Tour 1984: Wojna domowa, roz.2

 

Bernard Hinault bardzo liczył na to, że w Alpach karta się odwróci. Był przekonany, że uporczywymi atakami zdoła zmęczyć młodszego rywala. Dopóki oddycham, atakuję – mawiał. Codziennie próbował znaleźć słaby punkt w murach obronnych twierdzy Renault. Taką właśnie postawą zasłużył sobie na admirację francuskich kibiców. Lecz Laurent Fignon okazał się wyjątkowo twardym orzechem do zgryzienia. Nie dość, że sam był w znakomitej formie, to jeszcze mógł zawsze liczyć na mocne wsparcie bezbłędnie prowadzonej przez Guimarda drużyny. W Alpach najważniejszym partnerem L’Intello był oszczędzany wcześniej z powodu zapalenia gardła Greg LeMond. Przyszły zwycięzca Wielkiej Pętli rozkręcał się z etapu na etap i potwierdzał teraz opinię o swym unikalnym talencie.

Droga 17. odcinka do Alpe d’Huez wiodła przez przełęcze St. Pierre de Chevreuse, Le Coq i Laffrey. Na ostatniej z wymienionych Le Blaireau pięć razy atakował, usiłując zgubić rywala. Po ostatniej z tych prób doszedł go już tylko Fignon z Kolumbijczykiem Herrerą. Po czym obaj skontrowali przed szczytem Laffrey i zmęczony Hinault został z tyłu. Nie zaprzestał jednak pogoni i na zjazdach odrobił stratę. Na serpentynach Alpe d’Huez podjął ostatnią próbę ataku. Najpierw Borsuka dogonił i zostawił za sobą Lucho Herrera, a potem jadący w koszulce mistrza Francji, Fignon. Ten ostatni był już w tym momencie wirtualnym liderem, bo Vincent Barteau, który wystartował do tego etapu w żółtej koszulce, jechał daleko z tyłu.

Przełomowy, historyczny etap, z kilku zresztą względów. Fignon dowiódł swej wyższości w górach nad Hinaultem i zasiadł w fotelu lidera wyścigu, a koszulkę w grochy założył Robert Millar. Był to pierwszy etap Tour de France wygrany przez kolarza spoza Europy, do tego amatora z dalekiej Kolumbii. Transmisję z tego wydarzenia, docierającą do ojczyzny Herrery przed świtem, oglądały tam miliony ludzi. Do zwycięzcy zadzwonił z gratulacjami prezydent Kolumbii. A po powrocie do kraju, kolarz został porwany dla okupu (dwukrotnie). Ale to już całkiem inna historia.

Hinault był wściekły. Tracił już do młodszego konkurenta 5 minut i 41 sekund. Zawsze źle znosił porażki, a tu w dodatku chodziło o jego prestiż w pojedynku o miano francuskiego kolarza numer jeden. Dodatkowo, na jego humor wpływał fakt, że Fignon nie żałował sobie uszczypliwości pod jego adresem w udzielanych wywiadach, komentując jego ataki z ostentacyjnym lekceważeniem. To wszystko spowodowało, że on, wielki Le Patron, na osiemnastym etapie zniżył się do zaatakowania przeciwnika w strefie bufetu.

A etap z Le Bourg d’Oisans do La Plagne uchodził tego roku za królewski. Po drodze jeżyły się Galibier i La Madeleine – razem trzy podjazdy Hors Categorie. Fignon odjeżdżał Borsukowi na podjazdach, ten doganiał go na powrót na zjazdach. Na finałowym zboczu L’Intello zostawił z tyłu wszystkich bezpośrednich konkurentów i pogonił za samotnie prowadzącym kolarzem Skil-Reyder, Szwajcarem Jean-Marie Grezetem. Przeciwnicy zarzucali Fignonowi, że nie wygrał jeszcze w Wielkiej Pętli górskiego etapu. Teraz postanowił zamknąć im usta.

Fignon umocnił swoją pozycję, zarabiając kolejne 3 minuty przewagi nad niepocieszonym Hinaultem. Co więcej, temu ostatniemu zaczął zagrażać, awansujący na trzecie miejsce LeMond. Amerykanina dzieliła od drugiego schodka podium minuta i 19 sekund. Czwarty był Robert Millar, na piąte miejsce wspiął się Pedro Delgado.

Laurent_FignonTrzeci alpejski etap, do Morzine, wygrał po solowej akcji, drugi w wyścigu przed rokiem, Ángel Arroyo, a tracącą ponad minutę grupę faworytów przyprowadził na metę Sean Kelly. Laurent Fignon miał już wyścig „w kieszeni”, lecz nie zamierzał spoczywać na laurach. Zależało mu, by jeszcze powiększyć różnicę, dzielącą go od pokonanego przeciwnika. Wygrał krótki 20 etap do Crans Montana i finałową 51-kilometrową czasówkę w Villefranche en Beaujolais. W tej ostatniej próbie identyczny czas uzyskał Sean Kelly. O zwycięstwie Francuza zadecydowały ułamki sekundy. Trzeci czas, gorszy o 36 sekund, wykręcił Hinault, który pokonał jednak o 5 sekund LeMonda.

Borsuk na Polach Elizejskich raz jeszcze wpłynął na losy wyścigu. Finiszując na czwartym miejscu, przed Seanem Kellym, odebrał mu punkty niezbędne do utrzymania zielonej koszulki. Trykot zwycięzcy klasyfikacji punktowej ubrał w Paryżu trzeci na mecie Frank Hoste. Koszulkę w grochy zabrał do domu Robert Millar. Klasyfikację debiutantów wygrał Greg LeMond.

Ostatecznie czołówka klasyfikacji generalnej przedstawiała się następująco:

  1. Laurent Fignon, Renault-Elf                       12h 3’40”
  2. Bernard Hinault, La Vie Claire                    – 10’32”
  3. Greg LeMond, Renault-Elf                         – 11’46”
  4. Robert Millar, Peugeot                                – 14’42”
  5. Sean Kelly, Skil-Reydel                               – 16’35”

Wśród 124 zawodników, którzy dojechali do mety w Paryżu był Polak, Czesław Lang. W swoim debiucie zajął 93 miejsce.

fig+lemWydawało się, że nowy król, który zasiadł na kolarskim tronie miał wszystko, by objąć panowanie „na wieki”. Witalność młodego organizmu i kolarskie umiejętności czyniły go idealnym kandydatem na kolejnego seryjnego zwycięzcę. Nie przedłużył jednak serii. Nigdy więcej nie wygrał Tour de France. Upadki i ciągnące się później kłopoty ze zdrowiem sprawiły, że na parę lat musiał zapomnieć o zwycięstwie w Wielkiej Pętli. W 1989 roku był znów tego bardzo bliski. Przegrał o pamiętne 8 sekund z byłym kolegą z zepołu Renault, Gregiem LeMondem.

Amerykanin, uważany za bodaj największy kolarski talent od czasu Merckxa, również miał ogromnego pecha i nie dane mu było osiągnąć takiej ilości trofeów, do jakiej był predestynowany. Fatalny wypadek na polowaniu przerwał jego karierę w jej najlepszym momencie. Mimo to, pozostaje jednym z niezwykle elitarnego grona ludzi mogących o sobie powiedzieć, że trzy razy wygrali Tour de France.

millar lemond delgadoRobert Millar nigdy nie wygrał wyścigu rangi Grand Tour, choć stawał jako drugi na podium Vuelty i Giro. Jest uznawany za jednego z najlepszych „górali” w historii Touru i o koszulkę klasyfikacji górskiej jeszcze nie raz przyszło mu walczyć na różnych frontach z najlepszym kolumbijskim kolarzem wszechczasów, zwycięzcą Vuelty 1987, Luisem Herrerą.

Sean Kelly w następnym roku poprawił się o jedną pozycję i to był jego najlepszy występ w Le Grande Boucle. Stephen Roche i Pedro Delgado zwyciężyli w Tour de France w latach 1987-1988.

Bernard Hinault po raz piąty wygrał Tour de France w 1985 roku. Rok później, po porażce z Gregiem LeMondem, niespodziewanie dla wszystkich, w wieku 31 lat, zakończył jedną z najbardziej barwnych i efektownych karier w historii kolarstwa.

Krzysztof Suchomski

powrót do pierwszej części