Płacz pod kaplicą

 

Inaczej planowałem i tytuł i komentarz tego „momentu”. Kiedy jednak kolejny raz przeglądałem nagranie, na którym Cancellara odjeżdża Boonenowi pod najsłynniejszą „kolarską” kaplicą doznałem olśnienia. Wysłuchując melodyjnego zawodzenia belgijskich komentatorów (brzmiącego ajajajajaj, a potem ulalalala, i jeszcze ujojojojoj, by wrócić znów do ulalalala), wiedziałem, że to nic innego tylko nowy cover klasycznego Crying in the Chapel. Belgijskie duo nie zrobiło może kariery Elvisa Presleya, ale w kategorii podkład muzyczny do krótkometrażowego filmu dokumentalnego mogli by ubiegać się o nominację do Oscara.

Ścieżka dźwiękowa podnosi wprawdzie wartość artystyczną dziełka, ale to inne jego walory decydują o jego unikalności. Akcja toczy się na najważniejszym (nie tylko dla Belgów) wczesnowiosennym wyścigu, opisanym już w pierwszej odsłonie Filmoteki Arcydzieł.  Jej miejscem jest brukowany podjazd w miejscowości Geraardsbergen, z racji usadowionej na jego szczycie kaplicy, zwany Kapelmuurem lub po prostu Muurem. Stopień trudności tego fragmentu i jego usytuowanie w końcowej partii trasy decyduje o jego wyjątkowym wpływie na losy rywalizacji. Kapelmuur wielokrotnie wskazywał przyszłego zwycięzcę Flandryjskiej Piękności.

W roku 2010 pierwsi w pobliże kaplicy dotarli dwaj faworyci Tom Boonen i Fabian Cancellara. Obaj znakomicie nadawali się na głównych bohaterów tego wydarzenia. Boonen, nadzieja i ulubieniec miejscowych, wygrywał  Ronde van Vlaanderen dwukrotnie i miał olbrzymi apetyt na trzeci triumf. Szwajcar jeszcze tu nie wygrał, ale miał już za sobą zwycięstwa w monumentach, w tym w Piekle Północy. Tydzień wcześniej, w Harelbeke, znokautował konkurencję, w wielkim stylu wygrywając wyścig E3 Prijs Vlaanderen.

Los – reżyser dobrał tu wszystko w najlepszym gatunku: miejsce i jego scenografię, niepowtarzalną atmosferę tworzoną przez zgromadzone na trasie miliony widzów i godnych siebie protagonistów. Smaczku temu starciu gigantów dodawał fakt, że obaj jechali w koszulkach krajowych mistrzów, co jeszcze bardziej czyniło rywalizację „sprawą narodową”.

Prezentowany „moment” zapisał  się w historii także z innego powodu. Niesamowity styl, w jakim Cancellara rozstrzygnął pojedynek stał się przyczynkiem różnych spekulacji. Znany i poważany dziennikarz, prezenter RAI, Davide Cassani oskarżył wręcz Szwajcara o stosowanie ukrytego w ramie roweru silniczka, co samo w sobie jest oddzielną anegdotą wartą uwiecznienia. Zrobię to ewentualnie innym razem, a dziś nacieszmy się oglądaniem, jak Fabian Cancellara doprowadza Belgów do płaczu pod kaplicą.

 

 Krzysztof Suchomski

A tu suplement dla melomanów zainteresowanych wersją Elvisa.