2013 Resumé (1): Wiatr odnowy?

 

Po ubiegłorocznym kolarskim trzęsieniu ziemi w przestrzeni medialnej, w kończącym się sezonie przeżyliśmy kaprysy sił natury w wymiarze jak najbardziej realnym. Dawnymi czasy w niecodziennych zjawiskach naturalnych dopatrywano się wróżb bądź zapowiedzi doniosłych wydarzeń. Czy plagami hojnie zsyłanymi na peleton Matka Natura dawała nam znać, że czas na porządki w kolarskiej Stajni Augiasza? Jeśli tak, to poskutkowało. Teraz trzymajmy kciuki za to, by początek odnowy nie okazał się jej końcem. By zmiany personalne we władzach światowego kolarstwa w końcowym rozrachunku nie sprowadziły się do znanego nam doskonale z polskiej sceny politycznej zjawiska, nazywanego przez socjologów „krążeniem elit” (jakkolwiek ten ostatni rzeczownik w zestawieniu z jakością naszych polityków brzmi mocno surrealistycznie).
Mieliśmy w tym roku zmiany we władzach UCI, mieliśmy i zmiany w układzie sił peletonu. Na listach zwycięzców najważniejszych imprez pojawiły się nowe nazwiska. Nie obyło się bez kontrowersji, podejrzeń i zarzutów. I nie jest to wyłącznie kwestia cienia rzuconego na ten piękny sport za sprawą afery Armstronga.

Bieżący rok nie miał tak zdecydowanych dominatorów jak ubiegły. Brytyjczycy ze Sky wprawdzie utrzymali najważniejszy przyczółek, czyli maillot jaune Tour de France, lecz innych celów sezonu już nie udało się ekipie Brailsforda zrealizować. „Niebiańscy” stracili nimb niezwyciężonych i z pewnością nie stało się to ze szkodą dla kolarstwa. Rozbici w roku olimpijskim przeciwnicy zdołali się zmobilizować, a adaptując do własnych arsenałów wprowadzone przez Brytyjczyków nowości, wyrównali szanse rywalizacji. Dzięki temu większość tegorocznych wyścigów była po prostu ciekawsza i możemy zgodzić się, że pod względem sportowym nastąpił zauważalny postęp.

13nairoCzołówka powiększyła się i jakby zdemokratyzowała, w tym sensie, że młode wilki i wilczki mają mniejszy respekt dla starych basiorów i dotychczasowym przywódcom stada coraz trudniej się obronić. Nie ogranicza się to wyłącznie do zjawiska, które zyskało już obiegową nazwę w postaci Young Colombian Power. Są Czesi, Polacy, Francuzi, Niemcy i inni. Młodzież atakuje bez kompleksów, zachęcona przykładem Petera Sagana, który wcześniej dostał się na kolarski Olimp bezceremonialnie „wchodząc razem z drzwiami”. Dzięki temu widzowie mają więcej emocji, a sportowe scenariusze są mniej przewidywalne, co często martwi „zaginionych w akcji” telewizyjnych komentatorów, za to niezmiennie cieszy bukmacherów.

König, Stybar, Kwiatkowski, Majka, Démare, Barguil – to tylko kilka przykładów kolarzy, którzy przedarli się na pierwsze strony gazet. Ale największą rewelacją, zwłaszcza w pierwszej połowie sezonu, byli Kolumbijczycy. Świetny występ Rigoberto Urana i Carlosa Betancura na Giro d’Italia poprzedzały mocne kolumbijskie akcenty w tygodniówkach i klasykach. Ukoronowaniem tej passy były popisy Nairo Quintany na Tour de France. Trójka polskich muszkieterów (obszerniej polskie plusy i minusy sezonu omówię w następnym odcinku) sprawiła, że o Polakach w kolarskim światku mówiło się niewiele mniej. Jesienią największym zaskoczeniem był oczywiście zwycięzca Vuelty, Chris Horner – 42-latek, który w dotychczasowej karierze jedynie raz zdołał zmieścić się w pierwszej 10 Grand Touru (9. w Tour de France 2010).

Rozczarował w tym sezonie przede wszystkim ubiegłoroczny bohater, Bradley Wiggins. Anglik wydawał się zagubiony nie tylko w sensie sportowym. Sprawiał wrażenie człowieka, który nie bardzo radzi sobie z presją wywołaną wygórowanymi oczekiwaniami, a dodatkowo pogłębioną przez wewnętrzną rywalizację w zespole. Do „grupetto” tych, którzy w największym stopniu zawiedli nadzieje (przynajmniej moje) zaliczyłbym w następnej kolejności Alberto Contadora, kolarzy Europcar i Euskaltel, Rydera Hesjedala, Sergio Henao, Toma Boonena, Thora Hushovda i Philippe’a Gilberta.

13cookson

Przymierzając się od pewnego czasu do napisania tego tekstu, miałem z góry upatrzoną kandydaturę Osobistości Sezonu 2013. Nowy Prezydent UCI, Brian Cookson, wyjechał z Florencji z największym łupem, który przypadł mu jak najbardziej zasłużenie. Angielski działacz musiał pokonać wiele przeciwności, by z powodzeniem doprowadzić do rozbicia uporczywie trzymającej się stołków kliki Verbruggena. Wykazał się skutecznością, ale też i rozwagą, bo przecież nie chodziło o to, by w tej „wojnie domowej” doprowadzić do eksplozji, która wysadzi w powietrze cały gmach federacji. Kolejnego „trzęsienia szosy” kolarstwo mogłoby nie przeżyć.

Wydawałoby się, że kandydatura nie powinna budzić kontrowersji, tym bardziej, że mocnych konkurentów do tytułu na horyzoncie nie widać. Monsieur Preudhomme, choćby ułożył najciekawszą pod słońcem trasę, nie ma u mnie szans, dopóki nie przestanie trzymać się, jak pijak latarni, zasady braku etapowych bonifikat. Signore Acquarone… hmm, lepiej przemilczmy. Z DS-ów (nie mylić z Domami Studenckimi) nikt na kolana nie rzucił – zresztą do każdego z nich miałbym jakieś ale. Owszem, któregoś z kończących w tym roku karierę weteranów mógłbym uhonorować za tak zwany całokształt, musiałbym jednak w tym celu mocno przymknąć oko na pewne ciągnące się z przeszłości sprawki. Zostaje zatem Cookson.

Jednak w ostatnich dniach nieprzyjemnie zaskoczył mnie quasi dokumentem zatytułowanym La Reforme du Cyclisme Professionnel 2015-2020. Brak na nim wprawdzie podpisów, ale nie chce się wierzyć, by dokument o takiej wadze powstał bez wiedzy nowego szefa, który przecież w UCI obraca się nie od wczoraj. Zawieszam zatem decyzję przyznania tytułu Osobistości Sezonu 2013 do czasu wyjaśnienia niejasności zarówno w samym dokumencie, jak i intencjach szanownej UCI.

Kolarzem Roku 2013 mianuję zwycięzcę najważniejszej imprezy, Chrisa Froome’a, choć Vincenzo Nibali ostro deptał mu po piętach. Kto wie, czy Sycylijczyk po czasie nie okaże się jednak podwójnym tegorocznym triumfatorem Wielkich Tourów, co byłoby niewątpliwie przyczynkiem do „rewizji wyroku”. Nominowanymi w tej kategorii (choć bez szans na wybór) byli jeszcze Fabian Cancellara i Joaquin Rodriguez. Dla tego ostatniego konieczna byłaby jakaś specjalna nagroda pocieszenia. Przegrana Purito we Florencji była jedną z najbardziej okrutnych, bezlitosnych porażek (bo trudno mówić o niesprawiedliwości w sporcie tak wymiernym) jakie widziałem, a widoku zdruzgotanego Katalończyka nie sposób wymazać z myśli.

 

CORVOS_00021997-096

 

Wybór Zespołu Roku był mniej oczywisty. Sky Team miał spore atuty w postaci zwycięstwa w Wielkiej Pętli i 2. miejsca w Giro, a mimo to ich tegoroczne występy pozostawiły pewien niedosyt. Dlatego nieco wyżej stawiam dokonania Astany, zespołu będącego w stosunku do oczekiwań powyżej kreski. Na trzecim stopniu podium widziałbym solidarnie Movistar i Omega Pharmę.

Do roli sezonowych czarnych charakterów kandydowali: Michele Acquarone (zgubił gdzieś 13 milionów euro), Hans-Michael Holczer (robiący z siebie idiotę w sądach) i Danilo Di Luca (wiadomo za co). Przebił ich jednak Pat McQuaid, który przez długie miesiące nie mógł się zdecydować, czy startować w wyborach na Prezydenta UCI jako Irlandczyk, Szwajcar, Malezyjczyk czy Marsjanin. Hołubce wycinane przez ustępującego Prezydenta i jego prawników wystawiły na pośmiewisko resztki prestiżu UCI.

CYCLING TOUR DE FRANCE 2007Najciekawszym wyścigiem AD 2013 był jubileuszowy, setny Tour de France. Dopisali kolarze, organizatorzy (trasa) i pogoda, współtworząc znakomite, trzymające w napięciu, godne wielkiego jubileuszu widowisko. Tegoroczny Tour przypominał budzącego się z letargu olbrzyma, który postanowił przypomnieć cokolwiek rozzuchwalonym konkurentom, kto tu rządzi. La Corsa Rosa, mimo iż świetnie się zapowiadała, nie była w stanie podjąć rywalizacji, gdyż kaprysy aury wytrąciły jej większość atutów. Vuelta podtrzymała ubiegłoroczną formę, ale tym razem nie wystarczyło to do zwycięstwa.

W klasie tygodniówek najbardziej podobały mi się wyścigi wiosenne: Vuelta a Pais Vasco i Tirreno – Adriatico. Wyjątkowo interesujący (najlepszy w swej krótkiej historii) był Eneco Tour, a walczyć z nim o podium mogłaby Volta a Catalunya. Z kolei wśród wyścigów jednodniowych palmę pierwszeństwa przyznałbym Piekłu Północy, Paris – Roubaix, które stawiam wyżej od mającego swoich fanów (w czym udział ma z pewnością postawa Bartka Huzarskiego) wyścigu elity na Mistrzostwach Świata we Florencji oraz Liege – Bastogne – Liege.

Rok przebiegający w akompaniamencie melodii Wind of Change przyniósł też sporo satysfakcji polskim fanom kolarstwa, ale o tym napiszę już w drugiej części podsumowania.

Krzysztof Suchomski

czytaj dalej