Bosskie komentarze przy kawie #166

 

Absolutorium

Impreza dopiero w połowie, ale już teraz możemy z czystym sumieniem napisać, że to kolejny (po Ponferradzie) udany dla naszego kolarstwa szosowego czempionat. Rozliczamy polską ekipę po tym, co już w Richmond zrobiła. Oczywiście, zawsze może być lepiej. Ale nawet, gdyby do końca mistrzostw już nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło, nie będziemy kręcić nosem. Polskie kolarstwo potwierdziło swoje miejsce w światowej hierarchii.

polacy ttWidzieliśmy już (dotyczące czasówki mężczyzn) opinie, że jednak pewien niedosyt, że mogło być lepiej. One są dowodem, jak bardzo sukcesy Kwiatka i Rafy kształtują zbiorową wyobraźnię. Miejsca w czołówce, za które kiedyś dalibyśmy się pociąć, już się tak nie ceni. To błąd, zwłaszcza w przypadku jazdy na czas. Owszem, mogło być lepiej, ale i mogło być gorzej, przy czym prawdopodobieństwo tego drugiego było wielokrotnie większe. Jeśli ktoś może być niezadowolony z występu, to raczej większość naszych przeciwników. Co mają powiedzieć Niemcy, Holendrzy, Australijczycy, Amerykanie?

Tylko Włosi i my mieliśmy dwóch kolarzy w top 10. To nic, że to miejsca pod koniec dziesiątki. Odnieśliśmy wielki sukces, większy niż wielu myśli. Mamy kolejny dowód postępów, poczynionych przez naszych kolarzy. Bo nie na darmo nazywa się jazdę na czas etapem prawdy. Tu nie ma fuksów. Nie zdarzy się, że peleton odpuści, a potem zapomni dogonić. Braku umiejętności nie da się ukryć, zamaskować, a słabej dyspozycji oszukać. Wszystko widoczne, jak na talerzu. Przyjechać w czołówce czempionatu, to potwierdzić swoje miejsce na kolarskim topie w sposób najbardziej wiarygodny z możliwych. Różnie może bywać na czasówkach w wyścigach etapowych. Ten jest zmęczony, tamtego boli, innemu się nie chce, albo DS każe mu się oszczędzać. A na mistrzostwach każdy jedzie, ile fabryka dała, bo to jedyny taki występ w roku.

Dziewiąte miejsce Marcina Białobłockiego to osiągnięcie daleko ważniejsze niż (nic nie ujmując naszemu wyścigowi) wygrany etap na Tour de Pologne. Maciej Bodnar poprawił swoje najlepsze mistrzowskie miejsce sprzed kilku lat i uplasował się o oczko wyżej. Ułamki sekundy za Tony Martinem.

medaliści ttJazda na czas na mistrzostwach świata swoim konserwatyzmem mogłaby dotąd konkurować z brytyjską rodziną królewską. Zwykle mamy dwóch, trzech faworytów i zagadką jest tylko, jak podzielą się medalami. Dynamika rotacji na dalszych miejscach przypomina z grubsza listę 10 najbogatszych Forbesa.

Z tego punktu widzenia mieliśmy w Richmond niezłą zadymę. Istna rewolucja kadrowa, dobrze że jakiś nadgorliwy burmistrz, czy gubernator nie ogłosił stanu wyjątkowego. Gdyby ktoś przed wyścigiem napisał, że Tony Martin, Rohan Dennis i Tom Dumoulin w komplecie wylądują poza podium, uznano by go za dowcipnisia (w najlepszym przypadku) lub ignoranta.

wyniki

kiry happyVasyl Kiryienka mistrzem świata. Czy ktoś przewidywał to w 2004 roku, gdy Białorusin zakładał koszulkę polskiej grupy zawodowej PSB? Kolarz Sky idealnie wykorzystał okazję, złapał ją w locie. Słabsza dyspozycja głównych pretendentów i trasa, która idealnie mu odpowiadała. To może się już nie powtórzyć.

Nie jest też niespodzianką znakomity występ Adriano Maloriego. Jedynie Jerome Coppel sprawia tu wrażenie kogoś, kto pojechał „ponad stan”. No i Moreno Mosera w „dychu” też chyba nikt, poza rodziną, nie oczekiwał. Miał wymiatać w klasykach, a tu proszę.

Kolarstwo ciągle na nowo uczy nas pokory.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Myślicie, że świat przejął się bardzo Białobłockim? Świat powtarza w kółko: Lewandowski, Lewandowski, Lewandowski…

Lepsze to niż: Putin, Putin, Putin…

boss