14. etap TdF: Sabotaż na trasie Wielkiej Pętli

 

Kolumna Tour de France wjechała w Pireneje. Na mecie w Foix triumfował, wjeżdżając samotnie, Luis Leon Sanchez z Rabobanku. Lider, Bradley Wiggins, obronił żółtą koszulkę, odpierając bez trudu nieliczne ataki rywali. Sensacją dnia była zaskakująca, nienaturalna seria przebitych opon na szczycie ostatniego wzniesienia.

CORVOS_00019594-057

Trasa liczącego 191 km etapu wiodła z Limoux do Foix i zakładała przejazd przez dwie górskie premie 1. kategorii: Port de Lers (11,4 km, śr. nachylenie 7%) oraz Mur de Péguère (9,3 km, śr. nachylenie 7,9%). Po ostatniej premii czekał zawodników ponad 20-kilometrowy zjazd, na który ostrzyli sobie zęby konkurenci lidera wyścigu.

Przedtem mieliśmy premię górską 2. kategorii na przełęczy du Portel, gdzie pierwszy zameldował się niezniszczalny Thoma Voeckler (Europcar) przed liderem górskiej klasyfikacji Frederikiem Kessiakoffem (Astana). Wcześniej miało miejsce typowe dla takich etapów tasowanie, ale peleton kasował podejmowane próby ucieczek.

Po górskiej premii akcję zainicjowali kolarze Radioshack Frank Schleck i Andreas Klöden, do których dołączyli Jérôme Coppell (Saur Sojasun) i Jelle Vanendert (Lotto). Ta czwórka najwyraźniej nie otrzymała zgody na odjazd od „grupy trzymającej władzę”. Nastąpiły kontrakcje i kolejne rozdania, w rezultacie czego na przedzie uformowała się 11-osobowa ucieczka, która dostąpiła łaski błogosławieństwa możnych peletonu. W jej składzie znaleźli się:Steven Kruiswijk i Luis Leon Sanchez (Rabobank), Peter Sagan (Liquigas), Phillip Gilbert (BMC), Cyril Gautier (Europcar), Gorka Izaguirre(Euskaltel), Sebastian Minard (AG2R), Sandy Casar (FDJ), Sergio Paulinho (Saxo Bank), Martin Velits (Omega Pharma), Eduard Vorganov(Katusha).

Przewaga tej grupy szybko rosła, ponieważ peleton nie był zainteresowany pogonią. Straty jej uczestników w klasyfikacji generalnej były większe niż pół godziny. Na 72 km przed metą różnica przekroczyła 15 minut i można było zacząć snuć poważne dywagacje, czy Peter Sagan jest w stanie powalczyć o zwycięstwo na górskim, było nie było, etapie. Pireneje powitały kolumnę wyścigu mało sympatyczną pogodą. Przy niebie zasnutym chmurami peleton rozpoczął wspinaczkę pod Port de Lers i od tego momentu dystans stopniowo, choć bardzo powoli, się zmniejszał. Na zjeździe deszcz zmusił kolarzy do zalożenia pelerynek, na szczęście nie na długo. Gdy peleton zjeżdżał z nadzwyczajną ostrożnością, co spowodowało wzrost różnicy do 16 minut, czołówka rozpoczęła walkę na podjeździe pod „Mur PGR-u”. Lulu Sanchez próbował urwać partnerów, na jego kole utrzymali się Gilbert, Izaguirre i Casar, a tymczasem peleton pod górę holował … Mark Cavendish. Za czołową czwórką próbował utrzymać się Sagan, co powodowało nerwowe oglądanie się do tyłu prowadzących. Kiedy Słowak dociągnął do uciekających, grupkę rozerwała akcja Sandy Casara. Francuz przejechał pierwszy linię ostatniej górskiej premii, przed Izaguirre i Saganem.

Tempo w peletonie narzucili kolarze Lotto, a później ruszyli do przodu Cadel Evans (BMC) i Vincenzo Nibali (Liquigas), ale były to typowe ataki „na alibi”. Kolarze Sky szybko odzyskali inicjatywę i dokonali w znanym już stylu selekcji w peletonie, który po tym zabiegu skurczył się do rozmiarów 19-osobowej grupy. Na szczyt wprowadził grupkę Wiggins, a tam obserwowaliśmy dramat Evansa, który przez ponad minutę nie mógł się doczekać na wymianę koła. Jego perypetie mogłyby stanowić kanwę filmu w rodzaju „Płonące siodła”. Na szczycie gumę łapali kolejni kolarze, a nawet motocykliści kolumny wyścigu (później okazało się, że defekty nie były dziełem przypadku). Liderzy ze Sky postanowili zaczekać, z czego wyłamał się, wyrywając do przodu jak zając, Francuz Pierre Rolland z Europcar. Z kolei defekty mieli Wiggins i Scarponi, co zwolniło jeszcze bardziej tempo grupy lidera, a w międzyczasie prowadząca wyścig i nieco zapomniana piątka zjechała się i 11 km przed metą zaatakował Luis Leon Sanchez.

Hiszpan samotnie minął metę 47 sekund przed towarzyszami z ucieczki, z których najszybciej finiszował Peter Sagan, wyprzedzając wyraźnie pozostałych. A peleton, doczekawszy się powrotu Australijczyka, dostojnym tempem dojechał do mety, tracąc do zwycięzcy ponad 18 minut.

Etap nie przyniósł zmian w klasyfikacji generalnej wyścigu. Na podium w Foix żółty trykot po raz ósmy założył Bradley Wiggins, który nadal wyprzedza o 2:05 min.rodaka i kolegę z drużyny Chrisa Froome’a i Vincenzo Nibalego z ekipy Liquigas o 2:23 min. Nie zmienili się również posiadacze pozostałych koszulek. Na mecie dyrektor wyścigu Christian Prudhomme potwierdził, że seria przebitych opon wywołana została celowym działaniem nieznanego na razie sprawcy. Obiecał szybkie wyjaśnienie sprawy.

Krzysztof Suchomski