Bosskie komentarze przy kawie #142

 

Filip z konopii?

wellens podiumTen chłopak szalenie nam zaimponował. Rzadko się zdarza powtórzenie zwycięstwa w zawodach rangi WT rok po roku. A jeszcze rzadziej zrobienie tego, kopiując dokładnie wyczyn sprzed roku. Szatan, nie kogut zachwycaliśmy się w myślach, obserwując, jak młody Belg powiększa przewagę nad bezradną śmietanką klasykowych fachowców. Ten sam numer wyciął im rok wcześniej, na tym samym, sobotnim etapie. Wtedy był zaskoczeniem. Teraz już nie. A i tak, pojechał, jak po swoje.

Tima Wellensa pamiętamy też z licznych prób ucieczek w innych zawodach. Prawdę mówiąc, tak udane akcje trafiają mu się rzadko. Na ogół go łapią. I to nam przypomina innego, kiedyś podobnie młodego i zapalczywego Belga. Philippe Gilberta. Też tak lubił uciekać. Wyskakiwał z peletonu, jak (nomen omen) Filip z konopi i pędził na złamanie karku. Może nie złapią. Ale zawsze łapali. Bo też uwziął się na uciekanie kilkadziesiąt, czy kilkanaście kilometrów przed metą.

Potem ustatkował się nieco i poszedł po rozum do głowy. Uciekał rywalom tuż przed metą i już nikt nie miał szans, by go dogonić. Widok pleców Gilberta mógł kilka sezonów temu naprawdę obrzydnąć wielu zawołanym klasykowym majstrom. Czy w jego ślady pójdzie teraz Tim Wellens?

Raczej nie wygląda (przynajmniej dziś) na takiego, który mocą „depnięcia” zmiażdży rywali na Mur de Huy czy Caubergu. Skazany będzie na uciekanie, co dla widzów jest wiadomością korzystną, bo uciekający Wellens to murowany fun.

Znakomitą zabawę zapewnia nam zresztą cała drużyna Lotto – Soudal. Przejęła z rąk Oriki pałeczkę najbardziej sexy jeżdżącej ekipy. Australijczycy przygaśli w tym sezonie trapieni upadkami, ale czekamy na ich odrodzenie w przyszłym roku.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

O dwóch takich, co wrócili na tor

Wiggo i Cave madisonBrytyjskie media wstrząsa właśnie fala orgazmów. Dwóch wielkich kolarskich celebrytów, do tego tych najbardziej ulubionych przez tamtejszą widownię, w pierwszym starcie na torze odnosi efektowne zwycięstwo. Efektowne, bo w madisonie, bardzo widowiskowej torowej konkurencji. Jak było z konkurencją ze strony rywali, szczerze mówiąc, nie mamy zielonego pojęcia. Ale to i tak nie ważne – liczy się headline. Dzisiejsze zwycięstwo to Trafalgar połączony z lądowaniem w Normandii, nawet jeśli ranga zawodów nie skupia na sobie uwagi całego świata.

Oczekujemy dalszych przygód nowego duetu, jeśli nie jest to chwilowy romans, rzecz jasna. Intencje Wiggo były jasne od dawna, niepewna jest sytuacja Cavendisha. Na szosie szło mu w ostatnich dwóch sezonach słabo. Mówi głośno o chęci kwalifikacji do drużyny torowej na Rio de Janeiro 2016. Czy nagły wzrost uczucia do toru (tam zaczynał) wynika tylko z niepowodzeń na szosie, czy z rzeczywistej tęsknoty do pościgania się na deskach?

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Kolorowy zawrót głowy

Zamiast zajmować się kwadraturą koła, mogłyby te liczne gremia „pracujące dla dobra kolarstwa” pomyśleć o komforcie widza. Szlag nas trafia, gdy z każdym wyścigiem musimy od nowa uczyć się kolorów koszulek liderów różnych klasyfikacji. To naprawdę przysłowiowa „głupiego robota”, zwłaszcza w przypadku imprez trwających 3-4 dni. Jak w filmie science-fiction – ledwie się człowiek rozezna, już przeskok do innej rzeczywistości. A przecież to akurat byłaby najprostsza do osiągnięcia, a powitana z ulgą przez widzów zmiana. Dająca nam więcej satysfakcji od wielu wydumanych reform. Ujednolicić kolory koszulek liderów klasyfikacji kilkudniowych wyścigów UCI.

Popatrzcie sami na poniższe zdjęcie czterech liderów. Jak „normalny” widz ma to rozkminić? Who is who?

4 koszulki

 

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Jakie tam przy kawie? Przy wentylatorze i misce z zimną wodą.

boss