19. etap TdF: Wiggo pozamiatał

 

Niewiele było dotąd etapów Tour de France, w których końcowy wynik byłby bardziej oczywisty. Nieobecność Cancellary i Martina spowodowała, że dla Bradley’a Wigginsa był to jedynie, zgodnie z nazwą, wyścig z czasem. Można było przypuszczać, że Anglik podminowany żenującą szopką urządzoną mu przez kolegę z zespołu na Peyragudes zechce pokazać, kto tu rządzi.

CORVOS_00019624-002

Trzecia, wliczając prolog, jazda na czas, o długości 53,5 km, miała być zapewne koronnym etapem, który przyniesie spore emocje i wpłynie znacząco na układ klasyfikacji generalnej wyścigu. Losy rywalizacji zostały jednak rozstrzygnięte wcześniej, przynajmniej w najważniejszych kwestiach. Sytuacja w pierwszej dziesiątce wydawała się stabilna. Przed startem w Bonneval można było tylko zastanawiać się z jaką przewagą ukończy etap Wiggins. Francuzi zaciskali kciuki, by ich nowi faworyci Pierre Rolland (Europcar) i Thibaut Pinot (FDJ) obronili pozycje w pierwszej dziesiątce.

Trasa nie nastęczała szczególnych trudności, a i pogoda sprzyjała cyklistom. Dzień był słoneczny, lecz nie upalny. W tej sielskiej atmosferze z podium startowego zjechało kolejno 153 kolarzy, którzy do pokonania mieli przede wszystkim wyczerpanie trzytygodniowymi zmaganiami i ból zmęczonych mięśni.

Na pierwszym miejscu tablicy wyników w Chartres długo utrzymywało się nazwisko Patricka Gretscha (Argos – Shimano), który ruszył na trasę dziesiąty. Niemca zluzował na prowadzeniu dopiero startujący dwie i pół godziny po nim mistrz Hiszpanii Luis Leon Sanchez (Rabobank). Największą owację na starcie zgotowała publiczność swemu ulubieńcowi Thomasowi Voecklerowi (Europcar). O 16:33 wyruszył na trasę Bradley Wiggins, trzy minuty przed nim wystartował Chris Froome. Kamery wyścigu bardzo interesowały się owalnymi zębatkami w rowerach obu kolarzy Sky. Biorąc pod uwagę sukcesy Brytyjczyków, można przypuszczać, że w przyszłym sezonie ta techniczna nowinka znajdzie większą liczbę zwolenników.

Na pierwszym punkcie pomiaru czasu (14 km) Wiggo miał 12 sekund przewagi nad wiceliderem, ale na drugim punkcie (30,5 km) nikt nie mógł już mieć złudzeń co do jego hegemonii – przewaga wzrosła do 54 sekund. Przez parę chwil obserwowaliśmy męczącego się na trasie Cadela Evansa, którego 20 km przed metą wyprzedził narzucający ostre tempo kolega z BMC Tejay Van Garderen. Amerykanin osłabł jednak w drugiej części etapu.

Ostatecznie Wiggins pokonał drugiego na mecie Froome’a o 1:16 min. i trzeciego L.L. Sancheza o 1:50 min. Dominację ekipy Sky podkreśliło też 5 miejsce Richie Porte. Na mecie etapu szef „Niebiańskich” Dave Brailsford jeszcze raz pytany przez reportera o relację Wiggins – Froome, odpowiedział ze swobodą człowieka obytego z mediami: Lepiej mieć problem dwóch najlepszych kolarzy niż dwóch słabych. I to był najbardziej błyskotliwy moment dzisiejszego popołudnia.

W pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej nastąpiła tylko jedna zmiana: niedysponowanego w ostatnich dniach Touru Evansa wyprzedził 35-letniHaimar Zubeldia z Radioshack.

Krzysztof Suchomski