Giro 2005: Thriller Zomegnana, roz. 4

 

17. etap z Varazze do Limone Piemonte znów kierował kolarzy w stronę gór. Na ostatnich 80 km liczącej 194 km trasy czekały Madonna del Colletto (2 kat.), krótka, ale brutalna ścianka Colletto del Moro (3,7 km, 8,9%, max. 21%) a na koniec ponad 13-kilometrowy podjazd na przełęcz Colle di Tenda ( śr. 6,1%).

Ivan Basso, już zdrowy, dał tu pokaz swych możliwości. Wygrał zdecydowanie, dojeżdżając solo do mety. Za nim zameldowała się para Rujano i Simoni, tracąca 1’06”, poźniej samotny Belg Van Huffel z Davitamon-Lotto (1’32”), a za nim przyprowadzona przez Parrę 6-osobowa grupa lidera ze stratą 1’48”. Wreszcie słabszy dzień miał Di Luca, który przyjechał jedenasty 2’49” za zwycięzcą etapu. Kosztowało go to oddanie miejsca na podium szalejącemu w górach Wenezuelczykowi.

Przed jazdą na czas do Turynu Savoldelli miał tylko 58” przewagi nad Simonim, ale spodziewał się zwiększyć tę różnicę, bowiem czasówki nie były silną stroną Gibo. Rujano tracił 1’24”, lecz on uchodził za jeszcze słabszego czasowca. Nadzieją rywali Il Falcone była umiejscowiona w samym środku 34-kilometrowej trasy Colle di Superga. Ta górka sprawiała, że scalatori liczyli na mniejsze niż zazwyczaj straty do passisti.

Znakomicie pojechał wcześnie startujący Basso. Podopieczny Riisa wyraźnie, o 20”, pokonał zwycięzcę poprzedniej czasówki i swego kolegę z zespołu, Davida Zabriskie. Wszyscy jednak czekali z niecierpliwością, aż na trasę wyruszą pretendenci do czołowych miejsc. Na punkcie pomiarowym 15,7 km (szczyt wzniesienia) Simoni tracił do Sokoła tylko 14 sekund. Ale potem następowały długie łagodne zjazdy i płaski 6-kilometrowy odcinek ulicami miasta do mety. W tej części lider nadrobił nad konkurentem więcej i na mecie jego przewaga wyniosła 1’11”. Wygrał Basso, o 9 sekund wyprzedzając Karpetsa. Na następnych miejscach Zabriskie i Savoldelli. Simoni ukończył etap na 10. miejscu (1’34”do Basso), Di Luca był 14. (1’55”), a Rujano ze stratą 1’59” o 2 oczka dalej.

W obozie Discovery triumfowano. Przewaga lidera nad Simonim wzrosła do 2’09”, a nad Rujano do równych 3 minut. Wprawdzie nazajutrz czekał ich jeszcze jeden, bardzo trudny górski etap, lecz dotąd na żadnym z nich Savoldelli nie stracił do Simoniego więcej niż minutę. Nawet zakładając niewielką stratę, można było z góry przewidywać sukces.

Przedostatni etap z Savigliano do Sestriere liczył 190 km. Kolarze najpierw dotrzeć mieli do Sestriere od północnej strony, potem zjechać, zatoczyć wielkie koło i zaatakować przełęcz Finestre od północy, by z niej ponownie udać się do Sestriere. Pierwszy wjazd na miejsce późniejszej mety jeszcze nie zapowiadał, że nadszedł dzień, o którym całe pokolenia będą opowiadać „przy obozowych ogniskach”. Z przodu jechała skazana na pożarcie trójka kolarzy, nikt z topu klasyfikacji jeszcze się nie wychylał.

Colle delle Finestre nie jest normalnym podjazdem. Inne, najbardziej wymagające podjazdy, które odpowiadają kategorii HC w Tour de France, tu oznaczone były jako kategoria 1. Natomiast podjazd do przełęczy Finestre oznaczono wyjątkowo mianem Categoria Speciale. Najwyższy punkt drogi, liczącej 18,4 km, znajduje się 2 178 m n.p.m. , a przewyższenie do pokonania wynosiło 1 694 m. Średnie nachylenie zbocza ma 9,2%, a najbardziej strome fragmenty dochodzą do 14%. Już samo to robi wrażenie, ale najważniejsza trudność polega na tym, że ostatnie 8 km pozbawione jest asfaltowej nawierzchni. Droga określana jest jako szutrowa, lecz nie jest to ubity kołami pojazdów szuter, jak na Strade Bianche, a górska droga usiana mniejszymi i większymi kamieniami. I to wszystko mieli do pokonania kolarze, mający już w nogach ponad 3 300 km. Dopiero co oglądaliście ten odcinek drogi na swoich ekranach i mieliście okazję przekonać się, czy coś się zmieniło przez ostatnie 10 lat. Jedno na pewno. Mniej ludzi kibicuje wzdłuż drogi. Ale wtedy nie oglądało się jeszcze wyścigów w telefonach. Poza tym wszystko po staremu. A zwłaszcza emocje. Na Colle delle Finestre są one gwarantowane.

savoldelliPierwszy zaatakował Illiano z Colombia – Selle Italia. Kolarz w różowym trykocie nie zareagował. Może nie chciał, a może nie mógł. Zauważyli to rywale. Ruszył ostrzej Simoni, za nim Di Luca, potem Atienza z Cofidisu i maleńki Rujano. Zyskali przewagę minuty. Z kolei z tyłu, z innymi odpadającymi pozostał Basso. Gruppo maglia rosa zmieniło się w gruppettino. Liderowi towarzyszyli tylko Ardila z Lotto i Belli z Domina Vacanze. Później wszystko toczyło się jak w filmie akcji.

Atienza zostaje z tyłu, wkrótce dogoni go lider z Ardilą, a trójka Simoni, Di Luca i Rujano wjeżdża na szutrowy odcinek z przewagą 1’10”. Mijają wcześniejszych uciekinierów.  Simoni pracuje wytrwale, ale i Di Luca dokłada swoje. Różnica wzrasta powyżej 2 minut. Po chwili informacja, że kolarz Lampre jest teraz wirtualnym liderem. Przewaga Gibo nad liderem przekroczyła 2 minuty i 9 sekund, które tracił do Savoldellego na starcie. Ponoć jest już 2’12”. A na mecie czekają jeszcze bonifikaty dla pierwszej trójki (20-12-8). Kolarz Discovery dostaje informację o zagrożeniu. Przyspiesza. Próbuje ustabilizować stratę na pułapie 2 minut. W pewnym momencie dociera informacja, że przewaga Simoniego wynosi 2 minuty i 8 sekund. Savoldelli prowadzi więc o sekundę. Obserwator, patrzący na Ziemię z kosmosu, zauważyłby z pewnością, jak fragment lądu, charakterystyczny półwysep z kształcie buta, rozżarza się do białości.

giro05stage19-2Mijają punkt górskiej premii. Pierwsza zielona koszulka Rujano. Savoldelli, któremu towarzyszą, ale nie pomagają Ardila i Atienza, melduje się 2’19” za uciekinierami. W tym momencie maglia rosa należy znów do Simoniego. Sokół szykuje się do zjazdu życia – to dla niego być albo nie być. Przecież potem czeka ich jeszcze podjazd do Sestriere. Ale Simoni to także zawołany zjazdowiec. Do tego zdający sobie sprawę, że upragniony trzeci triumf w Corsa Rosa jest w jego zasięgu.

Falcone zjeżdża szybciej, ale dokładne różnice czasu na zjeździe trudno uchwycić. W dolnej części zjazdu Di Luca zostaje. Rujano, który znacznie mniej pracował na Finestre, teraz włącza się do dyktowania tempa. Jest 10 km do mety i zaczyna się drugi podjazd pod Sestriere. Zmierzona tu różnica czasu wynosi tylko 1’37”. To za mało dla kolarza Lampre. Nawet biorąc pod uwagę bonus za zwycięstwo, potrzebowałby co najmniej 1’50” przewagi. Di Luca jest 25 sekund za nimi, więc Sokół prawie na pewno nie zdobędzie bonifikaty. Zostało 10 km do szczęścia, ale Gibo nie ma już tyle sił. Dał z siebie wszystko na Colle delle Finestre. Już tylko ambicja pcha go pod górę. Kolejny komunikat mówi, że przewaga nad liderem spada. Pokrzepiony pomyślnym obrotem sprawy Savoldelli uspokaja się. Jedzie teraz w towarzystwie Garate, Van Huffela, Honchara i Valjaveca.

Wenezuelczyk, widząc słabość towarzysza ucieczki, zostawia Simoniego 4 km przed metą. Nagle dostrzega dodatkową szansę. Po 18 etapach dzieliło go od wicelidera tylko 51 sekund. Dystans między nimi rośnie w oczach. Gibo mobilizuje się do walki – przed kwadransem marzył o maglia rosa, teraz musi bronić drugiego miejsca.

Wjeżdżają na metę pojedynczo: Rujano, 26 sekund po nim Simoni i Di Luca, tracący już 1’37”. Niecałe 2 minuty za zwycięzcą etapu przyjeżdża grupka z triumfującym Savoldellim. Lider traci do Simoniego minutę i 29 sekund. Wygrywa Giro d’Italia po raz drugi. Drugi raz tytuł przypada ekipie amerykańskiej. Discovery powtarza sukces Hampstena i 7-eleven z 1988 roku (kolejne Giro, o  którym kiedyś warto będzie opowiedzieć).

Ostatni etap, do Mediolanu, lecz znacznie krótszy niż w obecnym roku, wygrał Petacchi. Paolo Bettini, zajmując 11 miejsce obronił fioletową koszulkę. Świerszcz musiał się tylko pilnować na finiszu, by nie zejść poniżej 13 pozycji. Ale i tak tematem dnia była heroiczna walka stoczona przedostatniego dnia wyścigu.

Klasyfikacja generalna 88. Giro d’Italia wyglądała następująco:

  1. Paolo Savoldelli, Discovery Channel                       91h 25′ 51”
  2. Gilberto Simoni, Lampre-Cafitta                                             28”
  3. José Rujano, Colombia-Selle Italia                                         45”
  4. Danilo Di Luca, Liquigas                                                       2’42”
  5. Juan Manuel Garate, Saunier Duval                                      3’11”

Na zakończenie tradycyjnie parę słów o dalszych losach głównych bohaterów tego spektaklu:

podium giro 2005Paolo Savoldelli, po opisywanym sukcesie, nie wygrał już żadnego wyścigu cyklu Pro Tour. Zakończył karierę po sezonie 2008 w wieku 35 lat.

Gilberto Simoni w tym samym roku wygrał jeszcze klasyk Giro dell’Emilia. W następnym sezonie ukończył Giro trzeci, wchodząc w słynny konflikt z Ivanem Basso. Rok później był czwarty – jego gwiazda nawet na krajowym rynku powoli gasła. Zakończył długą karierę startem w Giro 2010, mając 39 lat.

José Rujano nie zrobił kariery w szeregach pro-tourowców. Po różnych perypetiach losu wydawało się, że wraca do wielkiej gry w trakcie Giro 2011, gdzie reprezentował drużynę Androni Giocattolli. Ukończył wyścig na 6. miejscu, towarzysząc Contadorowi w paru górskich ucieczkach. Potem zniknął na kilka miesięcy (skąd my to znamy?). Wściekły Gianni Savio zarzucał mu kompletny brak profesjonalizmu. Nikt w Europie nie ryzykował już podpisania z nim kontraktu. Startuje do dziś, zadowalając się wygrywaniem w prowincjonalnych imprezach w Ameryce Łacińskiej i Azji.

Danilo Di Luca, mimo licznych sukcesów na trasach klasyków, nie porzucił myśli o podboju Corsa Rosa. Powiodło się to w sezonie 2007. W 2008 roku trafił do pro- kontynentalnego zespołu LPR, który został zbojkotowany przez organizatorów GT z powodu zarzutów dopingowych. W 2009 roku, w trakcie trwania Giro został zdyskwalifikowany po wykryciu w jego organiźmie CERA, nowej generacji EPO. Następne lata jego kariery to historia jego powrotów i kolejnych dopingowych wpadek. Ostatnia, praktycznie kończąca karierę, miała miejsce na Giro 2013.

Ivan Basso w lipcu wystartował w Tour de France, zajmując drugie miejsce, za Armstrongiem. W następnym roku wygrał Giro, deklasując konkurentów i zapracowując na przydomek Uśmiechniętego Zabójcy (Smiling Assassin), bowiem z uśmiechem wspinał się pod najtrudniejsze górskie zbocza. Simoni publicznie zarzucił mu doping i nie dotrzymanie dżentelmeńskiej umowy na jednym z etapów, na którym świetnie zjeżdżający Gibo pomagał Ivanowi na zjazdach. Sprawę w końcu załatwiono polubownie. Udowodniono mu doping w ramach słynnego śledztwa, znanego jako Operacja Puerto i w lipcu 2007 został zawieszony na 2 lata. Po powrocie z banicji, w barwach zespołu Liquigas, wygrał Giro 2010 – jedną z najciekawszych edycji w obecnym stuleciu. Startuje do dziś, obecnie w barwach Tinkoff-Saxo.

I najważniejszy z bohaterów opisywanej historii – Angelo Zomegnan. Wprowadził w Giro d’Italia kolejne innowacje i zmiany, ale też zrobił bardzo wiele dla jego światowej promocji. Za jego kadencji zadebiutowało kilka nowych tras i podjazdów. Nadał wyścigowi bardzo wyrazisty charakter. Rozstał się z funkcją dyrektora w 2011 roku. Stał się cenionym i wysoko opłacanym konsultantem, pracującym dla organizatorów wyścigów oraz marek sponsorujących kolarstwo (współpracuje m.in. z Lampre-Merida z zakresie strategii biznesowych). Udziela się zwłaszcza w rodzinnej Toskanii. Był Przewodniczącym Komitetu Organizacyjnego Mistrzostw Świata we Florencji w 2013 roku. Jest Prezesem Fundacji Muzeum Kolarstwa w Ghisallo i pełni szereg innych zaszczytnych funkcji społecznych.

Nikt nie odbierze mu satysfakcji. Dwa najciekawsze wydania Corsa Rosa obecnej ery odbywały się pod jego batutą.

Krzysztof Suchomski

rozdział 1

rozdział 2

rozdział 3