Reflektor Bossa: Taniec Szkieletów

 

 

Za komuny opowiadaliśmy sobie dowcipy o anemikach. Na przykład takie:
– Siooostrooo… na pooomoooc… paaająk…
– Spokój! Nic panu nie zrobi.
– Aleee siooost… Nooo gdzie mnie ciągniesz, bydlakuuu…
Takie skojarzenia przychodzą człowiekowi do głowy, gdy przyjrzy się sylwetkom kolarskich czempionów, traktujących słowo „wycieniowany” chyba zbyt dosłownie. Niedługo cień z niektórych nie zostanie.


Kiedy w lipcu, po zakończeniu etapu na Tacy Pięknych Dziewcząt, doprowadzono Chrisa Froome’a do kamery, RB instynktownie zaczął się rozglądać, czy gdzieś w tłumie nie ujrzy Stevena Spielberga, bo ukazany na zbliżeniu Kenijczyk wyglądał, jakby właśnie urwał się z planu zdjęciowego Listy Schindlera 2. Reakcja RB była uzasadniona. Telewidzowie naocznie przekonali się, że można wyglądać gorzej niż Ibisz po operacji plastycznej. Jakiś powód musiał istnieć, bo przecież normalny, zdrowy mężczyzna bez wyraźnych korzyści nie godzi się na wygląd pacjenta po chemioterapii.

RB sięgnął do zdjęć „Frumka”, ale na żadnym z nich, włącznie ze zrobionymi podczas zeszłorocznej Vuelty, nasz bohater nie wyglądał tak deficytowo. Może wyraża solidarność z głodującymi dziećmi? – przemknęło RB przez myśl. Ta hipoteza jednak upadła, podobnie jak kolejna, o zakładzie z Keirą Knightley, kto będzie miał mniejszy obwód w bicepsie.

Wyjaśnienie było prozaiczne. Winnym wycieńczenia był sport (a mówią, że taki zdrowy). Konkretnie, jest to jeden z przejawów nowatorskiego podejścia teamu Sky, które oni określają mianem micro percentages thinking. Słowo „mikro” tłumaczy wiele i w jakiś sposób musi odnosić się do racji żywnościowych. Kolarzy oczywiście, bo kierownictwo na zagłodzone nie wygląda.

Przypadkami anoreksji wsławiała się dotąd bardziej dziedzina show-biznesu niż sportu. RB pamięta właściwie tylko jeden, za to spektakularny, przykład – Svena Hannavalda. Wycieniował się tak, że w „wariatkowie” kończył karierę. No ale to skoki w końcu – z siłą grawitacji nie pogadasz, możesz tylko schuść. Adasia też próbowali cieniować. Cały naród na to patrzył. Bułka z bananem i wodą popić. Cud, że chłopak przeżył w ogóle.

Tamci chudli, żeby dalej polecieć. Kolarze gubią kilogramy, wykorzystując zdobycze nauki, tropią i niszczą każdą komórkę swego organizmu, która nie potrafi przekonująco uzasadnić swojego wpływu na jakość pedałowania. Zaciśnięte na kierownicy ręce Wiggo wyglądają jak kości zawinięte w kawałek sieci rybackiej. Tylko współczuć pani Wigginsowej.

RB nie wierzy w zdrowotne działanie wyczynowego sportu, zwłaszcza w takim przypadku. W skokach ekstremalne wychudzenie niekoniecznie prowadzi do wycieńczenia organizmu. Ostatecznie skoczek w trakcie zawodów ma tylko dwa razy mocno się odbić. A kolarz spala nieporównanie więcej energii, gdy kończy się paliwo i brak naturalnego źródła spalania, ciągnie, jak to mówią, „z wątroby”, co łatwo może doprowadzić do dewastacji organizmu.

Brak warstwy ciała należycie ochraniającego szkielet powoduje, że niektórzy przypominają porcelanowe figurki. Każde lądowanie na asfalcie powoduje, że kości trzaskają jak zapałki. Do łamanych tradycyjnie obojczyków doszły inne pozycje z listy – w tym sezonie modne są żeberka.

Zaraza przenosi się z idoli na młode kolarskie pokolenie. A marksistowskie hasło „Anorektycy wszystkich krajów, łączcie się!” dotarło nawet za ocean. Joe Dombrowski musiał mieć wiele mil do najbliższego McDonalda. Gdzie on się taki uchował w tym kraju obżartuchów? RB, gdy go pierwszy raz ujrzał, przypomniał sobie anegdotyczne (ale najzupełniej autentyczne) wydarzenie sprzed jedenastu lat.

Kiedy młodziutki i piekielnie uzdolniony piłkarz Tomáš Rosický stawił się na pierwszym treningu na Westfalenstadion, wydarzeniu temu przyglądało się liczne grono kibiców i dziennikarzy, ciekawych zobaczyć owo cudo, za które Borussia Dortmund zapłaciła praskiej Sparcie 21 milionów marek. Tomaszek chłopcem był rachitycznym (na pewno bardziej niż dzisiejszy mężczyzna biegający po murawie Emirates) i przy rosłych niemieckich obrońcach wyglądał tak, że na drugi dzień Bild relację z tego wydarzenia zatytułował: „Chłopcze, zjedz sznycla”.

I tu leży pies pogrzebany. Na styku jedzenia i młodzieży wychowania. Bo z aspektem wizualnym tego tańca szkieletów jakoś sobie RB radzi. Estetyka jest rzeczą względną. Do gorszych widoków ludzie przywykali. A z jedzeniem kwestia bardziej zero-jedynkowa. Sprawa ma się tak:

Kiedy wnuczek nie chce jeść, RB stosuje sprawdzone przez parę pokoleń metody. Opowiada dzieciakowi bajkę o Tadku Niejadku, straszy, że wiatr go porwie, ale też (zgodnie z zaleceniami szkoły „kij i marchewka”) motywuje pozytywnie: jak będziesz jadł, urośniesz duży i silny. I zostaniesz mistrzem świata. A wnuczek może młody, ale przecież nie głupi. Coraz lepiej widzi (na dużym ekranie w rozdzielczości HD), jakim niedożywionym anorektyktom kibicuje dziadek. To duży uszczerbek na wizerunku. Co tu owijać w bawełnę – RB w oczach najmłodszego pokolenia wychodzi na zakłamanego hipokrytę. I jak tu zachować dziadowski autorytet?

Sugeruje więc RB wirtuozom roweru: Zjedlibyście coś konkretnego, chłopaki.

Krzysztof Suchomski

 

 

 

Zdj. K.Knightley Caroline Bonarde Ucci