Dyskretny urok Gent – Wevelgem

 

To chyba najbardziej „nijaki” z wiosennej serii world-tourowych klasyków. Nie posiada tak charakterystycznych cech, które wyróżniają choćby niedawny E3 Harelbeke, Omloop Het Nieuwsblad, nie wspominając o monumentach. Chyba, że za znak rozpoznawczy przyjmiemy stosunkowo małą ilość utrudnień na trasie.

Wyścigi nie chcą i nie powinny być jednakowe, czy jednakowo trudne i chwała im za to, gdyż w ten sposób brukowy serial jest znacznie ciekawszy.  Po „małej Flandrii” przyszła więc pora na coś lżej strawnego, w sam raz dla demonów prędkości, którzy wiercą się niecierpliwie w dołkach startowych, czekając na strzał startera.

Gent-Wevelgem

Ekipa Etixx, która miała rządzić i dzielić na brukach i szosach Północy, sprawia wrażenie niedźwiedzia nie do końca wybudzonego z zimowego snu. Dotyczy to w równej mierze kolarzy, co i personelu technicznego, bowiem seria awarii sprzętu, zawodzącego w decydujących chwilach, na takim poziomie nie powinna się przytrafiać.

Ale niedźwiedź, jak to on, może w każdej chwili otrząsnąć kudły z igliwia i zaryczeć tak, że dzięciołom wypadną pióra z ogonów. Cavendish wygra jutro, Stybar za tydzień, Terpstra za dwa tygodnie i Lefevere pokaże krytykom palec wsk… no, powiedzmy dwa palce ułożone grzecznie w znak victory.

Jest możliwe? Jest. Pytanie jeszcze, jak bardzo.

Mark Cavendish, bez wątpienia najszybszy w stawce jest dla nas faworytem, ale… Otóż właśnie. On się musi jeszcze znaleźć na ostatniej prostej w pierwszym szeregu finiszujących. Obok Kristoffa, Degenkolba, Sagana, Demare’a, Lobato, Hausslera i paru innych. Samo się nie zrobi. A Renshawa nie będzie. Czy Trentin, Sabatini i Wiśniowski poradzą sobie z tą misją? To dla nich może nawet trudniejszy test niż dla samego Manxmana.

Bo na finisz grupowy belgijska ekipa innej opcji nie ma. Ma w zanadrzu asy zdolne do rozerwania grupy i dojazdu solo bądź w nielicznym towarzystwie. Ale kiedy ostatni raz coś takiego się zdarzyło? Bodaj w 2009 roku, kiedy dojechali we dwójkę Boasson-Hagen i Kuczyński. Mocno zapamiętaliśmy też bardzo ciekawy wyścig w 2007 roku, gdy po licznych roszadach odjechała trójka, a para telekomowców, Burghardt i Hammond podręcznikowo ograła Freire. To rzadki przypadek, że ten spryciarz tak dał się objechać.

Więc raczej nie, ale w razie zwycięstwa opcji odjazdowej widzimy paru potencjalnych bohaterów. Ich nazwiska nie stanowią żadnego zaskoczenia: Sepp Vanmarcke, Ian Stannard, Niki Terpstra, Greg Van Avermaet (jeżeli może się ruszać po piątkowych ekscesach), Sylvain Chavanel.

G-W

A kto mógłby wystawić koło Cavendishowi na bardziej prawdopodobnym finiszu większej grupy? Andre Greipel, jeśli odzyska formę, bo jak dotąd nie daje swoim fanom powodów do radości. Elia Viviani, gdyby zdołał wytrzymać trudy wyścigu, na co chyba trudno liczyć, choć nie jest to niemożliwe. Nacer Bouhanni, gdyby przestał narzekać i dogadał się ze swoim nowym pociągiem. Jeśli nie żaden z nich, to sprawy w swoje nogi wezmą klasyko-sprinterzy. Ich nazwiska podaliśmy wyżej.

Czy ktoś może wyciąć numer i załatwić całe towarzystwo z zaskoczenia? Jeden z pary młodych sprinterów Lampre. Davide Cimolai i Niccolo Bonifazio udowodnili już, że w takim otoczeniu nie przejawiają żadnych kompleksów. Podobnie jak Irlandczyk Sam Bennett.

Całą listę startową 77 edycji Gent – Wevelgem znajdziecie tutaj. Na niej, w składzie Tinkoff – Saxo, Maciej Bodnar, zapewne w roli pierwszego adiutanta Petera Sagana. Dyspozycja tego ostatniego stanowi jedną z najbardziej frapujących zagadek wiosny. Czy zdoła się przełamać? Sprawia ostatnio wrażenie, jakby nabrał masy, co wskazywałoby, że będzie celował przede wszystkim w Paris – Roubaix, a później etapy sprinterskie Tour de France. Ale to tylko domysły. W każdym razie, trasa niedzielna powinna leżeć mu bardziej niż piątkowa.

Natomiast na stronie wyścigu znajdziecie niezbędne informacje techniczne i listę zwycięzców wszystkich edycji. Transmisja telewizyjna w Polsat Sport Extra o godz. 14.00 (pamiętajcie o przestawieniu zegarków).

Krzysztof Suchomski