Cafetería Covadonga #145

Valverde sprostał

4 finiszpresji oczekiwań i wygrał etap, który vox populi przeznaczył mu do wygrania. Zrobił to w typowym dla siebie stylu, nie dając konkurentom cienia szansy na równą walkę. Przepowiadając ciekawą końcówkę, właściwie niczym nie ryzykowaliśmy. Ostatnie 4 kilometry wręcz zapraszały do tańca najlepszych solistów w peletonie.

Organizatorzy nie spisali się jednak, planując przejazd kolumny na innym odcinku. 33 km przed metą kolarzy w płaskim, zabudowanym terenie puszczono uliczkami węższymi od ścieżek rowerowych. Te absurdalne przewężenia drogi musiały się źle skończyć. Doszło do kolejnych kraks, na szczęście nie tak groźnych w skutkach.

Potem oglądaliśmy pogoń za peletonem wachlarzyka kolarzy BMC dowożącego do przodu Tejaya Van Garderena. Udało się tego dokonać metodą bezklamkową – czyli można. Doszli, mimo mocnego tempa narzucanego przez wiele kilometrów przez kolarzy Tinkoff – Saxo, pracujących ofiarnie na rzecz Petera Sagana.

W końcówce sceny dobrze już poznane. Ktoś (tym razem Tosh Van der Sande) wyskakuje na stromym odcinku i pruje do przodu niczym Usain Bolt. Po paruset metrach dochodzą go, jadącego zakosami i ledwo żywego. Ale „był w telewizji” i tego już mu nikt nie zabierze.

4e valverdeKonkretniejszy i dłuższy był atak Pelle Bilbao (ekipa Caja Rural dzielnie dziś stawała), którego potem zluzowali Samu Sanchez i Nicolas Roche. Na ostatnich 500 m Irlandczyk zaatakował i przez moment wydawało się nawet, że dojedzie samotnie do mety. Majka pociągnął mocniej, zmniejszając różnicę, a potem Valverde z Saganem bezlitośnie minęli kolarza Sky na ostatniej setce. Na samej linii wyprzedził go jeszcze Dani Moreno.
wyniki

Piękna, bardzo vueltowa końcówka, która jednakże większego bałaganu w tabelach nie narobiła. Dla polskich sympatyków kolarstwa najprzyjemniejsze było oglądanie w tak dobrej dyspozycji Rafała Majki. Skutków upadku z 2. etapu nie widać, a ochota do ścigania dobrze rokuje na decydujący drugi tydzień.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Mężczyźni nie płaczą

kolanoZwłaszcza kolarze. Mathieu Van der Poel pisze od najmłodszych lat swój kolarski życiorys. I rzadko się zdarza, by 20-latek miał już tak bogato zapisaną kartę. Holender specjalizuje się w cyclo-crossie ( w tym roku został mistrzem świata), ale po sezonie przełajowym chętnie startuje na szosie. Dwa lata temu był mistrzem świata i Holandii w wyścigu szosowym ze startu wspólnego w kategorii juniorów.

Aktualnie bierze udział w Tour de l”Avenir. Wczoraj leżał w kraksie, a jego kolano oglądamy na zdjęciu. Ranę zaszyto a dziś Mathieu kończył etap w kilkuosobowej grupce, która odjechała peletonowi. Mimo ran i bólu, zajął drugie miejsce.
wyniki

Inaczej nie wypada, gdy się nosi takie kolarskie nazwisko. Noblesse oblige. Jego ojciec, Adrie, był szosowym mistrzem świata i w klasykach rywalizował z samym Seanem Kellym. Jego dziadek od strony matki to sam Raymond Poupou Poulidor. Obaj zapewne promienieją dumą.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Na razie konsumujemy przystawki. Robią to, co powinny, czyli zaostrzają apetyt.

boss