Café Tourmalet #136

 

Męskie granie

Rekin z Messyny uratował dziś wyścig. Nie walczył o żaden czerwony numerek czy punkty w pobocznych klasyfikacjach. Jechał nie tylko po zwycięstwo etapowe, choć i ono było dla niego i zespołu bardzo ważne. Przede wszystkim jednak napędzała go zraniona duma. A z Sycylijczykami w tej kwestii nie ma żartów.

Etap od początku był niespokojny, co wymusiło ukształtowanie terenu. Położona blisko startu pierwsza górska premia sprowokowała łowców punktów w górskiej klasyfikacji. Ci pociągnęli za sobą innych i zaczęło się dziać. Nie było odpuszczanych na ponad kwadrans ucieczek. Nareszcie mieliśmy prawdziwą walkę liderów generalnej klasyfikacji.

nibali19Wiele tu było analogii do 9. etapu (do Bagneres-de-Bigorre) sprzed dwóch lat. Tam też góry zaczynały się od początku drogi. Wtedy udało się współdziałającym przeciwnikom Sky szybko odizolować Froome’a od pomocników, ale mimo wielu prób nie dało się go zgubić. Teraz prawie do końca trwał przy nim jedynie Wout Poels. Konkurenci mieli więcej pomocników, ale w sumie sprowadziło się to do jednego – walki „bark w bark” faworytów, czyli tego, na co czekaliśmy od 10 etapu.

Vincenzo Nibali od paru dni sygnalizował, że czuje się na siłach, by poważniej zaatakować. Bardzo mu zależało, by dowieść, że zeszłoroczne zwycięstwo, często teraz kwestionowane, nie było prezentem, który spadł mu z nieba. Zdobył dziś uznanie i odzyskał dobre imię. I tak, jak wielu chwaliło Valverde i oczekiwało po nim, że ożywi wyścig, tak okazało się na odwrót. To Valverde może będzie musiał bronić miejsca na podium przed rozochoconym Nibalim. Dzieli ich minuta i 19 sekund. To dużo i mało.

wyniki

quintanaJeszcze więcej (2’38”) dzieli wciąż Quintanę od lidera, ale dziś wreszcie udało mu się odjechać od Kenijczyka dalej niż na rzut rowerem. Wielu niecierpliwych domagało się tego ataku wcześniej niż 5 km przed metą, przyjmijmy jednak, że Unzue wie, co robi i ma pełne rozeznanie w możliwościach swoich kolarzy. Na tych pięciu kilometrach Kolumbijczyk odrobił do Nibalego półtorej minuty. Na chwilę obecną wygląda na najsilniejszego w górach.

Wyżej krzyża nie podskoczy już Contador, który wygląda, jak zużyte opakowanie po żelu – jakby ktoś wyssał z niego energię. Jeśli po wyścigu okaże się, że Tinkov będzie chciał posłać go jeszcze na Vueltę, zakwalifikujemy to jako znęcanie się i osobiście napiszemy donos do prokuratury.

Dzięki brawurowej jeździe w ostatnich dniach i „tąpnięciu” Thomasa, w dziesiątce zagościli najaktywniejsi z licznego grona francuskich nadziei: Bardet (mocno pracujący także na polka dot shirt) oraz Rolland. Tezę o tym, że brawura i ryzyko popłaca, psuje nam plasujący się na 7. miejscu Mathias Frank z IAM Cycling. Jeśli na dwa dni przed zakończeniem wyścigu po raz pierwszy przychodzi nam wymienić to nazwisko, znak to najlepszy, że jego jazda do widowiskowych nie należy.

Jutro ostatnie zagadki (nie ma ich wiele) w generalnej klasyfikacji zostaną definitywnie wyjaśnione. Etap krótki, ale treściwy. Zaprasza do tanga. Zobaczymy kto w nie pójdzie.

PROFIL20

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Rachunek do zapłacenia

thomas workwystawił dziś Tour de France Geraintowi Thomasowi. Miałem nadzieję, że mój zły dzień nadejdzie w poniedziałek – żartował na mecie nie tracący humoru Walijczyk, który spóźniony dziś ponad 22 minuty, zanotował zjazd z 4. miejsca KG na 15.

Piękny sen się skończył. Thomas, który przez trzy tygodnie wykonał tytaniczną pracę na rzecz swego lidera, musiał w końcu za ten wysiłek zapłacić. Nie jest Robocopem – i to jest dobra strona tego, co się wydarzyło, choć życzyliśmy mu jak najwyższego miejsca w generalce. Dowiódł jednak niezbicie, że zasługuje na szansę zostania liderem drużyny w trzytygodniowym wyścigu. Czego i tak od dawna byliśmy pewni, ale lepiej, jeśli stało się to tak oczywiste.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Tour znów ruszył. Lepiej późno niż wcale.

boss