Bosskie komentarze przy kawie #172

 

Determinacja mistrzów

zaczynamy sezonJedni mawiają, że prawdziwy początek kolarskiego sezonu ma miejsce w końcu lutego w Gandawie. Inni, że ten weekend rozpoczyna wiosnę, choć kalendarze, astronomia i aura mają w tej kwestii odrębne zdanie. Kto by się jednak nimi przejmował. Gdy w grę wchodzi kolarska tradycja, dla prawdziwego fana wszystko inne traci na znaczeniu.

Wyścig, przez lat wiele znany pod nazwą Omloop Het Volk, a po zmianie tytułu patronującej mu gazety, jako Omloop Het Nieuwsblad, inauguruje serię flandryjskich klasyków – dla niemałej części kolarskiej społeczności stanowiących najbardziej miodną część sezonu.

Pętla w Gandawie przypomina festiwal w Cannes – może nie jest najważniejszy, ale wypada się tam pokazać. Najlepiej w efektownej kreacji, żeby konkurencja zzieleniała z zazdrości. A cóż może być na taką okazję lepsze od tęczy mistrza świata?

I tak dochodzimy do nieuniknionego tematu, czyli mitu o klątwie tęczowej koszulki. Nie da się udawać, że coś takiego nie istnieje, że to zabobon i tak dalej. Media i tak nie odpuszczą, więc lepiej rozprawić się z prawdziwą czy też urojoną zmorą od początku, nie dać jej okrzepnąć i urosnąć w siłę.

omloopMistrzyni świata, Lizzie Armitstead, chwyciła byka za rogi już w pierwszym starcie. Wygrała w najbardziej przekonującym stylu, samotnie przejeżdżając linię mety. Nie planowałam rozegrać tego akurat w ten sposób, ale skoro tak wyszło… – skomentowała po dekoracji sukces szczęśliwa Brytyjka. Jej koleżanka z Boels – Dolmans, Chantal Blaak oraz Australijka Tiffany Cromwell uzupełniły podium.

Podobne zamiary miał w pogodne sobotnie popołudnie Peter Sagan. Nie musiał dojeżdżać sam. Wierzył w swój finisz i był przekonany, że w małej grupce da sobie z rywalami radę. Nie docenił zwodniczej końcówki OHN. Tu nie wygrywa szybszy, a silniejszy.

Zwykle do finiszu dojeżdża mała grupka, często duet. Zawodnicy wyczerpani są ucieczką, wysiłkiem włożonym w utrzymywanie przewagi, a końcowe metry wiodą lekko pod górę. Szybkość nie jest duża, to nie sprint „z rozpędu”. Wygrywa, kto na ten krótki moment zachował więcej „pod nogą”.

omloop 16Saganowi nie wystarczyło. Ograł go Greg Van Avermaet, z czwórki będącej zbiorowym bohaterem wyścigu, jechał najsprytniej, najbardziej ekonomicznie. Dawał zmiany o tyle, o ile. W odróżnieniu od mistrza świata, który „chciał się pokazać” oraz młodych i „wyrywnych” Tiesja Benoota i Luke’a Rowe. Słowak skomentował to w swoim zwyczaju: Ach, drugi jak zawsze.

W sezonie 2011 Sebastian Langeveld pokonał o błysk szprychy faworyzowanego, broniącego tytułu, Flechę. Rok później Sep Vanmarcke utarł nosa pewnemu siebie Boonenowi. Tylko w 2013 Luca Paolini miał swą szansę i wygrał. Ale ze Stijnem Vanderberghem, o którym wiadomo, że może być pierwszy tylko, gdy sam przyjedzie – więc to się nie liczy.

Greg Van Avermaet wyciągnął wnioski z porażki, której w tym samym miejscu doznał dwa lata wcześniej za sprawą Iana Stannarda. Brytyjczyk pozornie stał wtedy na skazanej pozycji, podobnie jak przed rokiem, gdy pokonał doborowy tercet Etixxu. Jeśli o tych ostatnich chodzi, nie można powiedzieć, by nie próbowali zmazać zeszłorocznej plamy, lecz tym razem wyraźnie brakło im argumentów. Przegrali wyścig na Taaienbergu, gdy ostro ruszył Luke Rowe, pociągając Benoota, Sagana i późniejszego zwycięzcę.

25-letni Walijczyk w tym sezonie ma wielką szansę wyjść z cienia starszych i bardziej utytułowanych kolegów z teamu Sky. Mimo młodego wieku, ma za sobą spory staż w ściganiu na brukach. Fizycznie jest znakomicie przygotowany do trudów cobble classics i jedyne, czego mu trzeba, to umiejętność rozgrywania końcówek. Teraz, gdy spocznie na nim odpowiedzialność za wynik, tego cwaniactwa będzie musiał się nauczyć.

Podobnie jak młodzian z Lotto Soudal, za którym już od roku ciągnie się fama następcy Toma Tornado. W sobotę potwierdził, że nie bez powodu. To kolejny flamandzki diament czekający na oszlifowanie. Jego zwycięstwa wydają się być tylko kwestią czasu, tym bardziej, że jeździ w tak zadziornej, kochającej ryzyko kapeli.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Bruki rządzą

Rue NaniotWiedzą o tym nawet gospodarze konkurencyjnych, ardeńskich klasyków. W tym roku do trasy Liege – Bastogne – Liege zdecydowali się włączyć widniejący na fotce obok brukowany podjazd wiodący arterią Rue Naniot w Liege. Stąd do Ans i mety Staruszki już tylko rzut beretem, około 3 km, więc te 600 m bruku może dokonać selekcji decydującej o miejscach na podium monumentu.

Skoro jesteśmy w tamtym regionie, to dodajmy, że ogłoszono też przebieg trasy Walońskiej Strzały. Tu raczej bez niespodzianek. Utrzymano na trzecim nawrocie podjazd pod Côte de Cherave, poprzedzający finałowy wjazd na Mur de Huy. Zdania co do tego rozwiązania są podzielone.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Do dzieła, panowie

stevens hourTak, jak przewidywaliśmy, Sir Wiggo usunął na dłuższy czas z czołówek temat rekordu godzinnego. Ponieważ ruch w interesie musi być, za bicie rekordu wzięły się panie. Wczoraj Amerykanka Evelyn Stevens przejechała w ciągu 60 minut 47 980 metrów, bijąc poprzedni najlepszy wynik o ponad kilometr.

Do zeszłorocznego rezultatu pewnego angielskiego szlachcica zostało wprawdzie sporo, ale nie sposób nie odnotować faktu, że przedstawicielka „słabej płci” przejechała dłuższy dystans niż najlepszy z polskich kolarzy. W 2014 roku Andrzej Bartkiewicz wpisał się na listę rekordzistów kraju z wynikiem 47 618 m.

Równouprawnienie równouprawnieniem, ale… Co tu dużo gadać. Panowie, nie uchodzi.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Upadki hartują

stuyven kbkCo cię nie zabije, to cię wzmocni – mówi stare sportowe powiedzenie. Jasper Stuyven upadł w sobotę w trakcie samotnej pogoni za czołówką. Dzisiaj na Kuurne – Brussels – Kuurne odjechał niezdecydowanym konkurentom i trzymał się w siodle do samego końca, wygrywając ku radości miejscowej widowni. Jesienią wygrał etap Vuelty, ale to Belg, więc dzisiejszy sukces będzie dla 23-latka najpiękniejszym dniem w karierze. Do czasu, oczywiście, bo chłopak jest zdolny i szybko się uczy.

Piąte miejsce, najwyższe z ekipy Patricka Lefevere, zajął Łukasz Wiśniowski. W sobotę wyróżnił się jako pracowity gregario, dziś śmiało walczył o miejsce w czołówce. Oby tak dalej.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

I tak, w kolarstwie zaczęła się wiosna, czyli wszystko wraca do normy. Z normalnością w innych dziedzinach życia gorzej. Dużo gorzej.

boss