Primavera 2016: Jest Kwiato, jest zabawa

 

msr logoTo naszemu Michałowi zawdzięczamy, że impreza pod nazwą 107. Wyścig Mediolan – San Remo, późno bo późno, ale nabrała jednak kolorów. Do czasu akcji Polaka podjętej przed szczytem Poggio di Sanremo niewiele, jak na tak wyczekiwane wydarzenie, się działo. Powiedzmy to wprost: było nudno. Jeżeli tematyka zdecydowanej większości z tysięcy wysyłanych w trakcie jazdy kolarzy tweetów, obracała się wokół skalnego osuwiska na drodze i jego konsekwencji, to możecie sobie wyobrazić, że przebieg imprezy w fotel nie wbijał.

Trudno tu nawet mówić o jakichś próbnych galopach, czy tym podobnym, bo były to zaledwie nieśmiałe truchciki. Na Cipressie najważniejszym wydarzeniem była kraksa eliminująca z zabawy Matthewsa, Thomasa i (jak się wtedy zdawało) Démare’a. Odjazd Viscontiego ze Stannardem (później dobili Montaguti, Oss i Sabatini) był niczym lekki katar – wiadomo, że jak przyszedł, tak i zaraz przejdzie.

Pod Poggio jechali zwartym szykiem, zbici w gromadę, jakby spodziewali się, że lada chwila zza murków i krzaków wyskoczą na nich zaczajeni Indianie. Podjazd liczy 3 700 metrów. Nie jest to mało i można tu zrobić przewagę, czego świadkami byliśmy niejednokrotnie. Niemniej wytworzona w ostatnich latach świecka tradycja każe atakować dopiero na tych „końcówkowych” 700 metrach. Największą odwagą wykazał się Kwiato, któremu w smotnej drodze do szczytu udało się wywalczyć kilka sekund przewagi.

msr_kwiat_skyAch, co myśmy przeżywali. Ponferrada się przypomniała. Kwiato jechał w dół jak pocisk, ale za nim pogonili Nibali, Cancellara i Sagan. Razem czterech ze światowego Top Five zjazdowców. Ten zjazd, wiadomo – trudny, techniczny, nie taka autostrada, jaką ostatnio Thomas sobie pomykał za Contadorem. Piękna, błyskotliwa walka na serpentynach. Szlag nas trafiał na krecią robotę włoskich motocyklistów. Zawsze kręci się uciekiniera od przodu, teraz dwa motory akurat ustawiły się za Polakiem, skracając dystans dzielący go od goniącego Rekina.

Złapali naszego Michała już na dole, niecałe 1,5 km przed metą. Potem zagrał va banque Boasson Hagen, ale też nie dał rady. Karty rozdawał Pan Przypadek. Debiutant Gaviria popełnił jednak błąd (mimo, że dojechał już tak daleko) i upadając, utrudnił poważnie wyjście na dobre pozycje głównym faworytom. Cancellara miał za metą pretensje, nie tyle do Kolumbijczyka, co raczej do losu – na pecha musiał ponarzekać. Sagan, jak to on, zawsze znajdzie dobrą stronę w przegranej – mógł się pochwalić kolejną ekwilibrystyczną sztuczką, która uratowała go przed upadkiem. Zresztą, pocieszył się dużą porcją pizzy, uwieczniając to wydarzenie na zdjęciu. Kristoff uczciwie przyznał, że został za bardzo, by włączyć się do walki o podium.

msr finiszZ próżni i bezkrólewia, jakie powstało po skasowaniu akcji mistrza Norwegii, wyskoczył weteran Roelandts. Dogonili go dwaj najlepsi sprinterzy francuscy i Brytyjczyk Swift. Wydawało się, że dla zdecydowanie najszybszego w tym gronie, Nacera Bouhanniego, nadszedł moment sławy. Gdy miał ruszyć za wchodzącym na obroty kolegą z reprezentacji, przerzutka odmówiła posłuszeństwa. Mógł tylko bezsilnie walić pięścią w kierownicę, przyglądając się rywalom dzielącym się miejscami na podium.

Na najwyższym stopniu stanął pierwszy na mecie, Arnaud Démare. To pierwszy sukces Francuza w monumencie od czasów Jalaberta. Wiecie, jak to było dawno? Twittera nie było jeszcze na świecie.

Czy będzie to najszczęśliwszy dzień w życiu młodego kolarza FDJ, dopiero się przekonamy. Dwójka kolarzy, Matteo Tossatto i Eros Capecchi, oskarżyła Francuza o jazdę „na klamce” po upadku na Cipressie. Minął nas, mając dwa razy większą szybkość. To nie było normalne – twierdzą Włosi.

msr doubtsFrancuska ekipa gorąco zaprzeczyła, ale holenderski dziennikarz, Martijn Hendriks, wydobył na światło dzienne dane ze Stravy, ponoć potwierdzające wersję Włochów. Sytuacja zaczęła toczyć się jak w filmie sensacyjnym. Sobotnie dane pospiesznie zostały usunięte, co wywołało twitterową burzę i z małego zarzewia doprowadziło do pożaru. Ujawnienia danych domagał się sam Spartakus (strasznie rozmowny, swoją drogą), zaraz też ktoś przytomnie zgasił go słowami: lepiej ujawnij swoje z Flandrii 2010.

Dane Démare’a wróciły na swoje miejsce i oczywiście rozpoczęła się dyskusja nad tym, co z nich w międzyczasie usunięto, czy też poprawiano. Telewizyjna transmisja tego momentu nie objęła, toteż poszukiwane są amatorskie filmiki i zdjęcia. W globalnej wiosce nic się ukryje przed wścibskim wzrokiem sąsiadów. Pierwsza fotka już się pokazała.

msr klamkaSprawa jest „rozwojowa”, nie wiemy, jak i czym się zakończy, choć raczej wątpimy w próbę odebrania Francuzowi zwycięstwa. Popularności mu, ani jego ekipie, to jednak nie przyniesie, a przynajmniej takiej, na jakiej sportowcom powinno zależeć. Cierpi kolarstwo, niestety.

Krzysztof Suchomski