W kwestii jaj

 

Gdy sezon nabiera rozpędu, wszystko zdaje się kojarzyć z kolarstwem. Nawet tematyka tak z pozoru neutralna jak nabiał. Do tych rozważań sprowokował nas tekst dostrzeżony na portalu cyclingnews. Greg Van Avermaet wypowiedział się (a wypowiedź jego gorliwie upublicznił rzecznik prasowy BMC) na temat odwołania dzisiejszego etapu Tirreno – Adriatico. Trzeba mieć jaja, by podjąć taką odważną decyzję – wyjawił światu belgijski specjalista od klasyków.

Rozumiemy doskonale, dlaczego decyzja organizatorów wprawiła kolarzy BMC i ich rzecznika prasowego w tak szampańskie humory. Praktycznie przesądza ona losy rywalizacji w klasyfikacji generalnej na korzyść Tejaya Van Garderena. A przynajmniej w olbrzymim stopniu sprawę zwycięstwa ułatwia.

TA snowNiezależnie od tego, co naprawdę w spodniach nosi signore Mauro Vegni, ośmielamy się mieć przeciwne niż GVA zdanie. Podjęta w sobotę decyzja o odwołaniu niedzielnego etapu jest wyrazem nie odwagi, a konformizmu i asekuracji.

Mamy protokół pogodowy, który pomyślany jako próba uregulowania i ucywilizowania pozostawiającego dotąd wiele niedopowiedzęń obszaru, jest inicjatywą słuszną. Niestety, obawiamy się, że w praktyce dokument ów okazuje się znakomitą, zapewniającą spokojny sen wymówką. By podjąć szybką i łatwą decyzję i dalej nic nie robić. Wystarczy pokazać zdjęcie – jest śnieg? No jest. To odpuszczamy. Po co jeździć na wizje lokalne, po co uruchamiać służby drogowe (komu chciałoby się pracować w sobotni wieczór?), po co wykłócać się z Cancellarą? po co śledzić prognozy, monitorować sytuację, psuć sobie niedzielny poranek?

Nie jesteśmy za tym, by bezmyślnie ryzykować zdrowiem kolarzy. Ale chcielibyśmy mieć przedtem pełne przekonanie, że zrobiono absolutnie wszystko, by do rywalizacji kolarzy jednak doprowadzić. Od takiego przekonania jesteśmy dalsi z każdą upływającą dziś godziną, a właśnie oglądaliśmy zamieszczone w Twitterze przez Alessandrę De Stefano ujęcia, czarnej, całkowicie przejezdnej szosy.

odśnieżanieBo nie takie przeszkody w przeszłości usuwano. Właśnie tu, we Włoszech. Nieraz kolarze jechali w szpalerze zasp, po oczyszczonej z lodu i śniegu szosie. Pamiętamy całonocne walki o uratowanie etapu, pamiętamy napięcie towarzyszące temu i oczekiwanie na decyzje, często podejmowane tuż przed planowanym startem. Gdzie się podział ten duch walki? Ta wola rywalizacji? Ta determinacja organizatorów?

Zniknęły chyba bezpowrotnie. Jest protokół pogodowy – luzik, panowie.

A jaja, kolego Van Avermaet, to pokazują Duchesne i Contador.

Krzysztof Suchomski

P.S. Najnowsza fotka poniżej

szło jechać