20. etap TdF: W Paryżu bez zmian

 

W Paryżu wszystko po staremu, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Wieża Eiffla i Katedra Notre Dame stoją, gdzie stały, cierpliwie znosząc tłumy turystów fotografujących bez opamiętania i zostawiających po sobie tony śmieci. Po bilety do Luwru kolejka, Opera, jak zwykle w lipcu, nieczynna, gołębie nadal obsrywają pomnik Marszałka Focha na Placu Trocadèro i Cavendish wygrywa na Polach Elizejskich.

Liczący 120 km ostatni etap Tour de France prowadził z Rambouillet do Paryża i kończył się tradycyjnymi rundami po ulicach stolicy Francji i finiszem na Polach Elizejskich. Start ostry nastąpił o godzinie 14:10, przy czym słowo „ostry” należy traktować z przymrużeniem oka. Etap stanowi część powyścigowej celebry, więc przejazd do pewnego momentu przypominał plener fotograficzny. Bohaterowie tegorocznej Wielkiej Pętli w różnych konfiguracjach wyjeżdżali przed peleton, dając satysfakcję kamerzystom i fotoreporterom. Kiedy przejeżdżali spacerowym tempem obok Wersalu, zastanawiałem się, czy wpadną na siusianie do przestronnych królewskich toalet, bo potem w mieście to już nie bardzo jest gdzie. Jednak nie skorzystali, może w remoncie?

Na pętlach kolarze rozpoczęli ściganie. Kandydatów, którym marzyło się wygranie najsłynniejszego kolarskiego finiszu lub choćby pokazanie się na czele wyścigu na najtłumniej obleganej trasie było sporo. Na parę minut przed peletonem pojawił się George Hincapie. 39-letni Amerykanin z BMC, startujący po raz 17. w Wielkiej Pętli, kończy w tym roku bogatą karierę i w ten sposób w towarzystwie innego weterana, 40-letniego Chrisa Hornera, pożegnał się z kibicami.

Przez parę okrążeń na czele jechała dziesiątka kolarzy, ale jej przewaga nie przekroczyła 25 sekund. Wkrótce z przodu została trójka: Da Costa(Movistar), Voigt (Radioshack) i Minard (AG2R). Ekipy Sky i Liquigasu były mocno zmotywowane, żeby doprowadzić swoich asów w dogodnej pozycji do finiszu, więc nie zapowiadało się, że komuś uda się powtórzyć sztuczkę Vino z 2005 roku. Na początku dziewiątej, finiszowej rundy rozpoczęły pracę pociągi Saxo Banku i Lotto. Trójka uciekinierów została dogoniona 3 km przed metą.

Przed wjazdem do tunelu dominatorzy ze Sky znów wyszli na prowadzenie. Gdy do mety pozostał kilometr, Bradley Wiggins rozpędził kolegów, zostawiając z tyłu rywali. Na ostatniej prostej Mark Cavendish wyszedł niezagrożony zza pleców Boassona Hagena. Próbował mu dotrzymać koła Matthew Goss, ale mistrz świata najzwyczajniej go zgubił. Zmęczony długim finiszem Australijczyk przegrał też drugie miejsce z Peterem Saganem. 27-latek z Wyspy Man po raz czwarty z rzędu triumfował na koronnym etapie Tour de France, czym potwierdził opinię najlepszego sprintera w historii kolarstwa.

Zwycięstwo w klasyfikacji generalnej już wcześniej zapewnił sobie Bradley Wiggins, wyprzedzając kolegę z zespołu Chrisa Froome’a i Vincenzo Nibalego (Liquigas). Koszulkę najlepszego sprintera założył na podium Peter Sagan, „króla gór” Thomas Voeckler (Europcar), a najlepszym młodym kolarzem wyścigu został Tejay Van Garderen (BMC).

Szerzej o 99. Tour de France napiszę już wkrótce w specjalnym podsumowaniu wyścigu.

Krzysztof Suchomski