Bitwa o Ardeny, rozdział VII: Kto powstrzyma Valverde?

 

26 kwietnia kolarze po raz 101. wyruszą na trasę Liège–Bastogne–Liège. Setna edycja monumentu kończącego ardeński tryptyk i symbolicznie zamykającego sezon wiosennych klasyków na długo pozostanie nam w pamięci. Nie tyle z racji szczególnego jubileuszu szacownej  Dziekanki, a z powodu miłego nadzwyczaj polskim kibicom – Michał Kwiatkowski, jako pierwszy Polak, stanął na podium wyścigu. Przypomnijmy więc sobie, jak do tego doszło. Opowiada Cosmo Catalano, najwspanialszy kolarski gawędziarz.

Ciekawy wyścig, szczególnie ze względu na bardzo dynamiczną końcówkę. Selekcja nastąpiła wyjątkowo późno, jak Staruszkę, bo na Côte d’Ans.

Pierwsza dziesiątka ubiegłorocznego wyścigu przedstawia się następująco:

  1. GERRANS Simon                      6:37:43
  2. VALVERDE Alejandro                 s.t.
  3. KWIATKOWSKI Michal                 s.t.
  4. CARUSO Giampaolo                  s.t.
  5. POZZOVIVO Domenico               0:03
  6. SLAGTER Tom-Jelte                  s.t.
  7. KREUZIGER Roman                  s.t.
  8. GILBERT Philippe                     s.t.
  9. MORENO Daniel                       0:05
  10. BARDET Romain                     0:06

map_homeCo nas czeka w tym roku? Rewolucji nikt nie oczekiwał, w końcu Old Lady ma swoje przyzwyczajenia, z których ani myśli rezygnować. Jest parę zmian, które skłonni jesteśmy uważać za ulepszenia. Cieszy powrót do „wyjściowego składu” Col du Rosier, w zasadzie nie zaliczającego się już do côtes, a raczej przypominającego typowo górskie podjazdy. Zmęczenie nim z pewnością będzie odkładało się w nogach zawodników.

Uatrakcyjnić walkę w końcówce powinno skrócenie dystansu, dzielącego legendarną La Redoute od Skały Sokołów. Większość fachowców spodziewa się, że tym razem u podnóża ostatniego podjazdu w Ans pierwsza pojawiająca się grupa będzie już mocno przerzedzona. Niewykluczone, że kolarze będą tu dojeżdżać rozbici na paroosobowe grupki, jak to wielokrotnie w historii  La Doyenne bywało.

Poniżej dokumentacja tegorocznej trasy:

2015 lbl profile

Climbs of the 2015 Liège-Bastogne-Liège:

Côte de La Roche-en-Ardenne (km 79.0 – 2.8km, 6.2%)

Côte de Saint-Roch (km 125.5 – 1km, 11.2%)

Côte de Wanne (km 169.0 – 2.7km, 7.4%)

Côte de Stockeu (km 175.5 – 1km, 12.5%)

Côte de la Haute-Levée (km 181.5 – 3.6km, 5.6%)

Col du Rosier (km 194.0 – 4.4km, 5.9%)

Col du Maquisard (km 207.0 – 2.5km, 5%)

Côte de La Redoute (km 218.5 – 2km, 8.9%)

Côte de la Roche-aux-Faucons (km 234.0 – 1.5km, 9.4%)

Côte de Saint-Nicolas (km 248.0 – 1.2km, 8.6%)

Skoro już mamy to za sobą, możemy przystąpić do najciekawszej części, czyli zastanowienia się nad niedzielnymi perspektywami rozwoju sytuacji na szosie.

Zgodnie z tym, co napisaliśmy wyżej, nie należy spodziewać się finiszu większej grupy. Ci, którzy dojadą na czele, stoczą być może walkę na ostatniej prostej. Nie tyle sama szybkość kolarzy będzie w takim przypadku decydująca, co zapas sił, jaki zostanie walczącym oraz spryt i doświadczenie w rozgrywaniu tego typu końcówek.

Taki scenariusz głównego faworyta każe widzieć w Alejandro Valverde. Hiszpan wygrywał tu już dwa razy i ma olbrzymi apetyt na trzeci triumf, który wyraźnie przesunąłby go w górę w hierarchii klasykowców wszechczasów. W 2006 roku zwyciężył po bardzo zaciętym sprincie z grupą doskonałych konkurentów. Finisz dwa lata poźniej, wygrany z Rebellinem i Frankiem Schleckiem, był w zasadzie egzekucją. Na ostatniej prostej nikt nawet nie spróbował wyjść mu z koła.

Hiszpan, którego formę podziwialiśmy już w marcu, a w Amstel Gold Race i Fleche Wallone, dał wystarczające dowody swojej mocy i jest faworytem w każdym scenariuszu. Może, jeśli będzie czuł się na siłach, zgubić rywali na Côte d’Ans, może rozegrać to w swoim stylu na ostatniej prostej. Jego przewagą nad rywalami jest to, że nie musi atakować. Poradzi sobie w każdym typie końcówki wyścigu. To konkurenci muszą chcieć zgubić  go albo przechytrzyć.

PIC456341688Rok temu w ostatnim rozstrzygnięciu przeszkodził mu Simon Gerrans. Czy stać go na powtórzenie takiego występu również w tym roku? Nawet w zeszłorocznej dyspozycji byłoby mu trudniej, gdyż końcowe kilkadziesiąt kilometrów wydają się teraz bardziej wyczerpujące. Poza tym, jego forma jest wielką niewiadomą, bowiem po opuszczeniu sporej części sezonu z powodów zdrowotnych, nie bardzo miał gdzie się sprawdzić. Z pewnością natomiast nie można mu odmówić świeżości. Czy ona wystarczy?

To swoiste „wyautowanie” obrońcy tytułu sprawia, że kolarski światek, który bardzo nie chciałby oddawać Valverde zwycięstwa walkowerem, największe nadzieje pokłada w mistrzu świata. Noblesse oblige. Michał Kwiatkowski do startów z brzemieniem faworyta już przywykł. Poradzi sobie i z tym i z trudnościami trasy. Profil Staruszki odpowiada mu bardziej niż Walońskiej Strzały, możemy zatem liczyć na występ lepszy niż w środę. Czy aż tak dobry jak na trasie z Maastricht do Valkenburga? Będzie trudniej. Tym bardziej, że zabraknie u jego boku Tony Martina. W słowniku Michała brak jednak słowa: niemożliwe.

Dwaj zwycięzcy Liège–Bastogne–Liège,Daniel Martin i Philippe Gilbert, potłukli się dotkliwie na trasie Fleche Wallone. Ich start nie jest pewny, a dyspozycja i zdolność do podjęcia walki o zwycięstwo, tym bardziej.

puritoPozostaje Joaquin Rodriguez, który w opinii licznych obserwatorów dotąd zawodzi i w niczym nie przypomina tego drapieżnika, którym okazywał się na baskijskich wzgórzach. Nie można jednak całkiem wykluczyć, iż Purito nareszcie, po latach prestiżowych porażek, po prostu się „wycwanił”. Jeśli w dwóch pierwszych startach ukrył swą moc, by zaskoczyć rywali w tym najważniejszym – to będzie ciekawie.

Na tym kończy się lista faworytów. Pozostają jeszcze kandydaci do sławy, którzy korzystając z tegorocznego przerzedzenia szeregów aktorów pierwszego planu, mogą sprawić niespodziankę. Możliwość zapisania się na wieki na kartach historii stanowi olbrzymią motywację.

Wymieńmy więc kilka nazwisk konkurentów, którzy „noszą buławę w plecaku”:

Gianpaolo Caruso – czwarty przed rokiem, zawsze jest w stanie zastąpić Purito. Duet Ag2R, Domenico Pozzovivo i Romain Bardet (obaj w top 10) specjalnie nastawiają się właśnie na ten start, rezygnując nawet z demonstrowania fajerwerków na górskim Giro del Trentino. Szczególnie mały Włoch może jutro ostro „zamieszać”. Tony Gallopin to kolejna wschodząca gwiazda, którą roznosi ambicja pokazania się na głównej scenie. Bauke Mollema – podobał się nam w Tirreno -Adriatico i chyba już przestał narzekać na skutki niedawnego upadku. Jacob Fuglsang – wiecznie niedoceniany, nigdy nie mogący w pełni cieszyć się wsparciem i zaufaniem swojego szefostwa, może wreszcie znaleźć sposób na uleczenie wszystkich kompleksów. Ma też coś do udowodnienia Roman Kreuziger.

Znalazłoby się więcej nazwisk kolarzy, których stać jutro na dobry, a nawet zaskakujący wynik (kompletnym zaskoczeniem może być np. Zdenek Stybar), lecz jednak nie na wygranie La Doyenne.

Na starcie w Liège, obok Michała Kwiatkowskiego, staną także inni Polacy: jego partner z zespołu, Michał Gołaś, Bartosz Huzarski z Bora-Argon oraz Rafał Majka i Michał Poljański z Tinkoff – Saxo. To pierwsza edycja Ardeńskiego Tryptyku, w której startujemy nie jako outsiderzy, a jako siła, licząca się w peletonie. I nie ostatnia. Więc jakkolwiek się ten wyścig dla nas rozstrzygnie, świat się przecież na nim nie kończy.

Krzysztof Suchomski
Bitwa o Ardeny, rozdział VI