Giro 2005: Thriller Zomegnana, roz. 3

 

Wyścigowa kolumna 88. Giro d’Italia na jeden dzień zjechała w doliny, by dać chwilę radości Ale Jetowi, ale zaraz skierowała się z powrotem na północ. 13. etap z Mezzocorona do Ortisei zapowiadał się jako piekielnie trudny. 218 km, kilka przełęczy do pokonania, wjazd powyżej 2000 m. Ponad 6 i pół godziny jazdy w górach.

13e giro 2005Na starcie nie stanęli Garzelli i pięciu sprinterów, w tym McEwen. Natomiast na trasie, jeszcze przed Passo Sella, wycofało się ośmiu kolejnych uczestników, miedzy innymi Ryder Hesjedal. Z przodu jechała ucieczka, początkowo licząca 20 zawodników, później zredukowana do kilku osób. Ale przed Passo delle Erbe było ich jeszcze 19 i mieli 7,5 minuty przewagi. Na tym 15-kilometrowym podjeździe Simoni i Cunego sprawdzili gotowość ekipy lidera. CSC odparło atak Lampre i dowiozło do atakujących Basso, który jednak nie wyglądał najlepiej. W grupie lidera czaił się Savoldelli, dobrze trzymał się Di Luca. Miło znów było popatrzeć na kręcące się tam ciemnopomarańczowe koszulki Panarii.  Grupa zawsze była wylegarnią włoskich talentów i tak zostało do dziś, mimo że sponsor parokrotnie uległ zmianie (obecnie Bardiani), a koszulki noszą jasnozielone.

1_parra_winOstatnia faza to 9-kilometrowy wjazd na przełęcz Pontives, gdzie umiejscowiono górską premię, a potem jeszcze 5 km w górę, do Ortisei. Z przodu została czwórka: Rujano i Parra z Colombia, Garate z Saunier Duval i Caucchioli z Crèdit Agricole. Zaatakował Ivan Parra, młodszy brat słynnego Fabio Parry, który stawał w latach 80. na podium Tour de France i hiszpańskiej Vuelty. Kolumbijczyk samotnie osiągnął górską premię, a potem metę. Tymczasem z grupy lidera odpadł ostatni jego pomocnik, Frank Schleck. Basso jechał z tyłu grupy, przeciwnicy wyczuli jego słabość. Ruszył Gibo Simoni, dość łatwo dojechał do niego Savoldelli. Kolejni zawodnicy odrywali się od Basso. Jednym z ostatnich był Cunego. Po paru kilometrach Basso został sam. Przyjechał na metę 21. ze stratą 5’08” do zwycięzcy, a 1’08” do Savoldellego, 1’01” do Simoniego i Di Luki.

giro2005 rujanoMaglia rosa po raz dziewiąty zmieniła właściciela, tym razem ubrał ją Il Falcone. Miał 50 sekund przewagi nad Basso. Lider CSC, który przed etapem uchodził za głównego kandydata do końcowego triumfu, narzekał na problemy z żołądkiem. Wszyscy byli ciekawi, czy następnego dnia stać go będzie na skuteczny kontratak. Do pierwszej dziesiątki awansowała trójka uciekinierów: Garate (5), Caucchioli (6) i zdecydowany lider klasyfikacji górskiej, Jose Rujano (8).

14e giro 2005W niedzielę czekała kolarzy Cima Coppi – najwyższy punkt wyścigu położony na sławnej przełęczy Stelvio (2758 m). Basso przeżywał dramat. Dolegliwości żołądkowe osłabiły go bardziej niż sądził przed startem. Na ośnieżoną przełęcz wjechał z trudem, tracił już w tym momencie 18 minut do prowadzących. Na linii górskiej premii zatrzymał się, wyczerpany i przemarznięty. Riis i reszta ekipy technicznej wyskoczyli z samochodu. Kilku kolarzy CSC również zaczekało na swojego lidera. Ubrali go w dodatkowe kurtki i pelerynki, wszystko, co kto miał pod ręką. Basso czuł się fatalnie, a świadomość, że właśnie przegrał Giro, musiała mu dodatkowo ciążyć. Ale nie chciał się wycofać, zdecydował się jechać dalej.

 

stelvio 2005Z przodu znów samotny Ivan Parra, który najwyraźniej postanowił zaanektować ten weekend. Przed ostatnim podjazdem (Passo di Foscagno) wyprzedzał o 47” czwórkę kolarzy, z niestrudzonym Rujano, któremu w tym momencie towarzyszyli: Atienza, Osa i Sella. Trzy i pół minuty za Kolumbijczykiem posuwała się maglia rosa gruppo, której tempo nadawali kolarze Lampre. Mały Książę, nie mający już szans na odegranie w tym roku czołowej roli, posłusznie pracował na rzecz Simoniego, który teraz wydawał się głównym rywalem Sokoła w walce o zwycięstwo. Przy okazji wyjaśniło się, jakie są przyczyny znakomitej formy Il Falcone. Miłośnicy polenty, których we Włoszech nie brakuje, rywalizujący ze zjadaczami makaronów, lasagnii i pizzy, rozwinęli transparent głoszący: Il doping di Savoldelli, polenta e uccelli, co znaczy, iż polenta dodaje skrzydeł. Wiemy teraz skąd wziął się slogan Red Bulla.

Czwórkę podążającą za Parrą wyprzedził Valjavec. Tylko Rujano zdołał dotrzymać mu kroku. W tej kolejności dotarli do mety. Zwycięzca, Ivan Parra, przejechał dystans 210 km w 6 godzin i 46 minut.

Na ostatnich kilometrach Gibo „sprawdził” nowego lidera. Sokół nie odpowiedział na atak, nie miał w tym momencie ani dość sił, ani wsparcia ekipy. Do Simoniego dociągnęli Di Luca i Garate. Na mecie zyskali nad kolarzem Discovery tylko 28 sekund, ale bardziej liczyła się świadomość, że lider został „napoczęty”. A były lider, Ivan Basso, stracił tego dnia ponad 40 minut, ale dzielną postawą zdobył uznanie znających się na kolarstwie włoskich kibiców.

DanilodilucaPo weekendzie w Dolomitach klasyfikacja generalna wyglądała sensacyjnie. Prowadził Savoldelli o 25” przed zadziwiającym obserwatorów Di Luką, 1′ 45” przed faworyzowanym Simonim, 2’11” przed Juanem Garate i 2’18” przed rewelacyjnym Rujano. W dziesiątce mieścili się jeszcze Caucchioli, Honchar, Sella, Cioni i Karpets. Tyle się już wydarzyło, a przecież uczestników czekał jeszcze ostatni tydzień.

Wyścig skierował się na zachód, opuszczając Dolomity. W poniedziałek etap sprinterski wygrał Petacchi, któremu sukces bardzo ułatwiło wcześniejsze wycofanie się australijskich sprinterów. Ale w klasyfikacji punktowej sprinter Fassa Bortolo przegrywał z Paolo Bettinim.

Dwa łatwiejsze etapy przedzielone dniem przerwy pozwoliły wykurować się Ivanowi Basso. I jak miało się okazać nie powiedział on jeszcze w tym wyścigu ostatniego słowa. Uczestników Giro czekały jeszcze dwa górskie etapy przedzielone 34-kilometrową jazdą na czas. Nadchodził czas rozstrzygnięć.

Krzysztof Suchomski

rozdział 1

rozdział 2

rozdział 4