Bosskie komentarze przy kawie #115

 

Elitarne grono

armitstead lizzie champMałgosia Jasińska jako jedyna reprezentantka swojej zawodowej ekipy, Alé Cipollini, znalazła się w elitarnym gronie krajowych mistrzyń. Zaszczytu przyodziewania mistrzowskich koszulek dostąpiły renomowane zawodniczki światowej czołówki. Największym echem „w internetach” odbił się sukces Lizzie Armitstead. Brytyjka 10 dni wcześniej miała brzydko wyglądający wypadek na mecie 1. etapu wyścigu Aviva Women’s Tour. Wydawało się, że jej start stoi pod znakiem zapytania. Wykazała się jednak hartem ducha (tudzież ciała) i nie tylko wystartowała, ale i nie dała szans konkurentkom, pokonując je o prawie 2 minuty. Team Boels-Dolmans może poszczycić się trzema tytułami. O pozostałe postarały się Christine Majerus (Luksemburg) i Amalie Dideriksen (Dania).

Osiagnięcie to wyrównały dziewczyny z Wiggle Honda. Jolien d’Hoore, Anna Sanchis i Mayuko Hagiwara triumfowały odpowiednio w Belgii, Hiszpanii i Japonii.

Koleżanki Kasi Niewiadomej z Rabobank-Liv stawały na najwyższym podium dwa razy. Mistrzyni świata, Pauline Ferrand-Prevot, będzie mogła, w razie nieudanej obrony tytułu w Richmond, pocieszyć się koszulką mistrzyni Francji. Natomiast Lucinda Brand wygrała w bodaj najtrudniejszym, najlepiej obsadzonym krajowym czempionacie, w Kraju Tulipanów.

Również Eugenia Bujak będzie miała w BTC City Ljubljana dwie różniące się koszulkami towarzyszki: Austriaczkę Martinę Ritter i Słowenkę Polonę Batagelj.

Dwa czempionaty na koncie ma także ekipa Velocio-SRAM, a przyczyniły się do tego Trixi Worrack w Niemczech i Alena Amialiusik w Białorusi. Z bardzo znanych zawodniczek na listę krajowych mistrzyń wpisały się Emma Johansson (Orica) w Szwecji i Elena Cecchini (Lotto) we Włoszech.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Znaj swoje miejsce, kolarzu

Continental team MinskAndrei Krasilnikau, skarży się na Twitterze, że szef jego teamu, znany z występów w WT i nadal startujący, Aliaksandr Kuchynski, mocno rozeźlił się na swego podopiecznego, za to, iż ten śmiał wyprzedzić go na finiszu i sprzątnąć sprzed nosa tytuł mistrza Białorusi. Szef, który widać uważa, że tytuł należał mu się, jak psu zupa, w rewanżu odebrał nowemu czempionowi służbowy rower. Dalsza kariera „niesubordynowanego” kolarza w Minsk Cycling Club stoi pod dramatycznym znakiem zapytania.

Tak to już jest, jak się pogrywa z bossem. A swoją szosą, nie spodziewaliśmy się takich dyktatorskich zapędów akurat po Kuchynskim, który przez całą karierę był przykładnym gregario.

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<

Kessiakoff o Astanie

Pisanie książek już dawno przestało być domeną pisarzy. Jak się człowiek rozejrzy wśród propozycji wydawniczych, dochodzi do wniosku, że pisarze stanowią już gatunek na wymarciu, przynajmniej ci prawdziwi.

Kto tylko załapie się na swoje pięć minut w świetle światowych mediów, natychmiast cwałuje do wydawcy, by zdyskontować ten moment wydaniem książki. Nie dziwi nas, gdy książką podreperowuje domowy budżet ktoś taki jak Froome (też niedawno coś wydał). Ale Kessiakoff? Frederik, sprecyzujmy, by dać do zrozumienia, że chodzi o tego mało znanego i bynajmniej nie wypasionego w sukcesy szwedzkiego kolarza, a nie jakiegoś genialnego rosyjskiego wynalazcę czy właściciela oryginalnej recepty na tradycyjny słowiański napój rozweselający.

Kessiakoff-bookCzym zdołał przekonać szwedzkiego wydawcę? Pewnie naplótł bzdur o „ujawnieniu” najskrytszych sekretów Astany. W obliczu zbliżającego się Tour de France i startu wciąż budzącej kontrowersje kazachskiej ekipy, uznano to widocznie za warte ryzyka. I w ten sposób dzieło Mit egget race (Mój własny wyścig) wylądowało na półkach szwedzkich księgarni, supermarketów i stacji benzynowych (nie macie pojęcia, ile rzeczy Szwedzi kupują właśnie na stacjach benzynowych).

Nie musicie czekać na anglojęzyczne wydanie. Shane Stokes, piszący dla australijskiego portalu Cycling Tips, wydobył ze Szweda wszystko, co warte wydrukowania i znajdziecie to tutaj. W ten sposób zaoszczędzicie sporo czasu.

Najważniejsza konkluzja jest taka: Bossowie Astany nigdy nikogo do dopingu nie namawiali w sposób bezpośredni. To kolarze sami, dopingowani specyficznymi listami motywacyjnymi, ze strachu o wypłatę, podejmowali wyprawy do apteki. Wiarygodność powyższego każdy oceni sam, po przeczytaniu.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Tik-tak, tik-tak, tik-tak….

boss