogi samochód ekipy Tinkoff, wróży mu świetlaną przyszłość w drogówce. Spartakusowy upór jest powszechnie znany. I tym razem Cancellara dowiódł swego żelaznego zdrowia i hartu ducha, po wielokilometrowej pogoni dochodząc czołówkę. Na odjazd mistrzowskiej pary nie mógł już zareagować, ale ukończył wyścig czwarty, wyprzedzając wielu mniej wyeksploatowanych konkurentów. Wśród nich kolarze Etixx, których taktyczna indolencja doczeka się chyba specjalnego hasła w Wikipedii. Mieli czterech zawodników w czołówce. Żal było patrzeć na zajechanego na śmierć Nikiego Terpstrę, który odwalał robotę za cały team. Jak się okazało niepotrzebnie, bo żaden z jego beztroskich kolegów nie zmieścił się nawet w pierwszej dziesiątce. Cóż, to ich zmartwienie, a my cieszmy się po prostu, że obu naszych Michałów już tam nie ma.

wyniki

Sky is the limit – popularne angielskie powiedzenie w przypadku Michała Kwiatkowskiego nabiera wieloznaczności. Wiele było nadziei i jednocześnie obaw związanych z podpisaniem przez mistrza  świata z Ponferrady kontraktu z Teamem Sky. Nadziei, bo przecież o „technologii” brytyjskiego zespołu opowiada się cuda. Mało kto wie lepiej od nich, jak wydobyć z kolarza to, co w nim drzemie. Wydobyć i rozwinąć. Właśnie na rozwój talentu naszego, przecież dopiero 25-letniego sportowca, tak bardzo liczymy. Obawy z kolei związane były z ogromną konkurencją panującą w brytyjskim teamie. Która sprawia, że niejeden kolarz, mogący gdzie indziej sprawować rolę lidera, tu musi pomagać lepszym od siebie.

Niepewni byliśmy zarówno co do roli, jaką Brailsford i jego sztab przydzieli Michałowi, jak i wytyczonej dla niego przez „laborantów” Sky „ścieżki kariery”. Sam zawodnik wiele razy sygnalizował swe zainteresowanie wyścigami wieloetapowymi. Jego zauroczenie Wielką Pętlą dla nikogo nie stanowiło tajemnicy. Obecna i przyszła specjalizacja Kwiatka była, jest i zapewne nadal będzie przedmiotem niemilknących polemik.

e3 kwiatoRozgorzeją one pewnie ze zdwojoną siłą po dzisiejszej wiktorii, która nam wszystkim sprawiła w przeddzień świąt tyle radości. Lepszego prezentu polscy kibice kolarscy nie mogli sobie wymarzyć. Polak wygrywa wyścig na brukach. I to nie byle jaki. Zacny klasyk, z piękną tradycją i zaliczany do elitarnego World Touru. Tego nam dotąd brakowało.

Jeszcze parę lat temu cieszyliśmy się, gdy kamera pokazała Sylwka Szmyda ciągnącego w górach czołówkę wspinaczy. Do wczoraj mieliśmy już mistrzostwo świata, podium monumentu, podium Wielkiego Touru, zwycięstwo w ardeńskim klasyku. Dziś dobraliśmy brakującą do sekwensu kartę – zwycięstwo w klasyku flamandzkim.

Czy można chcieć więcej? A pewnie. Są jeszcze „do wzięcia” olimpijskie medale, zwycięstwa w monumentach, koszulki wszystkich kolorów – czego dusza zapragnie. Sky is the limit. Dla niezwykle utalentowanego pokolenia polskich zawodniczek i zawodników nie ma rzeczy niemożliwych.

Krzysztof Suchomski