Peter Sagan: „Nie ubliża mi czwarte miejsce”

 

Prezentujemy dziś wywiad, jaki ze słowackim kolarzem Peterem Saganem dla czeskiego  portalu supercycling.cz przeprowadził Jan Krůta. Rozmowa miała miejsce 21 kwietnia.

Cieszysz się z wizyty w domu?

Bardzo. Głównie z powodu rodziny, przyjaciół i kilku dni odpoczynku. Potem znowu wyjeżdżam do Ameryki. Nie mam zbyt dużo czasu dla siebie. Cztery lata temu było mi znacznie łatwiej, nikt jeszcze mnie nie znał. Teraz wszyscy mnie znają, zwracam na siebie uwagę.

sagan slovakiaW Słowacji rzucasz się w oczy. Kręcisz reklamy, gościsz na różnych imprezach, spotykasz z wielbicielami. Czy to część Twojej pracy?

To taki trochę zawodowo-rozrywkowy aspekt mojego życia. Dzięki niemu poznaję nowych ludzi i otwieram się na nowe możliwości. Gdybym nie miał kontaktu z ludźmi, czułbym się gorzej.

Czy czujesz się jak celebryta?

Nie bardzo. Nawet tu nie mieszkam, więc nie jestem w stanie powiedzieć, czy tak mnie tu widzą.

Gdy przyjeżdżasz do Żyliny trudno Ci przejść? Kibice zatrzymują na każdym kroku?

To dzieje się częściej niż za granicą. Przede wszystkim chcą zrobić ze mną zdjęcia, proszą o autograf.

Czy to również powód, dla którego wybrałeś zamieszkanie w Monako? Czy masz tam lepsze warunki treningu?

Głównie z powodu pogody, na Słowacji z powodu dłuższej zimy nie da się tak przygotować. Ale również ze względu na życie osobiste. Sportowiec potrzebuje przede wszystkim spokoju w jego pracy i tu go mam. Niewielu mnie tu zaczepia, bo jest tu pełno innych celebrytów [śmiech].

Wielu kolarzy mieszka w Monako, z tych sławnych?

Wystarczająco dużo. Kiedy potrzeba, zawsze można umówić się z kimś na trening.

Peter, czy kolarstwo cieszy Cię nadal?

Zdecydowanie tak, ale z drugiej strony, jest znacznie trudniejsze, ponieważ osiągnąłem już pewien poziom. I nie jest łatwo się na nim utrzymać. Cztery lata temu było mi znacznie łatwiej, nikt naprawdę mnie nie znał. Teraz wszyscy na mnie patrzą, zwracają znacznie większą uwagę.

Czy i dziś cieszysz się na myśl o wyścigu?

Gdybym się nie cieszył, tylko zwijał za każdym razem, kiedy zapowiada się na deszcz, to skończyłoby się na wymówkach. Nigdy tak nie robiłem i nie chcę zaczynać. Staram się zawsze patrzeć z szerszej perspektywy i wciąż mam wielką motywację. Gdybym nie miał – nie utrzymałbym obecnego poziomu. Sam też oczekuję od siebie więcej.

sagan do awataraJak czujesz się w Tinkoff Saxo?

Wszystko jest super. Po czterech miesiącach czuję, jakbym tu pracował znacznie dłużej. Mamy wokół siebie wielkie grono ludzi. Wszystko działa jak należy.

To dobrze, że masz obok siebie pobratymca, czeskiego kolegę Romana Kreuzigera?

Zdecydowanie. Kiedy byliśmy w tym roku w Omanie, mieszkaliśmy razem w pokoju. Rozumiemy się świetnie. Byliśmy razem w drużynie Liquigas, znamy się nawzajem od dłuższego czasu.

Roman wciąż czeka na werdykt sportowego sądu arbitrażowego w  sprawie  paszportu biologicznego. Jak patrzysz na to jako jego przyjaciel?

To na pewno nie jest przyjemne, sposób w jaki to wszystko działa. Nie chciałbym mieć takich problemów, ale i tak moje zdanie się nie liczy, ponieważ to nie ode mnie zależy werdykt. Rozmawialiśmy o tym i muszę przyznać, że podziwiam go za to, że jest w stanie wznieść się ponad to wszystko. Powiedziałem mu, że ja na jego miejscu, pewnie bym czmychnął. W takich chwilach człowiek dostrzega, jak błahe są codzienne problemy.

W nowym zespole jesteś pod znacznie większym ciśnieniem, bo przyszedłeś jako gwiazda.  Ciężko sobie z tym poradzić?

Istnieją dwa punkty widzenia. Gdybym wygrywał, jak poprzednio, nikogo by to z nóg nie zwaliło: kilka wygranych etapów, drugie-trzecie miejsca na wielkich klasykach. To, że w jestem w czołówce nikomu już nie imponuje.

Byłoby OK, gdybym wygrywał wszystko. Ja sam od siebie też oczekuję znacznie więcej. Niby nie ma tragedii, że trafi się gorszy wyścig – często kończyłem w pierwszej piątce, ale trzeba pamiętać, że w wyścigu bywa i 200 kolarzy, a miejsca na podium tylko 3. Nawet, jeśli masz coraz lepszą formę, nie poradzisz nic na to, że zabraknie kilku centymetrów i spadniesz na piąte miejsce. To już nikogo nie obchodzi.

Ludzi rozpieściły Twoje wyniki z ostatnich lat i wszyscy oczekują teraz tylko samych zwycięstw?

Jeżdżę przede wszystkim dla siebie i jestem szczęśliwy kiedy wiem, że dałem z siebie wszystko. Mniej obchodzą mnie oczekiwania innych, staram się na to patrzeć z mojej perspektywy. Nie ubliża mi czwarte czy piąte miejsce. Zawsze wygrywa najlepszy, a w takich momentach wystarczy mi świadomość, że z nim walczyłem i zrobiłem co w mojej mocy. Trzeba umieć odpuścić i patrzeć na kolejne wyścigi.

Jak oceniasz pierwszą część sezonu?

Wszyscy oczekiwaliśmy więcej, również ja sam od siebie. Ale nie powiodło się i  nie zabiję się z tego powodu. Patrząc w przyszłość, staram się przygotować do Tour de France.

Będzie trudniej zdobyć zieloną koszulkę ponownie, kiedy wystartuje tam wielu silnych rywali, w tym rewelacja sezonu Kristoff?

Nigdy nie byłem stuprocentowym sprinterem, po prostu kilka razy mi się udało. Częściej finiszowałem w mniejszych grupach, co i w tym roku może być moją szansą. Jednak dla mnie najważniejsza w tym roku będzie pomoc Contadorowi – zobaczymy, czy nie będzie się to kłóciło z moją walką o zieloną koszulkę.

sagan new kitJak się dogadujecie z Contadorem?

Bez problemu. To zależy, co jest priorytetem dla zespołu. W tym roku jechaliśmy Tirreno i było super. Dużo mi pomógł. Kiedy wygrałem etap, ciągnął mocno z przodu i zerwał cały peleton w górach. Mógł powiedzieć: jestem Alberto, pracujcie za mnie. Ale jazda na rowerze to sport zespołowy i jesteśmy niezwykle zgranym teamem. Nie stawiamy na indywidualne zwycięstwa, tylko na to, co przyniesie największą korzyść zespołowi.

Czy zdobycie żółtej i zielonej koszulki na Tourze jest realne?

To nie jest nierealne.  Ale zobaczymy,  jaki  będzie skład zespołu i co będzie priorytetem. Do tej pory naprawdę jeszcze o tym nie dyskutowaliśmy.