Giro 1984: Helikopter w ogniu, roz. 2

 

Emocje opadły nieco, lecz dyskusje nie milkły. Peleton, rozpolitykowany niczym włoski parlament, jechał dalej. Fignon urywał sekundy Moserowi i kiedy dotarli do 15. etapu, zajmując czwarte miejsce tracił do lidera tylko 39 sekund. Między wielkimi rywalami plasowali się jeszcze: dobry góral i czasowiec Roberto Visentini oraz Moreno Argentin.

1984-giro-Moser-in-rosaNa 15. etapie, 37-kilometrowym cronometro z Certosa di Pavio do Mediolanu, Francesco Moser, zwany Szeryfem, znów wygrał i odskoczył rywalom, nie na tyle jednak, by czuć się bezpiecznym. Visentini tracił do niego zaledwie 1’03’’, a Argentin z Fignonem 2’07”. Siódme miejsce na tym etapie zajął jedyny wówczas polski profi, Czesław Lang, ścigający się w barwach Del Tongo – Colnago.

Francuz liczył na Alpy, w których powinien zdobyć przewagę nad faworytem Włochów, lecz niespodziewanie w grze pozostał lider Carrery, który będąc medialnie nieco w cieniu, okazał się rywalem, mogącym pokrzyżować szyki faworytom. W przeciwieństwie do Mosera, 27-latek z Brescii gór wcale się nie obawiał. Mając w pamięci Stelvio, czekające ich na 18. odcinku trasy, Fignon i Visentini już zwietrzyli krew. Mimo to, lider wciąż wydawał się mocny i promieniał pewnością siebie. Pogoda pogorszyła się, lecz nikt jeszcze nie przeczuwał przykrej niespodzianki.

Po zakończeniu 17. etapu ogłoszono, że wjazd na Stelvio jest nieprzejezdny z powodu zalegającego śniegu. W roku 1984 Twitter czy Instagram nie śniły się nawet autorom science-fiction. Szybka weryfikacja stanu faktycznego nie była tak prosta jak w obecnych czasach. Wieczorem Torriani pokazał na konferencji prasowej zdjęcia, z których wynikało, że sytuacja nie jest tragiczna i przełęcz, po odśnieżeniu, byłaby przejezdna. Stwierdził ponadto, że optował za kontynuowaniem wyścigu wcześniej ustaloną trasą, lecz zgody na to nie wyraziły miejscowe władze. Pikanterii opisanej sytuacji dodaje fakt, że były to władze Trentino – regionu, z którego pochodził Francesco Moser.

Zaproponowano objazd. Po przełęczach Tonale i niżej położonej Palade kolarze mieli zjechać w doliny i okrężną drogą dotrzeć do mety w Merano. Najbardziej rozżalony był Visentini. Wietrzył w tym układ i czuł się zdradzony przez rodaków, którzy ratując Lo sceriffo, poświęcili jego szanse na wygranie Giro. Wystartował wprawdzie, ale po zakończeniu etapu demonstracyjnie wycofał się z wyścigu.

1984-giro-20-fignon-dopoFignon wierzył, że mimo zmiany trasy ma jeszcze widoki na zwycięstwo. Zaatakował już na Tonale. Udało mu się zostawić z tyłu konkurenta, lecz znakomicie zjeżdżający Moser odrobił stratę i do końca długiego, liczącego 252 km, etapu nie pozwolił się zgubić. Wygrał Bruno Leali, a 5 sekund za nim wjechała na metę 46-osobowa grupa z całą czołówką generalnej klasyfikacji.

Za metą wytoczono armaty. Dyrektor teamu Renault-Elf, Cyrille Guimard, z furią zaatakował Szeryfa i sędziów wyścigu. Zarzucił Włochowi korzystanie z niedozwolonej pomocy. Ponoć miał być na Tonale pchany pod górę, zarówno przez kolegów, jak i widzów, a podczas pogoni za Fignonem pomagały mu samochody włoskich teamów. Moser zlekceważył zarzuty, a sędziowie okazali głusi na argumenty eksplodującego z wściekłości francuskiego managera i odmówili ukarania lidera. By przelać czarę goryczy, to L’intello  otrzymał 20-sekundową karę za pobranie posiłku poza wyznaczoną strefą.

Wojna francusko-włoska trwała na całego także podczas następującego nazajutrz dnia przerwy. Francuski magazyn Velo publikował wykonane przez dziennikarzy zdjęcia Stelvio, na których na asfalcie nie było śniegu. Poważny kryzys międzynarodowy wisiał w powietrzu.

Tak naprawdę, nie jest wcale pewne, czy jadąc przez Stelvio, nadzieja Francji zdołałaby dowieźć wywalczoną tam przewagę do mety. Kolarzy czekałby jeszcze długi i kręty zjazd z przełęczy, na którym Lo sceriffo odrabiałby straty, a potem ponad 50 km płaskiej drogi do Merano, a taka jazda była specjalnością kolarza Gis Gelati.

Na 19. etapie kolarzy czekały tylko 74 km. Mieli podjechać  z Merano do Selva di Val Gardena. Tym razem zjazd nie mógł uratować Checco. Fignon wykorzystał okazję. Ukończył wspinaczkę drugi (wygrał Hiszpan Marino Lejarreta), zarabiając nad rywalem 49 sekund i bonifikatę. Przewaga lidera przed ostatnim dniem w górach stopniała do minuty i 3 sekund. Następnego dnia uczestnicy wyścigu mieli do sforsowania pięć przełęczy: Campolongo, Pordoi, Sella, Gardena i ponownie Campolongo. Nadzieja Mosera znów tkwiła w zjazdach występujących po każdym wzniesieniu, także tym ostatnim. Włoch był w tym elemencie mistrzem i liczył na każdorazowe zredukowanie różnicy, podobnie jak to miało miejsce na Tonale.

Profesor wyciągnął jednak wnioski z tamtej lekcji. Na Pordoi zaatakował skutecznie razem z Holendrem Johanem Ven der Velde, nie dając włoskim kolarzom szans na kontratak. Jadąc w stylu wielkich mistrzów, utrzymał prowadzenie aż do mety, bijąc innych górali o prawie 2 minuty. Moser przyjechał ósmy, 2’19’’ za zwycięzcą. Widzowie znów pomagali mu na podjazdach. Sędziowie wymierzyli mu za to karę… 5 sekund. Dla „równowagi”, lider Renault, otrzymał karę 10 sekund znów za pobieranie żywności poza wyznaczoną strefą. Ale różowy trykot przeszedł z powrotem w jego ręce. Ulubieniec Italii zapowiedział jednak walkę o odzyskanie największej włoskiej świętości.

Na długim, płaskim etapie do Treviso finiszował trzeci, zarabiając 10 sekund bonifikaty. 10 czerwca, na 42-kilometrowej trasie z Soave do Verony, dwaj główni aktorzy wielkiego widowiska, Profesor i Szeryf, stanęli do decydującego pojedynku. Moser był zdecydowanym faworytem czasówki. Pozwolono mu wystartować na rowerze z pełnymi kołami, na którym w styczniu bił rekord godzinny. Po raz pierwszy taki rower miał być oglądany na szosie. To dawało kolarzowi z Trentino przewagę nad innymi. Ale czy zdoła odrobić minutę i 21 sekund?

Faworyt widowni, jadąc z prędkością 50,977 km/h, wykręcił niesamowity czas 49 minut i 26 sekund, aż o 2’24” bijąc drugiego w tej próbie Fignona i odbierając mu maglia rosa. Znów siódmy, ze stratą 3’37”, ukończył etap TT Czesław Lang. W klasyfikacji generalnej za dwoma głównymi protagonistami uplasował się Moreno Argentin.

Po wyścigu Fignon zarzucił Włochom, że wykorzystali helikopter RAI, by wypaczyć wyniki czasówki. Twierdził, że śmigłowiec leciał przed nim i podmuch jego śmigła przeszkadzał mu i wytrącał z rytmu jazdy. Ten sam helikopter, lecąc nisko za Moserem powodował podmuch pchający Włocha do przodu. Zarzuty te potwierdził Cyrille Guimard. Taki opis tej etapu Laurent Fignon umieścił też w swej późniejszej biografii, konkludując, że czuł się wtedy bardzo oszukany.

1To głupie zarzuty – ripostował Francesco Moser. – Wzdłuż trasy rosły wysokie drzewa, obok były budynki, więc helikopter nie mógł schodzić na tyle nisko, by dało to efekt. Latał wkoło, filmując wszystkich startujących w podobny sposób. Jego wpływ na jazdę był zupełnie nieistotny.

Włoscy komentatorzy zauważają też, że o porażce Francuza zadecydowały nie helikoptery, a w dużej mierze błąd na Blockhausie. Kto miał rację, trudno po latach rozsądzić i dlatego spory trwają w najlepsze.

Laurent Fignon, pobudzony tymi wydarzeniami, w miesiąc później wystartował do obrony tytułu w Tour de France i  tam znokautował wręcz samego Bernarda Hinault, wygrywając z nim w największej francuskiej wojnie domowej od czasu pojedynku Anquetila z Poulidorem, o ponad 10 minut.

W 1989 roku, przygotowując się do wielkiego come backu na Wielką Pętlę, pojawił się na Giro i wygrał, biorąc w końcu to, co jego zdaniem od dawna mu się należało.

Francesco Moser został w tym roku, jako czwarta osobistość, przyjęty w poczet Panteonu Giro.

Krzysztof Suchomski

powrót do pierwszego rozdziału

a tu bonus:

http://www.filmoholicy.pl/film/2858/czas-apokalipsy—kultowa-scena-ataku-helikopterow-na-wioske/