Zapiski z poligonu

 

Pora najwyższa na wyciągnięcie wniosków z tego, co kolarze zaserwowali nam na ostatnich przed-tourowych etapówkach. Pisaliśmy niedawno, iż rzadko stanowią one dla ścigających się w nich zawodników cel sam w sobie. Wyjątkiem, rzecz jasna, mający szczególne powody, by się pokazać „autochtoni” (Szwajcarzy, Słoweńcy i tak dalej). Ale nawet dla Francuzów, będących wszak gospodarzami Critérium du Dauphiné, tydzień spędzony w pięknych okolicach Delfinatu jest w wielu przypadkach tylko środkiem do osiągnięcia celu, jakim jest Tour de France. Był jeszcze jeden i  (jak się okazało) ważny wyjątek, ale o nim za chwilę.

W wielu zespołach składy na Le Grand Boucle nie są jeszcze zamknięte, toteż dla licznych „załogantów” ostatnie tygodniówki były polem bitwy o załapanie się do drużyny na najważniejszą kolarską imprezę sezonu. Liderzy raczej tego problemu nie mają. Dla nich celem było sprawdzenie formy i przeróżnych nowinek technicznych, jak choćby nowych wersji elektronicznych przerzutek. Także przyjrzenie się z bliska przeciwnikom. To immanentna cecha czerwcowych galopów próbnych. Wszyscy obserwują się z uwagą. Przed sokolim okiem konkurentów ciężko cokolwiek ukryć, zatem wielu faworytów mocno uważa, by nie odkryć wszystkich kart i z tym, czy owym naściemniać, ile się da. Dlatego przekładanie wprost wyników Delfinatu czy Tour de Suisse na „tourdefransowe” projekcje prowadziłoby na manowce.

spilakBo gdyby te wyniki brać serio pod kątem lipca, to faworytem do podium Wielkiej Pętli byłby Simon Špilak. A to akurat jeden z tych wyjątków, o których pisaliśmy wyżej. Słoweniec na szwajcarskiej imprezie kończy w zasadzie sezon i dokładnie w nią wycelował ze szczytem formy. Wycelował i trafił, dodajmy. Pojechał „wyścig życia”, dając zresztą asumpt do różnych rozważań. Między innymi dotyczących jego dziwnej niechęci do trzytygodniowych zmagań. Mieliśmy już takich kolarzy – średniodystansowców, choćby Karpetsa w swoim czasie, czy ostatnio Costę. Ale postrzegany przez lata w podobny sposób Kreuziger, jednak przełamał się i udowodnił, iż stać go na rywalizację z GC contenders w Wielkim Tourze, do tego, tym najważniejszym.

Czy kiedyś dowiedzie tego najlepszy kolarz Słowenii?  Pewnie nie chodzi tu tylko o psychiczne przełamanie się, czy przezwyciężenie (mitycznej, naszym skromnym zdaniem) niechęci do letniej, słonecznej pogody.

thomas saganPróby „przełamywania barier” obserwować możemy na przykładzie jednego z bohaterów zakończonego tygodnia, Gerainta Thomasa. Ex-członek brytyjskiego torowego wunderteamu, złoty medalista olimpijski okazał się szosowcem na tyle wszechstronnym, że otwiera się przed nim kilka ciekawych opcji. Ale w wieku 29 lat nie ma zbyt wiele czasu na eksperymentowanie. Ma już za sobą 9 lat szosowej kariery, choć dopiero w 2010 roku, przenosząc się do Sky, postawił asfalt ponad tor. Pożegnanie z  Wigginsem uświadomiło sztabowi brytyjskiej ekipy potrzebę uzupełnienia luki, kreowania nowych liderów na wielkie imprezy. Thomas, wcześniej postrzegany jako czasowiec, później jako wartościowy pomocnik, ostatnio jako triumfator klasyków, swoimi występami przekonał przełożonych, że warto w niego śmielej zainwestować. Gorącym zwolennikiem projektu Wiggins 2.0 (nazwa to patent RB) jest Rod Ellingworth, szef trenerów Sky. Brailsford wcześniej postrzegał to inaczej, lecz przekonał się w ubiegłym sezonie, że opieranie przyszłości wyłącznie na mocno niestabilnym pod względem fizycznym i psychicznym Chrisie Froome, jest zbyt wielkim ryzykiem. Niezbyt powiodła się próba z Richiem Porte, kolej na następnego kandydata.

Po wiosennym sezonie klasyków walijski kolarz został poddany „odessaniu” zbędnych w górach kilogramów, co widać było już po jego sylwetce w Szwajcarii, choć pewnie nieco osłabiło organizm. Zobaczymy jak zniesie góry Tour de France, a potem start w Vuelcie. Rewelacji nie należy oczekiwać z dnia na dzień. Zdaniem Ellingwortha, projekt przyniesie „owoce” w 2016 roku.

froome GCA wracając do 2015 roku, kto ma w lipcu rozdawać karty z grubsza wiadomo. Z osławionej już big four największe wrażenie zrobił Froome. Skuteczna pogoń za żółtą koszulką dobrze mu wróży. W 2013 roku po zwycięskim Delfinacie zainkasował główną nagrodę Wielkiej Pętli. Słabiej na jego tle wypadł obrońca tytułu, Vincenzo Nibali. Szukając jednak analogii, wystarczy przyjrzeć się jego zeszłorocznym dokonaniom. Wiosną, ani w czerwcu nie szalał, a potem szybko pozbawił rywali złudzeń. Jeśli jeszcze w sobotę ponownie wygra mistrzostwo Włoch, będziemy pewni, że wszystko z nim OK.

Zaimponował w ubiegłym tygodniu także Alberto Contador. Może jeszcze nie fizyczną dyspozycją, ale widać było, że psychicznie jest bardzo mocny. Jego pewność siebie, wręcz granicząca z bezczelnością, zbija z tropu rywali, powoduje, że popełniają błędy. Doświadczenie, spryt, cont i quintarsenał taktycznych sztuczek – to jego najgroźniejsza broń. Jego przeciwnik z Route du Sud, Nairo Quintana, jest dosłownie i w przenośni najcichszym z czwórki pretendentów do tronu. Czy ta maska kryje rzeczywistą „siłę spokoju”? Na dobrą sprawę, poza śnieżnym atakiem na Tirreno – Adriatico, nie mieliśmy okazji się przekonać.

Z konkurentów spoza wielkiej czwórki Van Garderen zrobił jednak lepsze wrażenie niż Pinot. Francuz może lepiej jeździ pod górę, ale do wygrania Tour de France niezbędne są odporność i charakter. W niedzielę zabrakło mu jednego i drugiego. „Zagotował się” i presja spętała mu nogi. Amerykanin, mimo nieznacznej porażki z Froomem, pokazał się z lepszej strony.

cancellaraDwaj przedstawiciele naszego ulubionego kolarskiego rocznika (1990), Tom Dumoulin i Peter Sagan, nie będą na Tour de France walczyć o miejsce w klasyfikacji generalnej. Obaj zamierzają sięgnąć po koszulkę lidera w pierwszych dniach wyścigu. Ich aspiracje możemy uznać za uzasadnione. Holender dwukrotnie w sposób zdecydowany wykazał wyższość nad Fabianem Cancellarą. Dla tego ostatniego większym zmartwieniem niż nieszczególna forma są w tej chwili publikowane materiały dotyczące dopingowego procederu w CSC. Jeden z pupili Riisa indagowania w tej sprawie raczej nie uniknie.

Sagan najwyraźniej wyszedł z dołka i jest na powrót głównym kandydatem do zawładnięcia zieloną koszulką. Przy sprzyjających okolicznościach powinny trafić mu się również etapowe skalpy, ponieważ wśród sprinterów brak zdecydowanych dominatorów. Cavendish ostatnio spuścił z tonu, a Kittel jest w takim stanie, że doprowadzenie go do formy w dwa tygodnie, byłoby cudem porównywalnym do wskrzeszenia Łazarza.

Czerwiec potwierdził nam generalne spostrzeżenie z ostatnich miesięcy. Ekipy byłego „bloku wschodniego” zaczynają dominować w sztuce fizycznego przygotowania zawodników do konkretnych startów. Czy tendencja ta utrzyma się dłużej przekonamy się latem.

Chcielibyśmy też po dłuższej przerwie móc znów powiedzieć o naszych, polskich kolarzach, że trafili z formą w punkt.

Krzysztof Suchomski