Momenty były?: Intro

 

– Fajny film wczoraj widziałem.

Tak zaczynały się w latach 70-tych słynne skecze z serii Kulisy srebrnego ekranu nadawane przez radiową Trójkę w gromadzącej w niedzielne przedpołudnia miliony słuchaczy audycji 60 minut na godzinę.

Dwaj mężczyźni opowiadali sobie obejrzane filmy. Zaczynał zacytowanym na wstępie zdaniem Jędruś (Andrzej Zaorski). – Momenty były? –  nieodmiennie odpowiadał Maniek (Marian Kociniak), na co słyszał: – No masz!

Tak brzmiał jeden z najsłynniejszych dialogów PRL-u, dziś już klasyka nie tylko radiowego kabaretu, ale i szeroko rozumianej popkultury. Nie zliczę, ile razy w różnych towarzyskich sytuacjach przychodziło mi cytować nieśmiertelne pytanie o „momenty”. Młodzieży wyjaśniam, że słowo to użyte w takim kontekście, miało zabarwienie erotyczne. Tak, moi drodzy. Takie rzeczy wtedy – tylko w kinie. Nie mieliśmy „za komuny” Internetu z setkami stron dla dorosłych.

Przygotowując cykl Filmoteka Arcydzieł przypominałem sobie oglądane dokumenty, a przetrząsając zasoby sieci w poszukiwaniu nowych kandydatów, napotkałem też szereg smakowitych kąsków, okruchów telewizyjnych transmisji, zawierających momenty tworzące kolarską historię, moszczące sobie miejsce w świecie masowej wyobraźni. Dla miłośników tego sportu są one niewątpliwie atrakcyjne, kuszące i w tym niewinnym znaczeniu na swój sposób sexy.

Przygotowałem szereg propozycji. Będę je systematycznie wklejał, opatrując skromnymi choćby notkami. Jedne trwają dłużej, pokazując słynne pojedynki na podjazdach, inne krócej, jak pamiętny The Look Armstronga. Ale każdy kibic ma swoje ulubione momenty, będę więc zaszczycony, jeśli zechcecie Państwo w komentarzach wpisać swoje propozycje do planowanego zbioru. Mam nadzieję, że będzie on dynamicznie się rozrastał.

Na inaugurację wybrałem fragmencik zamieszczony na Youtube przez internautę skrywającego się pod nickiem idlejacks. Przedstawia Fabiana Cancellarę w brawurowej pogoni za peletonem. Działo się to na 7. etapie Tour de France 2009 wiodącym z Barcelony do Arcalis. Na Port del Comte Spartakus miał upadek, czekał na zmianę roweru. Jak przystało na lidera wyścigu nie zamierzał jednak odpuszczać. Paradoksalnie, na tym właśnie etapie stracił żółtą koszulkę i było to raczej z góry przesądzone. Tym bardziej można go za ten wyczyn podziwiać. Nawet teraz, po latach, robi to ogromne wrażenie. A pamiętam, że oglądając po raz pierwszy, w bezpośredniej transmisji, wstrzymywałem oddech.

Karkołomnemu zjazdowi towarzyszą tony Allegro z 25. Symfonii G-minor Wolfganga Amadeusza Mozarta. Trzeba przyznać, że do zachwycających pejzaży Pirenejów pasuje ona jak zacne chianti do soczystego wołowego steku. Wszystko więc jest w tym siedmio i pół minutowym okruszku monumentalne: kolarz, góry i muzyka.

Idlejacks, nie znam Cię, ale musisz być fajnym gościem. Dzięki.

 

 Krzysztof Suchomski